Wsiedliśmy natychmiast do samochodu a John "magicznie" go odpalił bez kluczyków. Zastanawiałam się tylko gdzie się tego nauczył. Traciłam coraz więcej krwi przez co powoli robiło mi się słabo.
- Powinna gdzieś tu leżeć apteczka, poszukaj jej a ja postaram się nas stąd wyciągnąć. - Powiedział powoli zbliżając się do wrogów na parkingu.
- Najpierw stąd wyjedźmy. Co robimy? Mam jeszcze trzy naboje spróbuje do nich strzelić. - Powiedziałam wyciągając broń.
- Nie marnuj naboi. - Odpowiedział krótko dodając gazu.
- To jak zamierzasz ich.. - Nie zdążyłam zapytać.
W tym momencie Soap z całym impetem wjechał w uzbrojonych napastników.
- Aha. W ten sposób. Tak też można. - Dokończyłam.
Spojrzałam na mężczyznę który właśnie cieszył się jak małe dziecko. "Chory pojeb". - Pomyślałam. Adrenalina powoli schodziła z mojego ciała przez co ból zwiększał się coraz bardziej. Syknęłam lekko dociskając ranę. Nie wiele myśląc zajrzałam do schowka. Znalazłam mój ratunek. Otwarłam w pośpiechu apteczkę, zabrałam gazę oraz bandaże. Od razu przeszłam do działania i na tyle ile się dało i potrafiłam zatamowałam krwawienie. Niestety było już trochę za późno, straciłam dużo krwi. Zrobiło mi się ciemno przed oczami.
*Trzy godziny później*
Obudziłam się przerażona a moje ciało podskoczyło. Mój nagły ruch zatrzymała ręka MacTavisha który spojrzał na mnie równie zdziwiony co ja.
- Koszmar? - Zapytał kierując dalej autem.
- Może... - Odpowiedziałam rozglądając się na boki. - Nie pamiętam.
Na zewnątrz było już jasno, byliśmy w szczerym polu pośrodku niczego.
- Już myślałem, że się nie obudzisz. Cały fotel we krwi. - Powiedział mężczyzna. - Zatrzymałem się na chwile i zmieniłem opatrunek.
- Dziękuje. Właściwie za wszystko ci dziękuje bez ciebie bym stamtąd nie uciekła.
- Nie musisz dziękować, ostatnio to ty mnie uratowałaś. - Uśmiechnął się lekko.
- Dokąd jedziemy? - Zapytałam.
- Miałem plan jechać do starej bazy w której kiedyś stacjonowaliśmy ale chyba gówno z tego planu.
- Dlaczego?
- Kończy się rezerwa. Dzwoniłem do Ghosta ale nie odzywa się. - Mówił zdenerwowany.
- A kapitan Price? Gaz? - Dopytywałam zmartwiona.
- Nie wiem komu możemy ufać.
Zapadła niezręczna cisza. Żałowałam, że nie mam przy sobie żadnych leków na ból. Apteczka nie była wyposażona w takie luksusy. Jeszcze się nie wykrwawiłam i o dziwo żyje więc nie było najgorzej. Spojrzałam na telefon, miałam 10% baterii. Fatalna sytuacja. Stwierdziłam, że napisze do Ghosta dopóki jeszcze mam jak. Jednak zanim to zrobiłam zauważyłam, że nie mam nawet zasięgu.
- Jebać. - Powiedziałam pod nosem.
- Co jest? - Zapytał John patrząc na mnie z podniesioną brwią.
- Dziesięć procent baterii, zero zasięgu a w aucie kończy się paliwo. Mamy przejebane. - Odpowiedziałam chowając telefon do kieszeni.
Nic nie odpowiedział oprócz mocnego wypuszczenia powietrza przez nos. Jechaliśmy jeszcze około pięć kilometrów a później samochód się zatrzymał. Był koszmarny upał na zewnątrz jak i w środku. Dokładnie przeszukaliśmy wóz jednak nie znaleźliśmy żadnej wody ani jedzenia.
- To jakiś kurwa żart! - Krzyknął Soap.
