– Jak myślisz... dostaniesz coś na walentynki? – zapytał mój przyjaciel, opierając się łokciami o ławkę.
– Ja? No co ty... Nie ma szans, żeby ktokolwiek zwrócił na mnie uwagę – odpowiedziałem Felixowi, wzruszając ramionami.
– Skąd ta pewność?
– Spójrz na mnie. Jestem okropny pod każdym względem. Wygląd, charakter... wszystko. Poza tobą nikt mnie nie lubi.
Podniosłem wzrok na chłopaka. Jeszcze chwilę temu promieniał jak zwykle, ale teraz jego uśmiech zgasł. Zawsze go podziwiałem – potrafił cieszyć się drobiazgami i śmiać nawet wtedy, gdy sytuacja była daleka od idealnej. Nigdy nie dawał po sobie poznać, że coś jest nie tak.
Ja byłem jego przeciwieństwem. Gdy tylko coś mnie bolało, płakałem. Nie umiałem tego ukrywać. Może dlatego ludzie mnie unikali. Może uważali, że zachowuję się jak dziecko... że jestem beksą. A jednak Felix zawsze był przy mnie. Od trzech lat. Od samego początku.
Poznaliśmy się w pierwszej klasie liceum. Oboje mieliśmy po piętnaście lat. Felix przeprowadził się z Australii. Nagła zmiana otoczenia była dla niego trudna. Do tego język, którego kompletnie nie znał.
Pierwszego dnia szkoły, po zakończeniu uroczystości rozpoczęcia roku, podszedł do mnie, gdy wszyscy inni już wyszli. Przywitał się i przedstawił po angielsku. Nigdy nie byłem w tym języku dobry, więc spanikowałem. Przez chwilę chciałem uciec, udając, że nie rozumiem, ale to byłoby niegrzeczne. Odpowiedziałem mu, jak potrafiłem.
Na szczęście Felix uczył się koreańskiego w zawrotnym tempie. Z każdym tygodniem rozumieliśmy się coraz lepiej. Przy okazji pomagał mi z angielskim, poprawiał moje błędy, cierpliwie tłumaczył słówka. Dzięki niemu przestałem aż tak bać się używać tego języka. Szybko znaleźliśmy wspólny język.
Moja mama bardzo go polubiła, a jego mama mnie. Zawsze byłem mile widziany w domu państwa Lee, więc często do niego wpadałem.
Felix był moim jedynym przyjacielem. A przynajmniej tak to nazywałem. Od jakiegoś czasu widziałem w nim coś więcej. Gdy był blisko, moje serce przyspieszało, a uśmiech pojawiał się na twarzy zupełnie bez mojej kontroli. Jakby zarażał mnie swoim śmiechem. Teraz jednak patrzyłem na niego z poczuciem winy. Jakbym to ja zgasił jego światło.
– Nie mów tak o sobie – odezwał się w końcu cicho. – Jak ktoś ma cię pokochać, skoro ty sam siebie nie kochasz?
Odwróciłem wzrok.
– Może masz rację... – westchnąłem. – Ale ty na pewno dostaniesz mnóstwo przesłodzonych liścików. Jak co roku. Zazdroszczę ci.
– Nie masz czego. – prychnął cicho.
– Jak to? – Spojrzałem na niego zaskoczony.
– Nawet ich nie czytam.
Serce zabiło mi mocniej.
– Co? Dlaczego?
W głowie nagle zrobiło mi się pusto. Przecież sam planowałem dać mu liścik. Już od tygodnia nosiłem w plecaku złożoną kartkę, zapisaną nieporadnymi zdaniami.
– Bo nie lubię żadnej z dziewczyn, od których je dostaję – odpowiedział spokojnie.
– A... – przełknąłem ślinę. – Jakie lubisz?
– W sensie? – uniósł brew.
– Dziewczyny. Jakie ci się podobają?
Przez chwilę milczał, jakby się zastanawiał. Potem spojrzał mi prosto w oczy.
CZYTASZ
˗ˏˋ ꒰ 𝑽𝒂𝒍𝒆𝒏𝒕𝒊𝒏𝒆'𝒔 𝒅𝒂𝒚 ~ 𝑱𝒊𝒍𝒊𝒙 ꒱ ˎˊ˗
Fiksi PenggemarHan Jisung postanowił wyznać swojemu przyjacielowi swoje uczucia do niego tak by ten nie wiedział że to od niego... #4 jilix - 16.2.26
