2.

127 15 55
                                        

Wstałem od razu i wybiegłem z domu, wcześniej w pośpiechu zakładając buty i kurtkę. Po kilku minutach byłem już pod domem Felixa. Drzwi otworzyła jego mama. Uśmiechnęła się ciepło i bez słowa wpuściła mnie do środka. Podziękowałem jej cicho, zdjąłem kurtkę i ruszyłem w głąb domu, kierując się do pokoju osiemnastolatka. Zapukałem.

– Wejdź...

Jego głos był cichy. Nietypowo cichy. Otworzyłem drzwi. Felix siedział na łóżku, owinięty kocem, który podarowałem mu na ostatnie urodziny. W pokoju było ciemno, ale światło lampki z korytarza wystarczyło, bym dostrzegł łzy w jego oczach. Serce mi pękło. Podszedłem bliżej i kucnąłem przed nim.

– Lixie... co się stało?

Pierwszy raz widziałem, jak płacze. Ten widok rozdzierał mnie od środka. Sam ledwo powstrzymywałem łzy.

– Bo ja... cały czas myślę o tym liście – wyszeptał. – Boję się, że mogę zranić tę osobę. Co jeśli coś sobie przeze mnie zrobi? Nie wybaczę sobie tego... Chcę móc odwzajemnić te uczucia...

Zakuło mnie w klatce piersiowej. Nie wiedziałem, czy bardziej boli mnie to, że nie wie, iż to ja... czy że mógłby pokochać kogoś innego.

– Felix... nie możesz z kimś być z litości. To zrani tę osobę jeszcze bardziej.

– Dlatego chcę ją poznać! – podniósł głos, choć wciąż drżał. – Chcę czuć to samo. Chcę wiedzieć, czy potrafię... Nie zrozumiesz tego.

Rozumiem. I to aż za dobrze.

– Chodź tutaj... – rozłożyłem ramiona.

Nie zawahał się ani sekundy. Wtulił się we mnie, jakby właśnie tego potrzebował. Jego serce biło równie szybko jak moje. Bolało mnie wszystko. To, że chce kogoś pokochać, ale nie wie, że to ja. To, że jeśli się dowie, może to zmienić wszystko. Ale najbardziej bolało mnie to, że mój Lixie jest zagubiony i cierpi. Na chwilę odsunąłem się tylko po to, żeby usiąść obok niego na łóżku i ponownie przyciągnąć go do siebie.

– Mam nadzieję, że ta osoba jest taka jak ty... – mruknął cicho.

– Tylko kogoś takiego potrafiłbym pokochać.

Wtedy pękłem. Łzy same zaczęły spływać po moich policzkach.

– Ji? Ty płaczesz? – próbował odsunąć się, żeby spojrzeć mi w twarz. – Spójrz na mnie. Nie chcę, żebyś płakał.

– Jesteś kochany, wiesz? – wyszeptałem drżącym głosem. – Zawsze się o mnie troszczysz. Teraz ja chcę zatroszczyć się o ciebie...

Zrezygnował z prób odsunięcia mnie i tym razem to on mocniej mnie objął. Chciałbym zostać tak na zawsze. Przy nim. Bez lęku. Bez myślenia o jutrze. Nie wiem, kiedy się uspokoiłem.

W pewnym momencie poczułem, jak jego dłoń zaczyna powoli gładzić moje plecy. Delikatnie. Uspokajająco. Znów miałem ochotę się rozpłakać. Nie zauważyłem nawet, kiedy zacząłem zasypiać.

_____

Obudziłem się w środku nocy. Przez chwilę nie wiedziałem, gdzie jestem. Światło księżyca wpadało przez okno i oświetlało pokój chłodną poświatą.

Felix. Wciąż byłem u niego. Leżałem na jego łóżku. Powoli podniosłem się i rozejrzałem. Jego nie było obok mnie. Leżał na podłodze. Zrobiło mi się go żal, a jednocześnie miałem ochotę się zaśmiać. Idiota oddał mi łóżko.

Zsunąłem się cicho na podłogę i kucnąłem przy nim. Spał spokojnie. Światło księżyca idealnie podkreślało rysy jego twarzy. Nie mogłem oderwać wzroku. Przez ułamek sekundy przemknęła mi przez głowę myśl, żeby go pocałować. Nie. To za dużo.

˗ˏˋ ꒰ 𝑽𝒂𝒍𝒆𝒏𝒕𝒊𝒏𝒆'𝒔 𝒅𝒂𝒚 ~ 𝑱𝒊𝒍𝒊𝒙 ꒱ ˎˊ˗Opowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz