6

23.5K 657 209
                                    

ISABELLA

To nie było dobre, to było złe. Ten ruch był zły. Też układ jest i będzie zły. Pocałowaliśmy się. Naprawdę to zrobiliśmy.

Około trzynastej pojechałam z Mią na zakupy.

-Omg, wy naprawdę się pocałowaliście! - wydarła się na cały sklep.

-Boże, Mia ciszej. - powiedziałam, wyglądając do niej przez kurtynę w przymierzalni.

-Nie powinno mnie to dziwić, skoro jesteście od teraz narzeczeństwem. - zaśmiała się.

Westchnęłam ze zrezygnowaniem.

-Myślisz, że to coś da mojej firmie? Myślisz, że bez Victora poradzę sobie dalej? - zapytałam ją.

-Oczywiście, że sobie poradzisz. - zajrzała, do mojej przymierzali. - Jezu! - krzyknęła.

-Co? - wystraszyłam się.

-Boże, kupuj tę sukienkę. Jest obłędna. - przyjrzała się mojej figurze.

Spojrzałam na siebie w lustro i stwierdziłam, że naprawdę wyglądam dobrze. Moja figura klepsydry odciskają się idealnie na dopasowanej, czarnej sukience. Podobała mi się, była do ziemi i miała dekolt w kształcie litery „V". Jej ramiona były odkryte, ponieważ sukienka zatrzymywała się na biuście.

-Jest za droga. - stwierdziłam.

-Kochana, Victor musi oszaleć na twoim punkcie. Więc nie marudź i kupuj! - krzyczała. -Musisz wyglądać obłędnie, będąc przyszłą panią Herman.

-Udawaną. - podkreśliłam.

Mia przekręciła oczami.

-Dobra, już spokojnie kupię ją. - westchnęłam.

-Aaa! -krzyknęła szczęśliwa. - A teraz idziemy po buty. - pchnęła mnie do przodu.

Zapłaciłam za sukienkę i ruszyliśmy w stronę butiku.

-O cholera, jak drogo. - zaśmiała się Mia, oglądając wszystkie buty po kolei.

Przeskakiwałam wzrokiem od jednych butów do drugich. Aż w końcu znalazłam te idealne. Były na siedmiu centymetrowym obcasie, więc miałabym jakieś siedemdziesiąt pięć centymetrów. W końcu nie czułabym się jak karzeł przy metr dziewięćdziesięciu Victora.

-Są piękne. - powiedziała Mia zza moich pleców. -Podoba mi się ten obcas z napisów louis vuitton.

Były naprawdę piękne.

-Weź je. Pamiętaj, że musisz wyglądać przepięknie.

Popatrzyłam się jeszcze przez chwilę na parę butów i stwierdziłam, że je wezmę. Skierowałam się do kasy i przyłożyłam kartę.

-Idziemy na kawę? - zaproponowałam.

-Jasne. - powiedziała brunetka.

Gdy tylko znalazłyśmy się w kawiarni i zamówiłyśmy latte, zaczęłyśmy gadać o pierdołach.

-Dodałaś już to ogłoszenie, że twoja firma wraca do gry? - zapytała w pewnym momencie dziewczyna.

-Tak, ale na razie nikt się nie odezwał. Każdy boi się, że w pewnym momencie moja firma znowu upadnie, a ich pieniądze po prostu pójdą w błoto. - westchnęłam, popijając kawę.

-Racja. - również westchnęła. - Może jutro ktoś się nadarzy.

-Może. - rozejrzałam się po kawiarni. - Dzisiaj wieczorem mam poszukać klientów w internecie, razem z Hermanem.

To tylko układ [+18] I TOM I [W TRAKCIE KOREKTY]Opowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz