W necie znowu ludzie o tym przebąkują, więc muszę się powtarzać:
oby nikt nie robił ekranizacji "Otoyomegatari".
Po pierwsze, biedni animatorzy zarżnęliby się na śmierć (wiem co mówię, wystarczy rzucić okiem do mangi, Kaoru Mori jest niemożliwa).
Po drugie, to jeden z tych małych, spokojnych fandomów (słowo daję, taki nieduży, że każde zetknięcie się z innym fanem w Internecie jest zazwyczaj przemiłe, bo nie wytworzyły się sposobności do kłótni!), w którym jakość góruje nad ilością. Nie chodzi mi o uniżanie "anime-only", tylko o to, że im większa liczba odbiorców, tym łatwiej natrafić na napalonego głupka (którego głównie będą interesować cycki, nie łudźmy się), kłótliwego "mistrza" debat lub takich, co nie nauczyli się czytać ze zrozumieniem, co kończy się durnymi awanturami na Facebooku.
Po trzecie- obecny stan Internetu każe mi stwierdzić, że puszczenie w świat anime "Otoyomegatari" to byłoby rzucanie pereł przed wieprze.