15. Ból

103 6 5
                                        


Hej... Po trochę długiej przerwie XD I'M SORRY OK? Trochę poniosła mnie fabuła w życiu. Tak bardzo, że przez te 2 lata zdążyłam się wyprowadzić, poznać chłopaka, zaręczyć się, wziąć ślub i przeprowadzić się raz jeszcze, nie oceniajcie ok? Mam nowe pomysły, mam wsparcie i czuje się dobrze. Ale dość o mnie!! Od teraz w każdym nowym rozdziale będzie grafika od mojej przyjaciółki, dotycząca rozdziału! (A przynajmniej postara się) Sama będzie ją rysować, a na razie stworzyłam z pomocą chatu gpt Kate z König. Raz jeszcze przepraszam.


*3 dni później*

Powiew chłodu na policzkach przyprawił mnie o dreszcz. Dzisiejszego wieczoru wszystko wydawało się inne - takie zimne... Wyszłam na zewnątrz, by pooddychać chłodnym powietrzem. Kilka razy w ciągu dnia mijałam się z Ghostem. Za każdym razem wyglądało to tak samo - udawał, że mnie nie widzi, albo przeszywał mnie zabójczym wzrokiem.

Od czasu, gdy zabrałam swoje ubrania z jego pokoju, nie zamieniliśmy ani słowa. Omijał mnie nie tylko na korytarzu, ale też w jadalni, wychodząc zwykle tylko w towarzystwie Ashley. To wszystko mnie dobijało. Czułam się samotna jak nigdy wcześniej, mimo że Soap starał się mnie wspierać. Nie chciałam nadużywać jego dobroci - nie chciałam być ciężarem.

Byłam częściowo wdzięczna lekarce za poświęcenie czasu, by Simon doszedł do siebie, ale czułam też do niej niechęć - pewnie wynikała z zazdrości. Oficjalnie nigdy nie byliśmy parą, ale każdy z nas czuł coś więcej niż zwykłą przelotną znajomość. Dlatego to bolało. Czasami wręcz fizycznie.

Chciałam cieszyć się tym, że mężczyzna odzyskuje siły i chodzi samodzielnie, ale jednocześnie pragnęłam być przy nim. Nie chciałam go stracić. Nie chciałam stracić wszystkiego, co razem zbudowaliśmy. Znowu poczułam przeszywający klatkę piersiową ból. Chwyciłam się za koszulkę i zacisnęłam ją mocniej. Łzy napłynęły mi do oczu, a usta zacisnęły się jakby chciały krzyczeć - lecz nie mogły. Upadłam na zimny beton, lekko raniąc kolana. Czułam, że powoli tracę kontrolę nad myślami i ciałem. Uczucie było porównywalne do umierania - przynajmniej tak sobie wyobrażałam w tym momencie.

Nagle poczułam dużą dłoń na głowie - dziwnie znajomą. Przecierałam oczy z łez, próbując dostrzec cokolwiek, ale wciąż nie mogłam wydusić słowa.

- Już dobrze... nie musisz nic mówić - powiedział niski, męski głos.

Chciałam odpowiedzieć, lecz nie mogłam. Mój umysł prowadził walkę z samym sobą. Jego czarne buty zbliżyły się do mnie, a następnie ujrzałam wojskowe spodnie. Podniosłam wzrok wyżej... i wyżej. Byłam jeszcze bardziej zmieszana niż wcześniej.

- Wszystko... okej... - wydusiłam, łkając przy tym niczym małe dziecko.

- Nie brzmi przekonująco - tym razem jego obie dłonie chwyciły moją twarz za policzki.

Serce na chwilę mi zamarło. Nie myślałam już o łzach - właściwie nie myślałam wcale. Niebieskie oczy zatopiły się we mnie, jakby próbowały zajrzeć w moją duszę. Zmieszana, uciekałam wzrokiem od tego wpatrzenia.

- Spójrz na mnie - zbliżył się jeszcze bardziej, tak blisko, że czułam jego oddech mimo maski.

Patrzyłam na odsłoniętą część jego twarzy. Błękitne oczy niczym lazurowa woda... mogłabym w nich utonąć. Ale dotarło do mnie, że to nie były oczy, na które czekałam przez prawie dwa tygodnie. Te - choć równie piękne - nie były przepełnione pustką. W jego spojrzeniu można było dostrzec coś więcej niż ból. Było w nim dobro, szczerość i troska.

- Dziękuję... - powiedziałam, lekko się odsuwając. Mój oddech powoli się uspokajał. - Co tu robisz?

- Byłem tuż obok, kiedy cię zobaczyłem. Przepraszam, jeśli cię przestraszyłem - odpowiedział, powoli wstając.

- Nie przestraszyłeś mnie... Właściwie nie znam twojego prawdziwego imienia, prawda? Nie masz na imię König? - zapytałam, podnosząc wzrok na wysokiego mężczyznę.

