Cześć. Od dawna nic nie wstawiałam, prawda? Cóż... Przekłada się na to kilka poważnych czynników. Szkoła, życie prywatne, brak weny, frustracja, perfekcjonizm. Przez ten czas zdążyłam zapomnieć o prawdziwym sensie nowej książki. Miała być ona nie opinią o świecie jednogłośnie zgodną z innymi, lecz kontrowersyjną, zaglądającą w wnętrze każdego człowieka na Ziemi, a więc dla ścisłości także moje. Terra Edair nie jest książką zaplanowaną, lecz będę pisać ją jako tą, która ma rozstrzygnąć i cudze, i przede wszystkim moje wewnętrzne rozterki. Co jest prawdą, co kłamstwem, co powinnością, a co błędem. Nie powinno więc obchodzić mnie zdanie sceptyków, którzy zarzucają mi egocentryzm i wywyższenie własnego zdania – ten, kto uważa się za filozofa, nie powinien tak twierdzić, bowiem tak właśnie czynił Sokrates nie zważając na opinię o sobie samym. I nie mam na celu tą opowieścią wytykać błędów cudzych, lecz błędy wspólne, czyli także moje. Ludzie nigdy nie będą nieomylni. Nawet ci ustawieni wyżej od nich. Nie ma końca i nie ma początku. Miała być poważna książka – i będzie poważna. Nie boję się sceptycznych opinii, ale biorę pod uwagę te konstruktywne, z których będę mogła wyciągnąć prawdziwe wnioski. Choć twierdząc, że coś jest prawdziwe, mylę się – nic nie jest ani prawdą ani kłamstwem, a jednocześnie też wszystkim naraz, a dlaczego – o tym już niedługo. Jeśli tylko znajdę czas, ogarnę się z życiem prywatnym i cholerną polską szkołą - wrócę, a przynajmniej spróbuję. Trzymajcie kciuki!
Szerokości, wasza OG.