ROZDZIAŁ CZTERNASTY

172 11 0
                                        

CLOUD

Od rana remontowałem moją sypialnie. Zmiana paneli, nowy kolor ścian i nowe meble, które miały przyjechać lada moment. By nie myśleć albo remontuję tą ruinę albo pracuję. Tłumaczę sobie, że jak mam odejdzie i Vivien wróci to sprzedaje ten cholerny dom i uciekam do siebie do mojej małej kawalerki. Każdy kolejny krok uwieczniałem na zdjęciu by później pokazać mamie. Czułem, że jej koniec się zbliża, na samą myśl o tym dostawałem gęsiej skórki.

Z tych okropnych myśli wyrwał mnie Ethan, wysłał mi zdjęcie i, że za dwadzieścia minut będzie u mnie. Ucieszyłem się bo dawno się nie widzieliśmy a ja naprawdę potrzebowałem się komuś teraz wygadać. Ethan West to mój najlepszy kumpel, traktuję go jak barat.

Oprócz mamy i jego nie mam już nikogo. Znamy się od dziecka, chodziliśmy razem do przedszkola, szkoły a później razem włóczyliśmy się po melinach wstrzykując sobie dziwne substancje pod skórę. To on był przy mnie, kiedy zmarł mój tata, to on pomógł Silv mnie odratować, kiedy za dużo zjadłem tego syfu. Teraz ma cudowną żonę Evelyn a trzy lata temu na świat przyszedł jego syn Nolan. Jestem z niego dumny, wyszedł wcześniej z tego syfu co ja a do tego ma cudowną rodzinę

- Jak się trzymasz?- spytał się mnie, kiedy siedzieliśmy z salonie

- Jest git- skłamałem, modliłem się, żeby mi uwierzył

- Stary proszę cię, za dużo przeszliśmy, żebym ci uwierzył – jego niebieskie oczy teraz zrobiły się granatowe, wiedziałem, że się martwi

- Nie wiem, przyjechałem tu dla niej, chciałem być przy niej do końca lecz nie wiedziałem, że to mnie tak rozpieprzy- zacząłem mówić prawdę

- Nie szukałeś ośrodków gdzieś indziej?

- Szukałem i pluje sobie w twarz, że jej nie wziąłem wcześniej- nienawidzę siebie za to. Nienawidzę tego miejsca tego cholernego miasta, tego domu. Wszystko tu przypomina mi o bólu

- A jak ona?- wiedziałem, że nie pyta o mamę

- Radzi sobie, ma dziecko nie wiem z kim, próbuje to z niej wyciągnąć ale za każdym razem się denerwuje jak jest ten temat. Ostatnio chyba troszkę się za bardzo zbliżyliśmy do siebie – przyznałem to na głos, nienawiść była lepsza niż oglądanie jak się śmieję, jak się boi.

- Wiesz myślałeś, kiedyś, że to może być twoje dziecko? – spytał lekko zawstydzony

- Codziennie o tym myślę – odpowiedziałem zrezygnowany. Przez resztę spotkania wspominaliśmy stare czasy, śmiejąc się przy tym. Ethan obiecał mi, że następnym razem odwiedzi mnie z rodziną.

- To co trzymaj się stary i dawaj znać jak z mamą i jak ze wszystkim- uścisnął mnie a ja poczułem ulgę, potrzebowałem tego

- Jasne leć już bo się spóźnisz na występ Nolana

- Jest policjantem łapie przestępców- wypiął pierś dumnie. Naprawdę bardzo się ten chłopak zmienił. Też nie miał łatwo a dorósł i jest cudownym tatą.

- I pamiętaj nie rób nic głupiego wiesz co mam na myśli

- Tak wiem tato- zadrwiłem

- Obiecujesz- wyszczerzył się

- Obiecuję, leć już bo naprawdę się spóźnisz

- Całusy – wyszedł a ja znowu poczułem tą cholerną pustkę. Z tylnej kieszeni wyjąłem telefon, wybrałem numer i miałem już zadzwonić, kiedy usłyszałem dzwonek do drzwi

- Przecież obiecałem, że nic nie....... – zamarłem

- Wpuść nas do środka nie będziemy tutaj rozmawiać – powiedział nikt inny jak Ben Anderson a u jego boku stała Karen

No to kurwa zajebiście

Silver Cloud [Zakończone]Opowiadania do pokochania. Odkryj je teraz