Wstała rano, jak co dzień, z porannym 'japierdole' na myśl o rozpoczęciu tygodnia w Auschwitz dla nastolatków. Gdy tylko ogarnęła się, wyszła z domu i kierowała się w stronę przystanku autobusowego.
W autobusie założyła słuchawki i usiadła na pierwszym lepszym wolnym siedzeniu. Oczywiście włączyła swojego idola, szona kurwiszona. Po 15 minutach była na miejscu i wyłączając na ten moment swoją inteligencję potknęła sie o powietrze wychodząc z busu.
- o kurwaaa!! - wrzasnęła upadając
Myśląc, że randka z betonem jest już bliska, niespodziewanie ktoś ją złapał.
- jak chodzisz dziewczynko?--,- pobrudziłaś mi moje bamboszki:)
Był to szon we własnej osobie.
- co ale jak to czekaj co eeee mendes czy to ty - nie potrafiła wydobyć z siebie ani jednego logicznego slowa,jak zawsze.
- fakaj bobla, spiesze sie - odrzekł.
- podpisz mi zwierzaka, daddy
- turlaj dropsa pod betlejem - burknal i upuścił ją ze swych kojących ramion. - ups, niechcący ;)
I wsiadł do autobusu oddalając się od biednego, samotnego ziarna z brokulem bartkiem i chodnikiem...
Co tu się odjebalo bo idk
pozdrawiam ruda małpe elo
