Nefeli otworzyła oczy i spojrzała na dwójkę rozrabiaków siedzącą przed nią na podłodze. Scott unikał kontaktu wzrokowego, wciąż wstrzymując oddech. Sophie za to patrzyła na nią z jednym zmrużonym okiem, co wyglądało co najmniej... dziwnie. Nefeli zmrużyła oczy obserwując ją i przesunęła po podłodze swoim rozwidlonym ogonem, zostawiając ślad w piasku, który ją częściowo pokrywał.
– Dzięki wielkie – zaczęła powoli, starając się utrzymać swój głos jak najciszej – Teraz będziemy tu siedzieć przez cały pobyt. Czy wy naprawdę myśleliście, że uda wam się wrócić z miasta na czas?
Sophie złapała za ramię Scotta, starając się wskazać by to on odpowiedział, ale blondyn tylko się skulił. Dziewczyna agresywnie westchnęła.
– Tak właściwie to tak – odparła najbardziej chamskim głosem jakim się dało.
– Ty to się lepiej nie odzywaj. – Na jej słowa Nefeli natychmiast się podniosła rozkładając swoje i tak niewielkie skrzydła jak najszerzej.
– Wiecie że otworzyłam wszystkie wejścia już dawno temu? – zapytała Hope obracając swoją katanę i przyglądając się jej dokładnie. Obok niej na sofie, za przesłuchiwanymi, poruszył się jej starszy brat, po raz kolejny przekładając skrzydła za oparciem.
Nefeli złapała się za nasadę nosa, po czym spojrzała na ich dwójkę ostro, ostrzegając by nie wtrącali się w rozmowę.
– Scotcie Salib – przesłuchująca zwróciła się wreszcie konkretnie do chłopaka – co się stało w mieście, że nie wróciliście na czas?
Chłopak drgnął lekko, zanim spojrzał demonicy w oczy.
☽ ☼ ☾
Akwamaryn stanął przed zegarem słonecznym śledząc wzrokiem jednego z ludzi księżniczki Kahi. Pulchny mężczyzna wykonywał kolejne obejście wokół zegara, czekając na konkretną godzinę o której przywódca pustynnych demonów miał się spotkać z księżniczką. Akwamaryn westchnął tylko przejeżdżając sobie dłonią po twarzy. Tak bardzo już chciał zająć się ważnymi sprawami, a nie wyczekiwać co do chwili. Jednak wolał zaczekać, i tylko po to by zobaczyć zirytowanie Kahi zachowaniem jej sługi.
Pustynne powietrze, łączyło się z zapachem kwiatów na otwartym przejściu do sali tronowej. Akwamaryn wsłuchiwał się w dźwięki zderzających się drobinek piasku na wietrze. Dzień był spokojny, tak samo jak pustynia.
– Albert! – Wrota do komnaty tronowej rozwarły się na oścież, a Albert podskoczył natychmiast odwracając się w stronę władczyni. Jedno spojrzenie jej brązowych oczu dało mu znać, że ma zniknąć jej z oczu. Akwamaryn z trudem ukrył swoje rozbawienie sytuacją, kiedy sługa zaczął się szybko oddalać. – Przepraszam cię Akwamarynie za niego. Zapraszam.
Demon wkroczył po schodach do sali tronowej, a wrota same zamknęły się za nim, kiedy podążał za Kahi na sam środek Sali, którą otaczała barwna łuna tworzona przez kolorowe szkła w oknach.
– Więc z czym do mnie dzisiaj przybywasz Akwamarynie? Wizytujesz raczej kiedy dzieje się coś ważnego.
– Owszem. Jeden z moich demonów zaginął i nie była by to tak paląca sprawa gdyby, nie fakt że to mój następca.
– Ludzie ciągle znikają ostatnio – skomentowała, nie siląc się na wyrażenie jakiejkolwiek empatii, a w jej głosie wybrzmiewało zmęczenie.
– Ale to zaginięcie jest inne. Xari zniknął w mieście, nie na środku pustyni.
– Kapitan Dain...
Nie dokończyła. Ogromnymi oczami patrzyła na intruza, który już skakał w jej kierunku. Akwamaryn ledwie zdążył zorientować co się dzieje i zamachnął się jednak ręką tworząc iluzję złotej wywerny. Obcy na jej widok odbił się do tyłu, kiedy tylko musnął posadzkę. Akwamaryn zamarł w momencie, kiedy uświadomił sobie z kim ma do czynienia, a wraz z nim zamarła jego iluzja.
