Skończyłam pisać egzaminy, więc zrobię małe podsumowanie (bo czemu nie).
Dzień pierwszy: polski poszedł mi gorzej, niż myślałam (czym jest "formant"!?), ale obstawiam dobry wynik, bo tak jak języków obcych nie umiem, to polski idzie mi mega dobrze.
Dzień drugi: matmę też umiem, ale muszę przyznać, że poszła mi lepiej, niż się spodziewałam i obstawiam, że wynik będzie zbliżony do tego z polskiego. W tym dniu siedziałam w pierwszej ławce centralnie przed biurkiem pana Zbyszka (tego jednego nauczyciela, który jest mega fajny, ale budzi grozę). Wydawało mi się, że pół egzaminu się na mnie patrzył i uśmiechał...
Dzień trzeci: choć z angielskiego jestem chujowa, to myślę, że poszło mi dobrze j będę mieć z 70%. Co do Zbyszka. Nie wydawało mi się. Tuż przed egzaminem przyszedł, zapytał, gdzie siedzę (a ja myślę, o co chodzi) i powiedział, że on pół dnia próbował trzymać długopis tak jak ja (a ja robię to mega dziwnie) i mu nie wychodziło.
Boję się, co będzie jutro, bo mam z nim lekcje. Znając jego, będzie kazał mi uczyć go, jak trzymam długopis...
Co to długopisu: wrzucę do "KOLTC na wakacjach w Polsce" zdjęcie, jak trzymam długopis (co ciekawe, trzymam go tak tylko ręką dominującą, tą drugą już normalnie).
A, i jeszcze moje ✨sTyLiZaCjE✨.
Dnia pierwszego byłam ubrana tak, że Aga powiedziała mi, że wyglądam jak jakaś polonistka.
Dnia drugiego i trzeciego, zdaniem Ady, miałam "oufit jak na pogrzeb", a Martynka powiedziała mi, że wyglądam jak stewardessa. Najwyraźniej miałam stylówkę na stewardessę idącą na pogrzeb.
Cieszę się, że to już za mną. Teraz będę mieć więcej czasu na pisanie, więc postaram się pisać więcej.
Życzę Wam, by Automateusz nie popsuł Wam wyników i żeby Olivier nie był krytyczny w ocenianiu Waszego e-maila.
To... Tyle.