"— Dobrze — parsknął Koenrad, nie cofając się ani o cal, choć zapach czarodziejki mącił mu zmysły. — Zgódźmy się na ten fascynujący wywód o mutagenach. Ale nadal nie wiemy nic o owej rzekomej lawinie z tysiąc dwusetnego. Sęk w tym, Filippo, że ja ją pamiętam. Doskonale. Zniszczone Kaer Seren, obserwowane z daleka. Jakim cudem? Tego dnia, gdy wyrecytowałem Keldarowi "Liber Tenebrarum", na drugi dzień nazbyt ambitnie postanowiłem udowodnić mu, że i jajo gryficy przyniosę z gór. Ujechałem kawałek szlakiem i widziałem tę scenę na własne oczy. Przecież pamiętam to jak dziś.
Filippa westchnęła, a w jej wzroku pojawił się cień współczucia, tak rzadki u czarodziejek, że wręcz niepokojący.
— I przechodzimy do sedna, Koenradzie — powiedziała miękko, niemal ostrożnie. — Owszem, tak było. Ujechałeś kawałek i doszedłeś do gniazda. Wiem o tym tyle, co zdążył mi przekazać Reyhard, zanim... zanim dopadli go ludzie Terranovy kilka lat po tym zdarzeniu. Czekali na ciebie w podziemiach cały dzień. Gdy zapadł zmrok, do twierdzy ktoś zjechał. To był .... " - celowo urywam :)
Gry o Dominacji nie porzuciłem. Pisze się:) NIe mniej mą aktywność w tej kwestii chwilowo spowolniłem z uwagi na trwający konkurs na łamach Nowej Fantastyki, gdzie wrzuciłem ... wydaje się, intrygujące opko :) Po zakończeniu konkursu, wrzucę i tutaj. Natomiast, jeżeli ktoś czyta "Koenrada" - mały cytat pochodzi z przyszłych rozdziałów:) Może za niedługo wrzucę kolejny.