Młodzian przed nim, był hybrydą Alaera, jednak drugiego z gatunków demon nie był w stanie stwierdzić. Purpurowe oczy wpatrywały się dziko w nich, brązowe łuski na jego rękach zakrwawione od ran na nich. Włosy splątane. Jednak kiedy oczy chłopaka skupiły się na demonie, jego źrenice natychmiast się zwęziły. Dzikie spojrzenie zmieniło się na przerażone.
– STRAŻE! – Kahi ryknęła całym głosem.
Ten moment wystarczył by otrząsnąć nieznajomego z jego oszołomienia. Wystarczył też do tego, by Akwamaryn ożywił swą kreację. Alaer odskoczył od niej w momencie kiedy się na niego rzuciła dalej widząc w niej prawdziwą złotą wywernę. I chociaż była ledwie połowy jego wysokości, dalej uważał ją za niebezpieczeństwo.
Kiedy miał uniknąć jej kolejnego ataku, niewidzialna siła rzuciła nim od ścianę. Akwamaryna i Kahi odgrodzili od niego żołnierze na których czele stał wysoki mężczyzna. Księżniczka pociągnęła Akwamaryna za sobą, uciekając z sali i zatrzaskując za sobą wrota.
– Kto to był? – zapytał Akwamaryn, po chwili ciszy. Wpatrując się intensywnie w plecy Kahi wciąż trzymającej oba wrota.
– Więzień. Pojmany za zamieszki i dalej zamknięty za te ucieczki.
– Więc to nie pierwszy raz. – bardziej stwierdził niż zapytał.
– Akwamarynie. Udaj się do strażnicy. Kiedy kapitan Dain się upora z tym problem, zajmie się twoją sprawą.
☽ ☼ ☾
Kolejna ucieczka, kolejne oparzenia. Zack nie czuło już ich wcale, a przynajmniej żadnego bólu, tylko ciepło. Tylko teraz, nie będzie w stanie uciec przez długi czas. Poparzone poduszki łap nie dadzą mu stanąć na nogi.
Jednak nie powstrzymywało to go przed rzucaniem nienawistnego spojrzenia kapitanowi straży. Mężczyzna jednak nie raczył odwdzięczyć się tym samym. Został jeszcze na chwilę w lochu, kiedy wreszcie udało się zakuć Zacka ponownie w kajdany.
– To była twoja ostatnia ucieczka.
Jednak kiedy po raz kolejny spróbował użyć mocy manipulującej umysł, został zablokowany. Mężczyzna zacisnął zęby ze złości. Zack tylko prychnął na jego nieudaną próbę.
– Może kiedyś jeszcze ci się uda – zakpił, potrząsając łańcuchem przy próbie poruszenia ręką.
Dain rzucił mu tylko nienawistne spojrzenie i wyszedł zatrzaskując drzwiami.
☽ ☼ ☾
Akwamaryn spojrzał na niebo przybierające kolory tęczy wraz z zachodem słońca. Straż miała rozpocząć poszukiwania o świcie, mógł wreszcie skupić się na uczeniu swojej wnuczki i jej przyjaciół. Jednak hybryda z jaką się spotkał, nie opuszczała jego głowy. Po ostatnich pięciu dekadach wciąż niewielu Alaes powróciło do Pięciu Królestw, a tym bardziej wolało się nie spoufalać z innymi gatunkami. Jednak taka hybryda istniała. A Akwamaryn poza przyjaciółmi swojej córki nie kojarzył innych Alaes w związkach z innymi rasami.
Jego myśli przerwał jednak widok dwójki znajomych twarzy. Akwamaryn natychmiast podszedł i złapał Sophie i Scotta za ramiona.
– A wy co tu robicie?
CZYTASZ
Runa Mocy
FantasyPustkowia Starożytnych. Rozległa pustynia, dom dla specyficznych odmian gatunków. Jednak teraz pustynia jest niespokojna, i już nie taka bezpieczna dla swoich mieszkańców. W końcu pojawił się Złoty Księżyc. Czwórka przyjaciół, będąca dla siebie jak...