- Tak, masz rację. - Podał mi dłoń.

Zapadła chwila ciszy. Niepewnie chwyciłam jego rękę. Bez żadnego wysiłku przyciągnął mnie do siebie. Lekko osłabiona atakiem paniki, zachwiałam się. Mój wzrok przeszył go od stóp po czubek głowy. Złapałam się na tym i odwróciłam oczy w bok, żeby ta chwila nie stała się jeszcze bardziej niezręczna.

- Marcus- dodał po długiej chwili ciszy.

- Oh... - jego odpowiedź wyrwała mnie z myśli. Prawie zapomniałam, że pytałam o imię. - To bardzo ładne imię... Przepraszam, nie wiem, co powiedzieć. Po prostu dziękuję, że mi je powiedziałeś.

- Haha spokojnie. Cóż powiedziałem Ci moje imię ponieważ uważam Cię za osobę godną mojego zaufania. - Kąciki jego oczu podniosły się co oznaczało uśmiech. - Czy czujesz się lepiej?

- Tak jest lepiej. Nie chciałam żebyś widział mnie w takim stanie ale jestem wdzięczna za twoja reakcje. - Odpowiedziałam na jego pytanie lekko się rumieniąc.

- Wiesz... jeśli potrzebujesz o tym porozmawiać to nie mam nic lepszego do roboty. - Powiedział machając ręką w sposób zachęcający do podążania za nim.

W ten sposób znalazłam się w jego pokoju, trzymając w dłoniach ciepłą herbatę i siedząc na krześle. Palce zaciskały się na kubku mocniej, niż powinny - dopiero po chwili zorientowałam się, że herbata dawno przestała parzyć. Marcus usiadł na swoim łóżku, rozkładając szeroko nogi. Po chwili oparł się na łokciu i skierował wzrok na moją twarz, uważny, zbyt uważny jak na zwykłą rozmowę.

- A więc? - zapytał spokojnie. - Skoro za mną poszłaś, to chyba potrzebowałaś rozmowy. Słucham.

- Powód mojego wcześniejszego stanu jest raczej oczywisty - odpowiedziałam, biorąc kolejny łyk napoju. - Ghost.

Na moment w pokoju zapadła cisza. Marcus nie odpowiedział od razu, jakby ważył słowa.

- Wiem, że to zabrzmi banalnie, ale uważam, że niedługo wszystko sobie przypomni.

- Skąd ta pewność? - uniosłam wzrok, czując, jak serce przyspiesza.

- Z dnia na dzień widać poprawę jego stanu zdrowia. Może oznacza to również poprawę psychiczną.

- Mam taką nadzieję... ale ta lekarka... - zacisnęłam zęby. - Nie ufam jej. Nie chcę brzmieć jak zazdrosna wariatka, ale... okej, może jestem. Po prostu jej nie ufam.

- Też jej nie ufam - przyznał cicho. - Ale mimo wszystko to lekarka. I dzięki niej Simon żyje.

To zabolało bardziej, niż chciałam przyznać. Najgorsze nie było to, że mnie nie pamiętał - tylko to, że patrzył na mnie tak, jakbyśmy nigdy nie istnieli.

- Wiem... - westchnęłam. - Ale co mam zrobić, żeby sobie mnie przypomniał? Cały czas mnie omija. Wszędzie chodzi z nią.

Marcus opuścił głowę w moim kierunku.

- To może być trudne... ale nie niemożliwe. Jak wyglądała wasza pierwsza rozmowa? Albo moment, w którym coś zaiskrzyło?

- Pierwsza rozmowa... szukałam swojego pokoju. Otworzył drzwi, a ja wpadłam prosto na nie. Przedstawił się i lekko wyśmiał.

Na wspomnienie tamtej chwili uśmiechnęłam się mimowolnie - po raz pierwszy od długiego czasu.

- To może być klucz - stwierdził. - Spróbuj przywrócić mu te wspomnienia. Przypadkiem na niego wpadaj. I nie przejmuj się, jeśli cię zignoruje.

- Masz rację - poczułam, jak coś we mnie twardnieje. - Nie mogę tak łatwo odpuścić. Oby twój plan wypalił. Dziękuję.

Kiedy wychodziłam z pokoju, nie wiedziałam jeszcze, jaką cenę przyjdzie mi zapłacić za te „przypadkowe" spotkania. Korytarz był cichy, a echo moich kroków brzmiało zbyt głośno. Jedno było pewne - nie zamierzałam zniknąć z jego życia bez walki.



To już koniec opublikowanych części.

⏰ Ostatnio Aktualizowane: Dec 30, 2025 ⏰

Dodaj to dzieło do Biblioteki, aby dostawać powiadomienia o nowych częściach!

Kim jesteś Ghost? (Simon Riley)Opowiadania do pokochania. Odkryj je teraz