III

18 2 0
                                        

Spojrzeli sobie głęboko w oczy.

Widzieli tam tylko marne obłoki,
Na raz się razem złapali za boki,
Roześmiali się na długo,
Czemu nigdy tak nie było bujno.
Nie wiedzieli co czynić, że sobą mieli,
Tyle wspólnych chwil ominęli,
Żałowali tego ogromnie,
A nienawidzili się, tak wspomnę.
Co się niby takiego zmieniło,
Iż między nimi tak gorąco się zrobiło,
Na pewno uczuć nie poznali,
Bo nigdy ich nie znali,
Teraz nagle się ich nie nauczyli.

Na początku delikatnie się przytulili,
Aż dziwne to było na nich,
Tego nie mówił im mnich.
Jednak historia inne plany miała,
I krwawe plany pozostawiała,
Znów spojrzeli w swe oczy,
„Jak się nasze życie potoczy?“.

Jednak ich ciała się oddaliły,
Miały poczucia winy,
Tak nie było być,
Trzeba się stąd szybko zmyć.
Patrzeć na siebie nie umieli,
Ale tak naprawdę bardzo chcieli.
Pragnęli to zrobić,
Na wieki wieków się zabić,
Byliby tam razem,
Nie dosięgaliby ich tam złem,
Sami by byli, tak tego chcieli,
Reszty przeraźliwie się bali.

Chociaż jeśli powtórzy się, to znowu,
Nigdy nie wyjadą już z domu,
Zostało tam na zawsze,
Aż im śmierć nie zaklaszczę.
Chcę przy tobie być“,
„A ja z tobą żyć“
Od razu się zrozumieli,
Zmrużyli swe powieki,
Owszem chcieli siebie wiedzieć,
Ale teraz pociągła ich inna chęć,
Przybliżyli się do siebie blisko,
Aż upadali w jakieś krzaczysko,
Nie przejęli się tym wcale,
Nawzajem oddawali się sobie,
Od czubka ust zaczęli,
Mokre pozostały, na tym nie spoczęli.
A ręce same wędrowały,
Do samego serca chwały.

Historii znowu nie wierzyli,
Że na prawdę ze sobą byli,
W oczy swoje patrzyli,
I gwiazdy w nich liczyli,
Dla nich co innego było jaśniejsze,
Duszę ich wspólne – piękniejsze.

Ostatecznie swe słonie złamali
I na zawsze razem pozostali.

Tacy samiOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz