Wpis 2 cd.
A wobec tego czym jest owo opowiadanie i dlaczego powinniście je jednak doświadczyć? Tak szczerze — nikt nic nie musi (chyba że mieszkasz na Rusi). Obecnie w Polsce występuje tak zwana „wolność”, nadana z mocy obowiązywania konstytucji, co w rezultacie przekłada się na spektrum wolności. Moją ulubioną wolnością jest wolność leżenia na podłodze. Polecam.
Jeśli natomiast rozchodzi się o to, co mi padło na mózg — wtedy, gdy rzekome arcydzieło pod tytułem „Sexrunner 90 210” wypłynęło spod pieleszy podświadomości, znajdując upust dla chorej fascynacji sadomaso hard — to zarzekam się, że nie wiem. I nie pamiętam też, o czym to w ogóle jest.
Gdy teraz patrzę na nazwę opowiadania, widzę jednak zestawienie nieprzypadkowo ułożonych literek — niedobrych literek, które dzięki powszechnej alfabetyzacji społeczeństwa mogą budzić skojarzenie lub rozbudzać rozkojarzenie. W każdym razie rzutują na strukturę neuronalną. Tam, w środku, pod kopułą dużo się dzieje, wiesz?
No więc w każdym razie wiele jest motywów popkulturowych utrwalonych w zbiorowej świadomości. Do jednego z nich, bez wątpienia, należy Godzilla. Ten wielki stwór nie ma — na szczęście — nic wspólnego z rzeczonym opowiadaniem. Na szczęście, ponieważ dla wielu uosabia metaforę bomby atomowej.
A tak swoją drogą — pewien Japończyk o polsko brzmiącym nazwisku, Tsutomu Yamaguchi, przeżył dwa ataki jądrowe. Przeniósł się na tamten świat, dożywając sędziwego wieku (93 lata). Zdarza się.
W obecnych rozwichrzonych czasach lepiej podążać, w pewnych kwestiach, za głównym nurtem, dlatego po części „Sexrunner 90 210”, oparty o kryteria gatunkowe science fiction, nie obył się bez typowych koncepcji zawartych w sednie pytań o naturę granicy pojmowania i o to, gdzie, do cholery, zmierzamy jako ludzkość. Czy istnieje nieprzekraczalna granica między człowiekiem a maszyną. Co to znaczy kochać i tym podobne filozoficzne bla bla bla.
Zaprasza Krystyna Czubówna.