9🥀

929 46 28
                                        

Wczorajszy dzień był bardzo nieprzyjemny, obudziłem się późno, było już po południu. W nocy praktycznie nie spałem i zasnąłem z rana. Strasznie chciało mi się pić, a butelka na szafce nadal stała pustą. Chyba czas iść na dół.

Schodząc po schodach słyszałem Świeżego kłócącego się z Wiką, że dwie reklamówki mimo, że z innego sklepu nie zaliczają się jako dwie rzeczy, tylko jedna. Nagrywali odcinek typu kto więcej kupi, ale nie wiedziałem jaka była kategoria, juz nawet nie patrzyłem tych grup skoro zostałem potajemnie wyrzucony spiskiem z odcinków.

- Bartek twoja kolej. - Słyszałem Julitę i spojrzałem w ich stronę. Jego wzrok tkwił na mnie.

- Bartuś. - Mówiła Wika machając mu ręką przed twarzą, nadal był we mnie wpatrzony, wyglądał jakby zobaczył ducha. Postanowiłem iść nalać sobie wody i nie rozpraszać go swoją obecnością.

Wyglądałem wyjątkowo źle, ale już nawet nie tym nie przejmowałem. Mimo tego, że przyzwyczaiłem się do tego, że mogę umrzeć w każdej chwili nadal tego nie chciałem. Miałem wyjątkowo cudowne życie, mogłem mieć wszystko co było mi potrzebne.

Podszedłem pooglądać odcinek na żywo, bo zanim wyjdzie pewnie będę już jedynie z góry obserwować co robią. Oparem się o ścianę parę metrów za operatorami.

- Przepraszamy za Bartka, on jakiś odklejony dzisiaj. - Mówiła Julita gdy znowu wzrok Bartka był skupiony na mnie. - Kopiara! Mam to samo. - Mówiła wyciągając z papierowej torby przedmiot za Bartka, ponieważ on był obecny tam tylko fizycznie. - No nie Bartek Kubicki chyba mnie śledził, parę rzeczy takich jak ja. - Zaśmiała się Julita próbując zrobić kontent, gdy Bartek robił lekka lipę na odcinku.

Zacząłem gestykulować w jego stronę, pokazując palcem na niego, potem na siebie i machając ręką, po to by dać mu znać żeby skupił się na odcinku, a nie na mnie. Zadziałało.

Gdy parę minut później jego rzeczy skończyły się podszedł do mnie i przytulił mocno.

- A to za co? - Spytałem lekko śmiejąc się, Bartek nigdy tak nie robił.

- Widziałem tą krew na ziemi u ciebie, strasznie martwię się, że gdy tu przyjadę ciebie może już nie być. - Mówił cicho, tak bym tylko ja to słyszał.

Chciałem móc zapewnić mu, że tak się nie stanie, ale to była prawda. Zwykła cholernie przykra prawda.

- Nie jestem pewien czy dożyje końca dzisiejszego dnia. - Zaśmiałem się z bezradności, po czym spojrzałem mu w oczy. - Co będziesz robić po mojej śmierci? - Zapytałem tym razem z dużą powagą bez chwili namysłu, patrząc w jego oczy.

- Oliwier, zaraz znowu się popłaczę przez te twoje pytania, a parę metrów za nami nadal trwają nagrywki. - Odpowiedział.

Poczułem mocne ukłucie w okolicy serca, na które starałem się nie reagować, ale gdy nastąpiło drugie silniejsze zamknąłem oczy.

Hania chyba kiedyś wspominała o tym, że coś tam, kiedy przejdzie do serca to umrę, czy to ten moment?

- Co zrobisz jak się zabije? - Spytałem prosto z mostu patrząc prosto w jego oczy. Już nie szeptałem, miałem gdzieś, że będzie to słychać na odcinku.

- Co zrobisz jak zrobię to samo? - Odpowiedział tym samym tonem głosu co ja.

- Irytujesz mnie. - Powiedziałem nadal patrząc w jego oczy. Ja mogę się zabić, mam powód, a on? Straci tylko przyjaciela i będzie żył dalej jakby nigdy nic.

- Myślisz, że ty mnie nie? Myślisz, że nie wiem jak to kochać kogoś, gdy wiem, że ta osoba kocha kogoś innego? - Nie chciałem tego słyszeć, ktoś dla kogo umrę właśnie mówi, że jest w kimś zakochany i to na dodatek nieszczęśliwie.

- Fajnie. - Odpowiedziałem mu, po czym szybkim krokiem poszedłem do swojego pokoju, Bartek mówił coś jeszcze, ale nawet go nie słuchałem.

On kochał kogoś, a ten ktoś nie kochał jego. Czułem straszny ból. Nie tylko fizyczny ale i psychiczny.

Znowu atak. Tym razem czułem jakbym miał zwymiotować wszystkie wnętrzności. Upadłem na kolana czując jak łzy z oczu mieszały się z krwią z ust. Ohydny dobrze znany mi metaliczny, lekko słony posmak krwi.

Nigdy nie czułem się tak okropnie. Miałem ochotę zniknąć. Byłem wręcz pewien, że z dołu było słychać moje wycie. Dusiłem się płaczem i kaszlem.

Przez łzy obserwowałem płatki czerwonej róży pływające w szkarłatnej kałuży krwi na podłodze. Gdybym miał nazwać jakoś to jak sztukę artystyczną, nazwałbym to bólem miłości.

Bolało, bardzo bolało, gdybym był w stanie nawet i w tym momencie podciąłbym sobie żyły by tylko szybciej wydostać się z tego koszmarnego bólu, zaczęło mi się kręcić w głowie, słyszałem, że ktoś wchodził do pokoju, ale czułem tak ogromny ból, że nie byłem w stanie wypowiedzieć ani słowa, a co dopiero odwrócić się.

- Oliwier, błagam cię! - Słyszałem głos Bartka jak przez mgłę. Był tu. - Oliwier otwórz oczy! - Poczułem jego dotyk na sobie, ale moje oczy nie chciały się za nic otworzyć.

Czy ja umieram?

- Oliwier nie zostawiaj mnie! Kocham Cię! - Słyszałem jakby w zwolnionym tempie, poważnie kocha mnie, czy słyszę to co chce słyszeć? O co tu chodzi? Sekundę później czułem tylko jak upadłem przed siebie w ramiona Bartka.

Ciąg dalszy nastąpi...

Hanahaki | Kostek x Bartek | BostekOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz