Wiecie, absolutnie nie wiem jak można mieć klątwę czwartego rozdziału i zacinać się przy nim na kilka miesięcy. I żeby to było tylko na czwartym, ale potem jest rozdział ósmy, szesnasty itp. To nie znaczy, że tylko przy tych sie zacinam i nie mogę ruszyć dalej z pisaniem czy wymyśleniem konkretnej sceny, bo to może być przy rozdziale trzydziestym trzecim, ale jeśli chodzi o te pierwsze rozdziały, to zawsze będzie ten z numerem 4. Próbowałam juz pisać wszystko w jednym pliku, nie dzielić tego, mieć idealnie opracowany plan na ten rozdział, ale nic nie działa. Po prostu euforia pisania pierwszych rozdziałów opada, pomysły są na dalsze rozdziały i skoki fabularne, a biedny czwarty rozdział sobie leży i się kurzy. Kiedyś po prostu przeskoczę tą cyfrę, tak jak Chińczycycy, bo oni również nie lubię tej cyfry. Omijają ją w numerowaniu pięter w blokach czy szpitalach, bo jest zbyt podobna do tego jak mówią na śmierć. Może to jest jakaś metoda, chociaż kijowo to będzie wyglądować i mój mózg tego nie zaakcpetuje, a już widzę pytania w komentarzach gdzie podział się rozdział czwarty