Nazajutrz, tak jak prosił mnie Rob zjawiłem się u niego. Oprócz mnie, byli tam jeszcze Ashton, Calum i Mike. Szczerze zdziwiło mnie to, myślałem, że będę mógł z szefem porozmawiać na spokojnie, jednak nawet chłopakom się to nie udawało, bo wychodząc z za rogu pokoju słyszałem krzyki.
-...ale co wy pierdolicie?!- zapytał już napewno wkurwiony Rob
-Czego kurwa nie rozumiesz?! Chcemy z tym gównem skończyć, to jest ostatni raz kiedy rozwozimy te narkotyki, następnym razem się tu nas nie spodziewaj. To koniec Rob!- krzyknął Ash.
-'Nas'? A co na to Luke?- zapytał rozbawiony
-Wsumie, to miałem nadzieję, że będę mógł z tobą o tym porozmawiać...- wkońcu się odezwałem a wszyscy na mnie spojrzeli. -Chłopaki zostawicie mnie z nim samego?- Przyjaciele nie odpowiadając wyszli z pokoju.
-O czym niby chciałeś porozmawiać?- Zapytał Smith gdy byliśmy już sami.
-O tym, że się zwalniam. Nie będę dla ciebie rozwozić towaru.- Odpowiedziałem spokojnie.
-ZWALNIASZ?! Chyba oszalałeś! Po tych 3latach?!
-Pracuje dla ciebie o 3lata za dużo.
-Po tym wszystkim co dla ciebie zrobiłem gówniarzu, ty tak poprostu odchodzisz?!
-Żegnaj Rob...- Już chciałem wychodzić, zabierając ze sobą chłopaków gdy nagle złapał mnie za ramie i szepnął mi do ucha;
-Uważaj na swoją dziwke. Nie tylko ja mam na nią ochotę, a chyba nie chcielibyśmy aby jej się coś stało...- zaśmiał się, a ja tylko pięścią przypierdoliłem mu w ten roześmiany ryj. Rzuciłem się na niego i zacząłem okładać go pięściami. Nie wytrzymałem, bo wyobrażałem sobie jak ten dupek dotyka mojej Lu swoimi ogromnymi, brudnymi łapami. Gdyby nie chłopaki i jego ochrona zrobiłbym mu coś naprawdę poważnego.
-A SPRÓBUJ JĄ TKNĄĆ SKURWIELU!-Krzyknąłem patrząc jak z wargi i nosa zaczęła lecieć mu krew. Ten tylko się uśmiechnął i powiedział, że będę tego wszystkiego żałował.
Po kilku minutach byłem już na zewnątrz. Szybko wyciągnęłem telefon i zadzwoniłem do Lucy.
1 SYGNAŁ
2 SYGNAŁ
-halo?
-Lu! Wszystko okey? Gdzie jesteś?- zapytałem naprawdę zmartwiony.
-Ym, Luke, tak wszystko w pożądku.. Jestem u siebie w domu, coś się stało?- słyszałem, że dziewczyna jest naprawdę zaniepokojona moimi pytaniami.
-Wlaściwie... to tak. Musimy porozmawiać. Mogę przyjechać?- Lucy nie wiedziała, gdzie pracowałem. Chciałem jej już wszystko powiedzieć, wyjaśnić. Miałem dość kłamstw. Zawsze gdy jeździłem rozwozić towar, mówiłem jej, że jadę gdzieś z którymś z chłopaków. Oni zawsze mnie kryli, ale teraz po tej sprawie naprawdę się o nią bałem.
-O-okey -Odpowiedziała
-Będę za 30minut. - po tych słowach rozłączyłem się, nie czekając na odpowiedź. Musiałem jak najszybciej się przy niej zjawić.
Wsiadłem do auta i już chciałem ruszać, ale głos Calum'a mi w tym przeszkodził.
-Luke -Nie odpowiedziałem tylko uruchomiłem silnik mojego czarnego Volkswagen'a.
-LUKE DO KURWY!
-Co jest śpieszę się?
-Nie możesz jechać w takim stanie! Może się to złe skończyć, o wieeele gorzej niż tam w środku! Przesiadaj się, podwiozę cię do niej.
