Poranki potrafią być trudne z wielu powodów. Wcześniejsza impreza weszła za mocno przez co trzeba odchorować, stresu związanego z cięższym egzaminem, nowego pełnego dnia różnych wyzwań czy tak jak w przypadku moich przyjaciół ważnego meczu. Dzisiejszy poranek dla mnie znaczy wiele sprzecznych emocji. Stres związany z grą chłopaków, jednocześnie ekscytacja ponownego zobaczenia ich w akcji. Niepokój, obawa, paraliżujący strach właśnie te emocji towarzysza mi, gdy pomyśle o zobaczeniu dzisiaj Kaidena. Spotkanie go jest nieuniknione, a rozmowa konieczna, tylko jak mam to zrobić, skoro cale życie unikałam takich problematycznych sytuacji? Od dziecka wolałam skulić się w sobie wysłuchać jaka to nie jestem i żyć dalej z tym ciężarem bycia gorszym dzieckiem i problemem zatruwającym inne życie. Nie chce, aby Kaidenem przeze m nie tez niszczył sobie życie, ma przed sobą świetlana przyszłość, a ja mogę mu to wszystko zrujnować.
- Piękne panie pora wstawać. – Do pokoju wparował uradowany Liam. – Lavinia nie śpiesz bardzo mnie to cieszy, pomożesz dobudzić mi tego śpiocha. – Chłopak podszedł do łózka od strony Scarlet po czym szybkim ruchem ścignął z niej kołdrę. – Wstajemy słoneczko.
- Jak nie oddasz mi kołdry w przeciągu minuty przysięgam, że cię ugryzę. – Scarlet burknęła zła zwijając się w kłębek, aby pozbyć się nie przyjemnego uczucia chłodu.
- Skąd ta agresja widzę, że burzowe chmury zawszyły na słoneczko. – Liam kiwnął głową na dziewczynę po czym pokazał mi, że czas na tortury zwanymi łaskotkami. Chłopak Pochylił się nad ciałem dziewczyny mocno ją przytrzymując, a ja zabrałam się do roboty.
- Błagam przestańcie. Zrobię wszystko co chcecie tylko przestańcie. – Scarlet pomiędzy napadamy śmiechu i telepatek ciała cicho wymamrotała. - Dobrze już wstaje tylko błagam przestańcie.
- Nie trzeba było tak od razu. – Chłopak z entuzjazmem wyszedł z pokoju pozostawiając nas same.
- Nawet nie wiesz, jak mam ochotę go zamordować, po co my musiałyśmy tak wcześnie wstać?
- Zapewne chcą naszego wsparcia, plus wcale nie jest już tak mega wcześnie, jest w pół do pierwszej. – Podniosłam się z łóżka kierując się do łazienki przynależącej do sypialni.
- Żartujesz sobie? – Dziewczyna podniosła się chwytając telefon do ręki. – O cholera! Przecież ja nie zdążę się wyrobić.
- Spokojnie mamy jeszcze trzy godziny. – Wychyliłam się w między czasie szczotkując zęby.
- Właśnie tylko trzy, trzeba się ogarnąć, pojechać do naszej babci tam zejdzie na dużo czasu, pojechać na ich trening. Te trzy godziny mogę nie starczyć. Wiesz, ile mi schodzi z namalowaniem identycznych kresek a dzisiaj muszą być idealne.
- Czekaj pojechać do waszej babci? Po co do niej jechać nie może życzyć powodzenia przez telefon? Jak mi kiedyś tam wspominałaś mieszka na drugim końcu miasta.
- Nie znasz tej kobiety, to chodzący demonom zasłaniający się bożkiem. Jeśli do niej nie pojedziemy zacznie marudzić i wyklinać nas. Pojdzie do księdza, aby odprawił na nas egzorcyzmy, bo na pewno nas coś opętało, skoro nie przyjechaliśmy do naszej babusi.
- Wydaje się, ładnie mówiąc, straszną osobą. – Ciężko było mi mówić w taki sposób o jej babci, jednak z jej opowiadań tylko takie określenie jej nasunęło mi się.
- Tak jest, raz pojechaliśmy do niej byłam nie ogarnięta. Widzieliśmy, że jest jakaś nie swoja, ale stwierdziliśmy, że to przez jej zdrowie, jak bardzo się w tedy myliliśmy. Po chwili babka weszła do salonu z szeregiem leków i jakimiś Ziółkowami dając je mnie. Cytuje jej słowa, dziecko wyglądasz okropnie masz tu moje ziółka, jeśli to ci nie pomoże to obawiam się, że do koca życia pozostaniesz taka paskuda i nigdy nie znajdziesz sobie męża, a szkoda, żeby takie szerokie biodra jak twoje się marnowały. – Na słowa Scarlet roześmiałam się.
CZYTASZ
Golden Tears [ w trakcie korekty ]
Novela JuvenilNasza historia słodka, tak jak gorycz płynąca z moich oczu. Lavinia Donley miała jedno pewne miejsce na świecie - i je straciła. Po tragicznym zdarzeniu Lavinia musi zacząć życie od nowa. Przeprowadzka do Santa Monica oznacza dla niej zamieszkanie...
![Golden Tears [ w trakcie korekty ]](https://img.wattpad.com/cover/348126610-64-k390244.jpg)