Jest 2:32. Właśnie skończyłam pisać kolejnego oneshota.
Mój mózg zmienił się w wielką, bezkształtną breję i zdecydowanie potrzebuje solidnej dawki snu oraz odpoczynku (której nie dostanie, bo jak głupia umówiłam się do fryzjera w sobotę rano), zanim będzie nadawał się do czegokolwiek. Mimo burzliwego tygodnia, trzepania nadgodzin i dwóch państwowych kontroli jeszcze trzymam się na nogach. Chociaż może to zasługa niebotycznej ilości kofeiny, a dokładniej szesnastu kubków kawy, które spożyłam w ciągu ostatnich trzech dni.
Podsumowując – wstępnie udało mi się wyklepać ponad 9700 słów.
Wynik całkiem imponujący, jak na mój obecny styl życia. Muszę jeszcze dokładnie sprawdzić tekst i poprawić błędy, zanim wrzucę go na profil. Słyszałam, że teraz w modzie jest robienie zapowiedzi do shotów, więc może na dniach taka zapowiedź się pojawi.
Skąd pomysł na shota zamiast kolejnego rozdziału Kruczego? A stąd, że musiałam się odstresować i odmóżdżyć. Ostatnie dni kosztowały mnie wiele nerwów, a do tego dostałam jeszcze okresu, a ciągnięcie fabuły jest zwyczajnie dosyć wymagające. Zwłaszcza że nie chcę dać Wam czegoś byle jakiego. Dopiero zaczęłam swoją przygodę z pisaniem i wolę poczekać, stworzyć coś dobrego, niż napisać byle gówno i udawać, że jestem z tego zadowolona. No nie. Nie ma takiej opcji.
Rozpisałam się za bardzo. Czas spadać do łóżka.
Dobranoc.