-Skąd wied..
-Luke... znam cię całe życie. To było logiczne, że będziesz chciał być przy niej po słowach tego idioty. Rusz się!
-Dzięki.
~*~
Tak jak zapowiadałem po 30 minutach byłem przed drzwiami domu Lucy. Bez pukania wszedłem do jej domu, witając się wcześniej z panią Black która siedziała w kuchni z jakąś koleżanką.
Stojąc przed drzwiami pokoju Lu, lekko zapukałem. Odpowiedziała mi cichym 'proszę' więc wszedłem. Dziewczyna leżała na łóżku przykryta białym kocem. Na kolanach miała laptopa, przypuszczam, że oglądała film.
-Heej- powiedziałem szeptem na tyle głośno aby usłyszała. Odwróciła swoją głowę na której czubku był rozwalony już kok i spojrzała na mnie. Od razu odstawiła laptopa na łóżko i wstała aby zaraz do mnie podejść i się przytulić.
-Cześć... - wyszeptała jeszcze bardziej się do mnie tuląc.- ...chodź obejrzymy film.
-Możemy na początku porozmawiać?
-Jasne. Coś się stało?- zapytała smutna.
-Ym, właściwie to tak... Lucy posłuchaj... Byłem dilerem narkotyków...ale to już kon..
-Co..- przerwała.
-To już koniec okej? Dzisiaj z tym skończyłem, można nawet powiedzieć, że skończyłem to wtedy kiedy poznałem ciebie. Brałem mniej towaru do rozworzenia, bo chciałem więcej czasu spędzać z tobą... Lucy skończyłem z tym rozumiesz? Poprostu nie chciałem ciebie okłamywać.
-Rozumiem, naprawdę, jest okej Luke.
-To nie koniec. Dzisiaj byłem u szefa to znaczy... 'Ex' szefa, aby się zwolnić, zrobiłem to oczywiście. Na nasze nieszczęście on wiedział o-o nas. Dzięki chłopakom, widział twoje zdjęcie.-Dziewczyna słysząc moje słowa otworzyła lekko usta.- Ym, bardzo mu się spodobałaś...Nie ukrywał, że chciałby się do ciebie dobrać...
-Yhm...chciał mnie poprostu przelecieć?- powiedziała kpiącym głosem.
-Ugh, tak... Dzisiaj jak u niego byłem, powiedział mi to i również to żebym na ciebie uważał. Lucy możliwe, że jesteś w niebezpieczeństwu.
-Że co?! Dzięki twojej jakże trafnej i bezbiecznej pracy- zaczęła z ironią- to JA jestem w niebezpieczeństwie?!
-To nie pewne, ale nie masz się czego bać, będę przy tobie. Obiecuję.
-Będziesz przy mnie? I to przepraszam ma mi pomóc? Twój szef..
-Były szef- postawiłem ją, czego nie znosiła.
-Ugh, były szef może mi coś zrobić, albo nawet nie tylko on a ty mi mówisz, że będziesz przy mnie? Proszę ciee...
-Lucy spokojnie, gdy będziesz ze mna na pewno nic ci się nie stanie...
-Do toalety też mam z tobą chodzić bo twój były szef może wskoczyć z muszli?- zakpiła.- Luke... Wyjdź.
Luke to koniec. Wyjdź.
Zaniemówiłem.
-Lu proszę...
-Nie Luke, odejdź.-Powiedziała z łzami w oczach. Chciałem ją przytulić ale wstała z łóżka i pokazała mi drzwi. Położyłem na jej łóżku mały nadajnik w pudełku.
-To tak na wszelki wypadek. Proszę, zrób chociaż dla mnie to; noś go cały czas włączony przy sobie.- Wstałem z Łóżka- Kocham Cię Lucy, pamiętaj- powiedziałem i poprostu wyszedłem.
Będąc w aucie zadzwoniłem do Calum'a, który odebrał po 3 sygnałach.
-Chodźmy na piwo.
----
Jako Lucy wyobrażam sobie tylko i wyłącznie Lily Collins.