Rozdział 2

103 16 3
                                        

***
- Nie wrócę do Domu Dziecka - powiedziałam stanowczo, patrząc psychologowi prosto w oczy.
- Ale zrozum, nie masz innego wyjścia, kochanie. Wszystko się ułoży, zobaczysz!
- Eh. Po pierwsze: nie mów do mnie kochanie. Po drugie: chyba będę musiała powtórzyć jeszcze raz. NIE WRÓCĘ DO DOMU DZIECKA! - po cholerę przyprowadzili tu w ogóle tego rozmemłanego idiotę, który myśli, że jest w stanie mnie zrozumieć?! To mi nie pomoże. Jak już to zaszkodzi.
- Wobec tego co masz zamiar zrobić? - spytał mężczyzna z westchnieniem.
- Nie wiem. Wszystko jest lepsze od tego czegoś... Domu Dziecka. - Dom Dziecka. Dom. Czy oni naprawdę nie rozumieją, że jakiś biedny i nieprzyjemny przytułek dla sierot nie zastąpi nam prawdziwego Domu?!
- Przecież trzeba żyć dalej, dziecko. Życie nie jest łatwe, ale to dopiero początek twojej drogi. Jeszcze wiele cudownych rzeczy może ci się przytrafić!
- I pan mi to mówi?! Pan nie rozumie! Nikt nic nie rozumie! Mój cały świat się rozpadł! Nie mam po co żyć, nie mam! Nic już nie będzie takie samo! Ja NIGDY nie zapomnę... Nie da się żyć z tą świadomością, z tymi wspomnieniami... Lepiej to skończyć! - wrzasnęłam i niezdarnie pokuśtykałam do drzwi. Potem pobiegłam do mojej izolatki tak szybko, jak pozwalała mi na to noga w gipsie.
Z moich oczu ponownie wytrysnęły łzy. Bezradność. Rozpacz. Tęsknota. Tymi trzema słowami możnaby opisać mój stan psychiczny. Od mojego wybudzenia minął już miesiąc i chociaż mój stan fizyczny uległ poprawie, to moja psychika nadal była cała w strzępach.
Nie chcę wracać do tamtego miejsca. Nie to, że źle się mną zajmowali, po prostu nie umiem tak żyć. W ciągłej rywalizacji, bez własnej przestrzeni, prywatności. Poza tym każda spędzona tam minuta przypominała mi, że mogłabym teraz siedzieć w domu z rodziną...
Tak mnie to wszystko zmęczyło, że sama nie wiem kiedy zasnęłam.
***
- Sue! - usłyszałam podekscytowany głos pielęgniarki, która miała nieszczęście się mną opiekować - Suzann, obudź się, mam wspaniałą wiadomość! - wykrzykiwała rozpromieniona.
Z westchnieniem usiadłam na łóżku szpitalnym.
- Hm? - mruknęłam ponuro.
- Masz daleką rodzinę, mianowicie bogatego wujka, który mieszka w Texas! Udało nam się z nim skontaktować i ustalono, że zamieszkasz u niego!
Opadłam bezwładnie na poduszkę.
- Nie chcę - szepnęłam.
- Jak to? Dlaczego? - zdumiała się kobieta - Wolisz wrócić do Domu Dziecka?
Zmroziłam pielęgniarkę wzrokiem, a ta wzruszyła tylko ramionami i wyszła z pokoju, wołając na odchodnym:
- Jego ludzie przylecą po Ciebie za tydzień, więc zacznij już ogarniać swoje rzeczy.
***
- Dzień dobry - powiedziała pielęgniarka, wchodząc razem ze mną do Domu Dziecka - Suzann przyjechała tu na jedną noc, jutro jedzie do swojego wujka - kobieta tłumaczyła opiekunce plan i powiedziała, że mój wujek przysłał potrzebne papiery pocztą.
Ja w tym czasie weszłam do pokoju, który przed moim trafieniem do szpitala dzieliłam z trzema młodszymi dziewczynkami, i jedną strarszą. W milczeniu pozbierałam resztę swoich ubrań, kosmetyków i innych drobiazgów. Przygotowałam sobie ubranie oraz plecak podręczny na jutrzejszą podróż, po czym rzuciłam się na zakurzone i twarde łóżko. Ostatnia noc w tej budzie. Ale przed czym? Przed wylotem do wspaniałego wujaszka, który jest bogaty, zapewne okropny i zainteresował się mną dopiero, jak do niego zadzwoniono, a nie wtedy, gdy potrzebowałem pomocy, po utracie rodziny! To wszystko było takie trudne. Znowu miałam ochotę płakać, jednak nie zrobiłam tego - moje współlokatorki siedziały jakieś dwa metry ode mnie, na swoich