Nie pytam „czemu”, nie pytam „jak”,
Widzę w Twoich oczach pęknięty świat.
Masz dłonie jak zapis, każda kreska to znak,
Jakbyś pisał historię bólem, zamiast słów na kartkach.
Każda blizna jak wers, tylko nikt go nie czyta,
Każdy oddech za ciężki, jakby powietrze to wina.
Milczysz, bo ile można krzyczeć bez echa?
Gdy odpowiedź to cisza, która w gardle zalega.
Nie trzeba słów, widzę więcej niż mówisz,
Czasem brak głosu to najgłośniejszy krzyk ludzi.
Słowa się kruszą jak szkło na dnie,
Więc milczysz, bo to łatwiejsze niż tłumaczenie się.
Krew mówi językiem, którego nikt nie chce znać,
Ale czasem to jedyny sposób, by coś z siebie dać.
Nie trzeba słów, widzę więcej niż mówisz,
Czasem brak głosu to najgłośniejszy krzyk ludzi.
Nie dam Ci banałów, że będzie ok,
Nie skleję Ci świata w jeden prosty rok.
Ale mogę tu być, kiedy wszystko się sypie,
Kiedy cisza jest najgłośniejsza w tej pustej krainie.
Jeśli stoisz to znaczy, że nadal masz siłę,
I nieważne jak wolno, nieważne jak źle,
Każdy kolejny oddech to wygrany wers.