Przytaknęłam tylko głową nie mając siły na żadną odpowiedź. W pobliżu nie było żywej duszy, nikt tu nie jeździł. Liczyliśmy już tylko na cud. Oboje rozłożyliśmy bardziej fotele i bezmyślnie patrzyliśmy się w dach samochodu. Soap ewidentnie był wykończony bo chwile później zamknął oczy i zasnął jak niemowlę. "Należy mu się odpoczynek." - Powiedziałam do siebie.
*Parę godzin później*
Czułam, że długo tak nie wytrzymam. Spragniona, zmęczona a do tego wszystkiego wyczerpana psychicznie. Z minuty na minutę było coraz gorzej ale starałam się obserwować teren kiedy mężczyzna w tym czasie spał. Nie wiedziałam już nawet która jest godzina bo mój telefon całkowicie padł. Powoli zaczynałam mieć chyba omamy. Słyszałam cichy dźwięk helikoptera ale nie byłam pewna czy mi się wydaje. Uderzyłam się mocno w policzek na oprzytomnienie. Dalej słyszałam te dźwięki.
- Czemu się bijesz? - Powiedział zaspany MacTavish otwierając oczy.
- Słyszysz to samo? - Zapytałam.
Oboje przysłuchiwaliśmy się dobrą minutę.
- To może być nasz koniec albo ratunek. - Powiedział poważnie.
- Pocieszające... Wydaje mi się, że jest coraz bliżej nas. - Dodałam po chwili namysłu. - Co robimy?
- Czekamy. - Odpowiedział John. - Daj mi spluwę.
Pięć minut później ujrzeliśmy czarny helikopter lecący w naszym kierunku. Nerwowo przełknęłam ślinę i podniosłam się do pozycji siedzącej.
- Przygotuj się na najgorsze.
- Optymista... - Powiedziałam sarkastycznie wymownie na niego patrząc.
- Realista jak już. - Dodał powoli wychodząc z pojazdu.
Podleciał niedaleko nas i zatrzymał się. Serce zaczęło mi bić mocniej.
- Johnny? Nie strzelaj! - Krzyknął męski głos z helikoptera.
- Johnny? - Powtórzył zdziwiony Soap.
Wysiadłam z pojazdu i ujrzałam jak ktoś zjeżdża po linie. Przymrużyłam oczy żeby lepiej się przyjrzeć jednak słońce nie dawało za wygraną. Ubrana na czarno postać biegła w naszym kierunku.
- Ghost! - Krzyknął zadowolony MacTavish.
- Co? - Zapytałam z niedowierzaniem.
- Wreszcie was znaleźliśmy. Dobrze was widzieć żywych. - Powiedział Simon.
Ucieszona zaczęłam do niego podbiegać jednak upadłam z braku sił. Riley szybko podszedł do mnie i pomógł mi wstać.
- Nic ci nie jest? - Zapytał dokładnie mi się przyglądając.
- Jest ranna. - Odpowiedział za mnie Soap. - Opowiemy ci wszystko na pokładzie.
Zabrał mnie na ręce bez chwili wahania i ruszył w stronę helikoptera.
- Tym razem ja się spóźniłem. - Szepnął do mojego ucha.
Znowu to uczucie... Przeszły mnie dreszcze.
- Więc jesteśmy kwita? - Zapytałam nerwowo się śmiejąc.
- Zobaczymy. - Dodał.
Założyliśmy pasy po czym zostaliśmy wciągnięci do środka. Odetchnęłam z ulgą siadając już w środku. Opowiedzieliśmy ze szczegółami nasze dzisiejsze przeżycia a Ghost uważnie słuchał.
- Dokąd lecimy? - Zapytałam spoglądając na siedzącego obok Simona.
- Lecimy do tajnej bazy. Przekonacie się już niedługo. - Odpowiedział pewny siebie.
CZYTASZ
Kim jesteś Ghost? (Simon Riley)
FanfictionFanfiction oparte na postaciach z gry Call of Duty jednak z samą grą ma mało wspólnego :) Kate nie spodziewała się, że spotkanie z tajemniczym Simonem „Ghostem" Rileyem wywróci jej życie do góry nogami. Jego obecność wywołuje emocje, których nie pot...