łóżkach. Wzięłam do ręki moje dwa ukochane zdjęcia. Pierwsze przedstawiało 9 - letnią, uśmiechnięta od ucha do ucha dziewczynkę, tulącą się do mamusi, równie wesołej. Tą dziewczynką byłam oczywiście ja. Zdjęcie zostało zrobione jeszcze przed wykryciem choroby mamy. Na drugim zdjęciu siedzieliśmy ja, tata, Katie i Chris. Wszyscy z dumą pokazywaliśmy na okazały zamek z piasku, który udało nam się zbudować. Zdjęcie zrobione na plaży, dwa lata temu, miałam wtedy 13 lat. Nasze twarze były pełne szczęścia. To tylko przypominało mi o naszej mocnej więzi. Chociaż tak bardzo chciałam powstrzymać łzy, one ciurkiem spłynęły po moich policzkach. Odwróciłam się twarzą do ściany i pozwoliłam, by płynęły swobodnie, jednak z moich ust nie wydobył się żaden dźwięk. Dlaczego musiało mnie to spotkać? Dlaczego?!
***
- Dzień dobry - ukłonił mi się ubrany w garnitur mężczyzna - Zapraszam panienkę do samolotu - dodał, a ja rozdziawiłam buzię ze zdziwienia. Koleś jest bogaty, okej, ale żeby mieć własny prywatny samolot?!
Niepewnie weszłam do trzyosobowego samolotu. Zajęłam miejsce za pilotem, a obok mnie usiadł mężczyzna, który przed chwilą się ze mną przywitał. Bagaże były już odłożone do "bagażnika", w ręce ściskałam jedynie podręczną torebkę.
- Zaraz wylatujemy, panienko -powiedział uprzejmie pilot, a ja spięłam się. Nigdy nie przepadałam za lotem samolotem, szczególnie, że często robiło mi się niedobrze, najbardziej podczas startowania i lądowania.
Ruszyliśmy. Samolot rozpędził się na pasie startowym po czym zaczął wznosić się coraz wyżej. Ja momentalnie wcisnęłam się głębiej w fotel i zamknęłam oczy. Ku mojemu zdziwieniu, prawie w ogóle nie było czuć zmiany, może oprócz tego, że trochę zatkały mi się uszy. Gdy ustabilizowaliśmy lot, mężczyzna obok mnie odezwał się:
- Nazywam się Nicholas Carter - znów lekko się skłonił - Czy jest panienka głodna? A może chciałaby się czegoś napić?
- M-może wodę... Poproszę - wydukałam nieco speszona.
- Już się robi - zawołał, po czym wcisnął jakiś guzik na poręczy swojego fotela. Po dwóch sekundach spod mojego siedzenia wyskoczyła taca ze szklanką, a ze ściany po mojej prawej stronie wysunął się kran. Gdy tylko podsunęłam pod niego szklankę, automatycznie się uruchomił i nalał mi do pełna czystej wody. Zdumiona wzięłam niepewnie szklankę. Ten gościu musi być serio bogaty.
- Może coś do jedzenia? - powiedział Nicholas szczerząc zęby w uśmiechu.
- N-nie, dziękuję - wyjąkałam - Może się zdrzemnę.
- Ach, tak... - wykrzyknął mężczyzna i znowu nacisnął jakiś guzik. Mój fotel rozłożył się, tworząc łóżko. Zaraz też dostałam poduszki i koc.
- W razie poważniejszych turbulencji obudzimy panienkę.
- Ymmm... Dobrze - mruknęłam w odpowiedzi. Nie zdążyłam powiedzieć już nic więcej, bo natychmiast zmorzył mnie sen.

WAŻNE!!!
Witam!
Mam kilka spraw :)
Na początek chciałabym Wam podziękować za 16 gwiazdek dla mojego opowiadania ^^
Może to i mało, ale wiele dla mnie znaczy.
Po drugie, jeśli czytacie to opowiadanie i Wam się ono podoba, to proszę, zostawcie po sobie komentarz (jeżeli coś Wam nie pasuje, nie krępujcie się i to napiszcie - cenię konstruktywną krytykę) i gwiazdkę, żebym wiedziała, że są osoby lubiące czytać moje wypociny XD
Po trzecie, przepraszam, że w opowiadaniu mało się dzieje, ale powinno się to zmienić po 3 lub 4 rozdziale.
Po czwarte następny rozdział pojawi się pewnie pod koniec tego tygodnia i proszę, postarajcie się o chociaż 7 gwiazdek pod tym rozdziałem, a jak pojawią się komentarze, będę przeszczęśliwa! :D
Uwielbiam Was!
xxx

Szukając samej siebieOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz