Wszyscy którzy ostatnie dni spędzili na pisaniu ze mną, doskonale wiedzą czego to będzie dotyczyło. Naprawdę, pisze się to bardzo ciężko, zwłaszcza ze względu na sytuację, w której się aktualnie znajduję...
I jeszcze na wstępie chciałbym przeprosić Cię, Mileczek, choć nie wiem czy kiedyś trafisz na ten tekst, ale mam wielką nadzieję, że jednak kiedyś go przeczytasz, przyjacielu.Teraz jestem totalnie samotny - zero ruchu, zero pracy; dosłownie zero wszystkiego. Większość moich znajomych jest na lockdownie, łącznie ze mną. Jednak cała sytuacja ma podłoże u wydarzenia, które miało miejsce kilka tygodni temu.
Chodzi o czterech półgłówków, których nie będę wymieniał z imienia, ale i tak mam nadzieję, że kiedyś poniosą karę za swoje czyny, ponieważ niejednokrotnie doprowadzili do znacznego uszczerbku na zdrowiu u kilku osób.
Musiało to oczywiście dotknąć także moją dziewczynę - jedną z najwspanialszych osób jakie kiedykolwiek poznałem... Również po wielu przeżyciach, które wykończyłyby niejednego przeciętnego kanapowca.
W dużym skrócie: miało miejsce pewne zdarzenie, w które przypadkowo wmieszano moją drugą połówkę - bo przecież najlepiej obwinić niewinną osobę, które po całym dniu chce się dostać na przystanek tramwajowy.
Widzę to w jej oczach. Ona się boi dosłownie wszystkiego, rzadko ufa innym ludziom. Codziennie jak przechodzi obok wykrzywionego słupa pod moim blokiem, aż się trzęsie ze strachu. Przed ludźmi? Owszem. Za każdym razem jednak zastanawiam w jak wielkim stopniu trzeba się znęcać na innocencie, żeby doprowadzić go do takiego stanu. Uczucie przerażające, nawet trudne do wyobrażenia odczuwane przez osobę chorą na depresję. Ja sam należę do osób z różnymi fobiami, ale nie boje się z reguły ludzi których znam, bo mam w miarę wypracowaną zdolność samoobrony. Czasem nawet i to nie wystarczy. I są tacy co mówią do mojej dziewczyny: "Weź nie narzekaj", " Czego ci brakuje?" - w rzeczywistości oceniając z zewnątrz osobę po ubiorze, zwykły, prosty człowiek dostrzeże jedynie jesieniarę wtapiającą się w tłum równie prostych ludzi, nie przypuszczając jaka tragedia mogła się tej osobie przytrafić. Założe się, że w tłum nie wtapia się dziewczyna z rękami całymi w bliznach po szkle i wyrazem twarzy błagającym o spokój...
Przechodząc dalej, dokończę całą sprawę o feralnym dniu, który odwrócił całe moje otoczenie do góry nogami. Wiadomo, że każdy szanujący się facet zawsze stanie w obronie swojej patnerki. Wtedy poszło to trochę za daleko. Niestety, chyba dostatecznie daleko, żeby więcej zepsuć niż naprawić.
Po mojej interwencji bilans był taki: jeden typ z połamanymi palami, drugi i trzeci posiniaczeni, a czwarty uciekł... Też nieźle oberwałem. Szkoda nawet myśleć ile osób musiało odnieść rany gdy poszło tylko o obronę jednej osoby.
Od tamtej chwili większość moich znajomych się do mnie nie odzywa. Do dzisiaj, momentu, w którym to piszę, nadal czuję się samotny. Czym jest rozmawianie z miłością życia drogą telefoniczną, kiedy wspomina się, że jeszcze kilka tygodni temu siedziało się na ławce w parku?Po jakimś czasie zaczęło mi kompletnie odbijać. Zacząłem mieć coraz częściej koszmary w nocy, wogóle źle spałem. Wchodziłem w jakiś dziwny stan, który sprawiał, że czułem się na raz kontrolowany przez cały świat. Przerażające jest mieszkać dodatkowo na wielkim osiedlu i z każdej strony mieć praktycznie taki sam widok z okna.
Szukałem jakiegoś pocieszenia, jednak nic nie zastąpiło moich znajomych, którzy w jednej chwili zepchnęli mnie na margines. Pamiętałem jednak, że mogę zawrzeć bliższą znajomość z kimś z serwera Discord, na którym jestem praktycznie cały czas. Postanowiłem skorzystać z okazji.
Poznałem bardzo sympatyczną i ogólnie wspaniałą osobę, która zawsze potrafiła okazać chodź ten jeden gram szacunku i potrafiła zachować powagę niezależnie od sytuacji. Uświadomiłem sobie, że trafiłem w punkt.
Niestety jednak, jak to już w moim przypadku bywa, sytuacja wymknęła się spod kontroli. Mam wielki problem, który powoduje również moja orientacja - jeżeli zawieram z kimś znajomość nie znajduję granicy, dopóki jej ktoś nie wyznaczy. I zobaczyłem zdjęcie tej osoby. Naprawdę nie wiedziałem już co mam robić, nie mogłem się już zatrzymać. Zastanawiałem się tylko co powie na to moja dziewczyna... Ku mojemu zdziwieniu nie miała mi za złe - wiedziała nawet jaki mam problem i teraz to ona postanowiła mi pomóc.
Efekt? Pierwszy raz ktoś uratował mnie z problemu, który sam stworzyłem.
Co teraz czuję? Jestem przede wszystkim zdołowany, bo chcąc dobrze, wypędziłem kogoś, kto byłby wspaniałym przyjacielem. Czuję się strasznie głupio.
A najbardziej jestem smutny. Dlaczego? Bo czeka mnie prawdopodobnie kolejne 14 dni oglądania powtórek starych seriali i patrzenia się w sufit. Tak to jest - kiedy ktoś mi wyjawi uczucie, a ja czuję, że ono jest szczere, wiadomo jak to się kończy...

CZYTASZ
Źle mi z tym...
Saggistica"Bo trzeba wiedzieć, czego się chce, ale jeśli się nie chce wiedzieć, to łatwo się zgubić"