Cześć.
Pewnie większość z Was zauważyła, że ten profil od jakiegoś czasu nie istnieje i istniał już nie będzie.
Dużo się wydarzyło w ciągu paru ostatnich miesięcy w moim życiu. Napisałam maturę, znalazłam pracę wakacyjną, dostałam się na studia, zarejestrowałam się na pierwsze przedmioty, właśnie przeprowadziłam…
Jeśli chodzi zaś o wydarzenia związane z pisaniem – to raczej bez przełomu. Coś tam piszę, coś mam w planach, coś poprawiam, lecz nic z tego nie trafi tutaj. Pozostanie tylko stary dobry rudy Aleksiej, którego nie śmiem wygonić.
Zaczęłam jednak pisać coś w rodzaju pamiętnika – nie wiem dlaczego, nigdy bowiem nie byłam skłonna do opisywania swoich uczuć, emocji, przeżyć, ale ostatnio coś mi się przestawiło.
Proszę Was o jedno. Pamiętajcie, że żadna szkoła (nie wiem, czy mam kogoś młodszego ode mnie w obserwujących, ale jeśli tak, to powiem Wam jako osoba, która nie tak dawno skończyła liceum, że szkoła nie jest warta zachodu), studia ani praca nie są warte stresu, którego ja nabawiam się ostatnio. Stresu, który – szczerze mówiąc i nawiązując do mojego tekstu – według mnie może być porównywalny ze stresem samego Aleksieja, kiedy to on opuścił rodzinny Czehryń i uciekł, pozostawiając za sobą wszystkich i wszystko.
Mam nadzieję, że jest to u mnie jedynie reakcja tymczasowa. Że minie wraz z nowymi doświadczeniami, kiedy to się uspokoję, zadomowię i przyzwyczaję do nowych realiów, do nauki, która niedługo nadejdzie.
Powiem Wam również coś, co powiedziała mi jedna z Pań w ZUS-ie, w którym pracowałam wakacje. Zacytuję, ale nie obiecuję, że niczego nie przekręcam:
"Jeżeli jest mi źle w jakiejś sytuacji, po prostu mówię: przepraszam, ale nie radzę sobie z tym. I wychodzę.”
Trzymajcie się.