Pierwszy wykład następnego dnia miał się zacząć dopiero przed jedenastą, więc pozwoliłem sobie na rzadki luksus niespiesznego poranka. Zapach świeżo zmielonej kawy rozszedł się po kuchni, a ja siedziałem przy stole, powoli sącząc pierwsze łyki i wgryzając się w tosty.
Byłem ciekawy tego dnia. I wspólnego obiadu. Musiałem tylko pamiętać, że Corey tam będzie. Najtrudniejsze miało być zachowanie pozorów. Nie mogłem pozwolić, żeby Juliette choćby pomyślała, że coś jest na rzeczy. Ona miała oko do takich rzeczy. Wystarczył jeden dłuższy rzut oka w nieodpowiednim momencie i od razu zaczęłaby drążyć. A ja nie chciałem dawać jej do tego najmniejszego powodu.
Znałem Juliette. Ona nigdy nie odpuszczała, dopóki nie dotarła do sedna sprawy. Chociaż w sumie ona wydawała się osobą, z którą mógłbym na ten temat pogadać, gdyby miała jakiekolwiek podejrzenia. Wydawało mi się, że byłaby bardzo otwarta i wspierająca.
Bałem się tylko, że gdyby dowiedziała się ona, zaraz dowiedziałby się Hayden – mój kuzyn. A Hayden... cóż, nie byłem jeszcze gotowy, żeby on znał tę część mnie. Może kiedyś, ale nie teraz.
Z Haydenem byłem naprawdę blisko, właściwie najbliżej ze wszystkich w rodzinie. Mogłem mu powiedzieć prawie wszystko i wiedziałem, że mnie nie zdradzi. Tyle że akurat w tym przypadku... kurczę, miałem opory. Bałem się, że nie potraktuje tego poważnie. Że zacznie rzucać głupie żarty, śmiać się albo obracać to w bekę przy każdej okazji. Może nie ze złej woli, po prostu taki miał charakter. Rozładowywał napięcie humorem.
Może przesadzałem. Może faktycznie by mnie wsparł i potraktował poważnie. Może to tylko w mojej głowie cała rodzina źle by to odebrała. W końcu nic w ich zachowaniu nie sugerowało, że byliby nietolerancyjni.
A jednak ten strach siedział we mnie głęboko. Taki irracjonalny, uparty głos, który powtarzał, że jeśli odsłonię tę część siebie, coś się zmieni na zawsze. Że nie będę już tym samym Tristanem, którego znali.
I właśnie dlatego łatwiej było milczeć.
Nie spieszyłem się tego dnia na uczelnię. Głównie dlatego, że wiedziałem, że będę na niej siedział do wieczora. Poza tym jednym okienkiem. Na samą myśl o tym maratonie miałem ochotę wrócić pod kołdrę.
Sala wykładowa była już praktycznie pełna, kiedy wszedłem do środka. Od razu dostrzegłem Juliette, dlatego poszedłem w stronę długiego rzędu ławek. Corey siedział z brzegu, obok było zostawione jedno wolne miejsce, a dalej siedziała Juliette i Perry. Domyśliłem się więc, że zostawili to miejsce dla mnie.
– Siema – odezwałem się, stając obok ławek, a Corey od razu się podniósł, żebym mógł swobodnie przejść.
– Cześć – odpowiedzieli chórem.
Corey i ja spojrzeliśmy sobie w oczy. Jego kącik ust lekko drgnął, a ja po prostu przeszedłem trochę dalej i zająłem miejsce w ławce.
– Co tak późno dzisiaj? – zapytała Juliette.
– Nie chciałem zbyt długo na ciebie patrzeć – mruknąłem, a ona parsknęła śmiechem.
– Uwielbiasz mnie. I myślę, że spadła mi ostatnio forma, bo to zawsze ty byłeś dla mnie miły, a ostatnio ja jestem dla ciebie zbyt miła.
– Ty jesteś milsza, bo wiesz, że będziemy kiedyś rodziną. Próbujesz się podlizać...
– Ja? – Wskazała na siebie palcem. – Jakbym się nie miała komu podlizywać tylko tobie, Hargrove.
– Sory, że wam przerwę – odezwał się Corey. – Ale już kolejny dzień zastanawiam się, czy ty i Clyde Hargrove macie coś wspólnego, czy to tylko zbieżność nazwisk.
CZYTASZ
Melting for love #3 | NOWA WERSJA
RomanceTristan Hargrove zawsze prowadził życie bezpieczne i przewidywalne, które dla innych wydaje się praktycznie idealne. Młody i ambitny student, pochodzący z dobrej rodziny i jeżdżący ładnym samochodem, ale pod tą pozornie idealną powierzchnią kryje si...
