Rodzeństwo wyszło z budynku i pokierowało w kierunku zaparkowane samochodu, który stał na parkingu. Danny był wściekły na Caina. Kumple zachował się jak totalny kutas, którym w rzeczywistości się okazał. Nawet jeżeli jego siostra poszła z nim do łóżka, ten fiut nie miał prawa o tym mówić. Był cholernym kretynem, a Carmicheal uważał go za kumpla. Aż do teraz, bo właśnie znajomość z nim przeszła do historii. Nie miał zamiaru tracić więcej czasu na tego pieprzonego frajer.
– I co teraz zrobisz? – Holly zapytała brata, kiedy zapinała pas, siedząc już w aucie.
– Poszukam innej pracy – wyszczerzył się, a po miuncie ruszył z parkingu. – Ba, nawet wiem, gdzie ją znaleźć.
– Szybki jesteś. – Zaśmiała się, ale od razu spoważniała. – Przepraszam, gdybym nie wróciła, wszystko byłoby po staremu.
– Holly, przestań pieprzyć. On nie miał prawa tak o tobie mówić, nawet jeżeli było coś między wami. To on jest chujem i tyle. Kto normalny wygaduje takie rzeczy?
– Zranienie ludzie?
– Zranieni? A niby czym? On nie potrafi poradzić sobie z gniewem na coś i na kogoś, więc próbuje właśnie w tej sposób zranić ciebie, mnie. Jemu udało się tyle, że właśnie stracił najlepszego kumpla.
– Wiesz, że cię kocham? – Pochyliła się i ucałowała go w policzek.
– Nie ma to jak starszy brat, co?
– A żebyś wiedział. To, dokąd jedziemy?
– Zobaczysz. – Puścił do niej oko, po czym zmienił pas ruchu.
Czterdzieści minut później Danny zajechał przed nieduży biały budynek. Holly rozejrzała się zaciekawiona. Jeszcze nigdy tutaj nie była i nie miała zielonego pojęcia, dokąd zabrał ją przed nią drzwi, przepuszczając przodem. Jak tylko Holly pokonała próg, uderzył w nią dziwny zapach, nie to, że niemiły, ale jakiś taki...
– Nie marszcz nosa, niestety tutaj tak pachnie. Wiesz, morze testosteronu ma taki zapach. – Poruszył zabawnie brwiami, na co się zaśmiała.
– Co to za miejsce? – zapytała.
– Zaraz zobaczysz.
Przeszli korytarzem, po czym Danny pchnął duże zielone drzwi, a jej oczom ukazała się sporej wielkości sala z... ringiem. Do tego kilku facetów uderzało w worki, inny skakali na skakankach, ale jej uwagę przyciągnął ktoś będący na ringu w jednym z narożników. Jego sylwetka zdawała się dziwnie znajoma, chociaż nie wiedziała skąd. Poruszył ramionami i zmienił pozycję. Nawet z tej odległości tatuaże były bardzo dobrze widoczne. Powędrowała wzrokiem do drugiego zawodnika, będąc oszołomiona.
– Ale jak? – zapytała brata, kiwając głową w kierunku kolesia z malunkami na skórze.
– Długa historia, ale to tutaj mam zamiar się zatrudnić, dlatego grzecznie poczekamy, aż skończą. Chodź. – Pociągnął ją w kierunku kilku ławek i gości na matach.
Dla Holly wyglądało to raczej na klub bokserski, a nie siłownię, gdzie do tej pory pracował Danny. Owszem był trenerem personalnym, ale do końca była przekonana o jego wyborze nowej pracy. Chociaż, co ona tam mogła wiedzieć.
Przyglądała się uważnie dwójce mężczyzn, mających sparing. Byli naprawdę dobrzy, ale ona kibicowała tylko jednemu z nich. Uśmiechnęła się, kiedy jednym ciosem powali tego drugiego na matę. Gdyby to była walka naprawdę, to wygrałby przez nokaut. Pomógł wstać swojemu partnerowi, wystawił ręce poza linii, gdzie jeden z chłopaków stojących przy ringu, rozwiązał mu rękawice, pomagając mu je po chwili ściągnął rękawice. Przeszedł między linami i zeskoczył. Była ciekawa, czy ją pozna. W sumie nie zdziwiła się, gdyby nie, bo nie miała już swoich długich włosów.
CZYTASZ
Serca z papieru
RomanceWcześniej znane pod tytułem „Papierowe motyle" Jeden dzień, jedno wydarzenie, potrafi zmienić w życiu wszystko i to wielu osób. Osób, które kiedyś coś łączyło i tych, które na pozór nie łączyło nic. Holly Carmichael zaznała piekła, do którego przyc...
