2. Nie przeginaj

299 21 9
                                        

17 listopad 2002 r.

Rude kręcone włosy rozwiewane przez silny wiatr zasłaniały Marisol pół twarzy, przez co widziała swój ogródek przez kosmyki włosów. Nie miała sił po raz kolejny ich odgarniać, więc siedziała na ławce, owinięta swoimi włosami nie zwracając uwagi na to, że od paru minut woła ją ojciec. To były jej piąte urodziny, na które tym razem zaproszeni zostali tylko dziadkowie.
Była jesień i barwny ogród Agnes Renterii stracił swoją piękność, liście opadły z drzew, a kolorowe kwiaty zwiędły, zostawiając po sobie jedynie wyschnięte łodygi. Pięciolatka nie potrafiła cieszyć się ze swoich urodzin i mimo że tym razem miała przy sobie całą rodzinę, to brakowało jej przyjaciela. Marco wyjechał na turniej piłkarski akurat w tygodniu, w którym wypadały jej urodziny. Przeprosił ją i obiecał, że po powrocie da jej prezent niespodziankę. Dzień przed wyjazdem spotkali się w ogródku Marco, siedzieli na huśtawkach i rozmawiali poważnie o planach Marco na najbliższy rok.

— Rodzice zapisali mnie na dodatkowe treningi, bo mój obecny trener mówi, że widzi we mnie potencjał i mówi, że muszę się kształcić, żeby w przyszłości być dobrym piłkarzem.

— Już jesteś wystarczająco dobry.

— Wcale nie... — Marco spuścił głowę i mówił skromnie, nie chcąc się przechwalać.

— To chodź, zagramy. Zobaczymy, kto jest lepszy. — Rudowłosa zaśmiała się i chwyciła piłkę do nogi, ruszając na wolną przestrzeń w ogródku. Marco pobiegł za nią, próbując odebrać jej piłkę, co udało mu się za pierwszym razem, jednak dziewczyna się nie podawała i ruszyła mu z atakiem. Cieszyła się, że nie dawał jej forów, bo była 'dziewczyną'. Dobrze jej się grało na równi z innymi chłopakami. Nigdy jej nie dyskryminowali, zawsze chętnie wybierali do drużyn nie tylko ze względu na Marco. Chłopak był naprawdę zdolny i przebiegły, więc Mari nie miała szans na odebranie mu piłki. Wiedziała, że chłopak ma niesamowity talent i mimo wszystko nie miałaby z nim żadnych szans. Grali niecałe czterdzieści pięć minut, gdy Marisol padła na trawę zmęczona i zdyszana. Marco podszedł do niej i przykucnął obok, nie pokazując zmęczenia.

— Musisz zacząć więcej ćwiczyć.

— Pewnie — powiedziała mu z ledwością i ponownie opadła na trawę. Marco położył się na plecach obok Marisol i zaczął się śmiać. Rudowłosa znowu się podniosła i spojrzała na kolegę z góry.

— Co cię tak śmieszy, głupku?

— Ty mnie śmieszysz, Lisica.

— Nie nazywaj mnie tak, bo ci zaraz coś zrobię. — Dziewczynka próbowała zabrzmieć groźnie, ale ze swoim jeszcze piskliwym głosikiem nie brzmiała poważnie.

— Czekam! — zaśmiał się, a Marisol rzuciła się na niego i zaczęli delikatnie się bić, turlając po trawie. W trakcie bójki ucierpiały włosy Marisol, gdyż ziemia i liście wplątały się w jej długie kręcone włosy. Dodatkowo ich ubrania pomazały się trawą, co w przyszłości nie będzie łatwe do sprania. Dwójka dzieciaków wstała obrażona z ziemi i otrzepali się.

— Teraz będziesz mi wyjmował liście z włosów, amigo! — Tym razem dziewczynka krzyknęła na tyle głośno, że było słychać złość w jej głosie. Marisol miała obsesję na punkcie swoich włosów, więc nie lubiła, gdy ktoś lub coś je niszczy. Marco jednak podszedł do dziewczyny i pomógł jej wyplątać zwiędłe rośliny z głowy. Przeprosili się i razem wrócili do domów. Oczywiście mama Mari nie ukrywała zdenerwowania po zobaczeniu brudnych ubrań córki. Trochę nakrzyczała na dziewczynkę, ale później po opowiedzeniu jej przebiegu i powodu bójki Agnes zaczęła się śmiać i wzięła córeczkę pod prysznic, by dokładnie umyć jej włosy. Natomiast mama Marco codziennie widywała syna w brudnych ciuchach, bo gdy każdego dnia wchodził grać w piłkę, zawsze wracał to brudny z trawy, to z błota czy ziemi. Dlatego również uśmiała się z przygody dzieciaków i zaniosła kolejną stertę ubrań do prania. Do końca dnia postanowili już zostać w swoich domach i udawać obrażonych. Marisol siedziała z kolorowankami w swoim namiocie, a Marco układał ze starszym bratem model samolotu, który zamierzali potem powiesić na suficie. Wytrzymali w rozłące niecałe trzy godziny, potem Marco z bratem przyszedł do domu Mari i zapytał, czy pójdą się pobawić, a ona się zgodziła.

someone you loved • marco asensioOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz