17. Słodka katastrofa

178 8 0
                                        

Nastała wiekopomna chwila – czwartek, a więc kolacja, która miała jeden, jedyny cel: utrzymać wagę, a najlepiej zrzucić jeszcze kilka zbędnych kilogramów. Schudnąć na tyle, żeby nie musieć się martwić, czy dana sukienka nie będzie za ciasna, czy jakaś fałdka nie odetnie się nieprzyjemnie pod materiałem, albo o zgrozo czy mój brzuch nie będzie przypominał drugiego miesiąca ciąży. Stałam właśnie w łazience nad wagą, patrząc na nią jak na wroga publicznego numer jeden. Niby tylko kawałek plastiku i metalu, a potrafił skutecznie zepsuć cały dzień. Wciągnęłam powietrze, jakby to miało pomóc w wyniku, i stanęłam na wadze, czekając na wyrok niczym skazaniec pod gilotyną. Pięćdziesiąt dwa kilo. Nieźle, ale i nie idealnie. Liczyłam na pięćdziesiąt, tak równo magiczna granica. No cóż, jeszcze parę dni głodówek, intensywnych treningów i będę bliżej ideału. Przynajmniej nie przytyłam.

Wyjście było zaplanowane na godzinę osiemnastą, co dawało mi niecałe osiem godzin na ogarnięcie siebie i całej reszty. Oficjalnie więc nastał czas na wielkie przygotowania. Godzina: 10:30. Motywacja: zerowa. Ale jak każda dziewczyna przed większym wydarzeniem, nie mogłam sobie odmówić rytuału everything shower. Balsamy, peelingi, maseczki święta trójca zapisana w kodeksie kobiecego przetrwania. Bez tego ani rusz. Podczas prysznica dopadła mnie jedna bardzo poważna, życiowo istotna myśl co ja na siebie włożę?! Moja szafa wyraźnie nie była przygotowana na wielkie wyjścia, a przez cały tydzień byłam tak zawalona sprawdzianami i obowiązkami, że nie miałam nawet chwili, żeby wyskoczyć na zakupy. Jeśli mama zobaczy mnie w nieodpowiednim stroju, to doprowadzę ją do stanu przedzawałowego. W najlepszym razie.

Może jednak coś mi kupiła? W końcu miała wszystko zaplanowane co do sekundy łącznie z czasem na szybki posiłek i dwuminutową wizytę w toalecie. Może i o tym pomyślała. Z nadzieją godną tonącego rzuciłam na siebie szlafrok i ruszyłam na poszukiwania matki. Przeszukałam cały dom kuchnię, salon, jej pokój, nawet garaż i niestety, ani jej, ani sukienki nigdzie nie było. Świetnie. Po prostu cudownie.

Mówi się trudno. Najwyżej znowu dostanę opieprz, że nie wyglądam „stosownie do okazji". Założę tę samą sukienkę, którą miałam na gali charytatywnej czarna, klasyczna, nie powinna wzbudzić zawału. Teraz nie pozostawało mi nic innego, jak wrócić do pokoju, owinąć się kocem i włączyć kolejny odcinek „Zbrodni po sąsiedzku". Przynajmniej ktoś tam ma gorzej ode mnie.

*

- Panienko Lavinia, proszę wstawać. Pani matka woła na posiłek – z odmętów snu zaczął wyciągać mnie czyjś głos. Panienko? Posiłek? Tylko jedna osoba mogła się tak do mnie zwracać. Jak oparzona otworzyłam oczy i napotkałam uśmiechniętą twarz Steve'a.

- Cholera, musiałam zasnąć, oglądając serial. Dzięki, Steve, serio ratujesz mi życie. Już schodzę – wymamrotałam, przecierając oczy.

Steve grzecznie skinął głową i puścił mnie przodem.

Przy stole wszyscy już czekali, co sprawiło, że niemal zapadłam się pod ziemię. Szybko przeprosiłam za spóźnienie, kłamiąc, że byłam w łazience, i usiadłam obok Liama.

Skoro był już obiad, musiała być trzynasta. Normalnie jedlibyśmy między czternastą a piętnastą, ale matka uznała, że nie możemy być zbyt najedzeni ani głodni. Wszystko po to, byśmy nie rzucili się na jedzenie na balu jak „niewychowane bachory". Jej słowa, nie moje.

Ku mojemu zdziwieniu, obiad minął w dość lekkiej atmosferze. Od czasu do czasu parsknęłam śmiechem na jakiś komentarz Liama, za co matka obdarzała mnie karcącym spojrzeniem, jakby śmiech był przestępstwem. Kaiden, jak zwykle z posępną miną, odszedł od stołu jako pierwszy, mrucząc coś o prasowaniu koszuli. Co było dziwne, biorąc pod uwagę, że nasza gosposia pani Hattie od lat zajmowała się takimi sprawami. W drodze do swojego pokoju, mijając się z Liamem, wychwyciłam jeszcze jedno z tych ostrzegawczych spojrzeń mojej matki jakby chciała powiedzieć: „Nie zrób niczego głupiego". Ah, miłość tej kobiety naprawdę grzeje jak słońce... w piekle.

Golden Tears [ w trakcie korekty ]Opowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz