17.

866 175 9
                                        

Ostatnio leciałam dosyć długo dosyć sporym samolotem. Po jednym boku miałam siostrę, a po drugim jakiegoś pana trochę pod czterdziestką, który potem okazał się Hiszpanem, ale to nie o jego narodowości będziemy dzisiaj rozmawiać.

Od samego początku wydał mi się jakiś taki trochę podejrzany. To znaczy, nie w sensie "ALLAH AKBAR, WYBUCHNĘ TEN SAMOLOT!", tylko... stał się dobrym obiektem do obserwacji.

Na pewno bardzo denerwował się lotem. Zjadał i wypijał dosłownie wszystko, co proponowała mu obsługa pokładowa – nie mówię, że nie mógł być głodny, ale mi było aż niedobrze od nadmiaru jedzenia.

Kontynuując. Siedział cały czas sztywno, rzadko kiedy zmieniał pozycję, no i przy każdej małej turbulencji dostawał istnych palipitacji.

Po jakimś czasie postanowiłam włączyć sobie film. On tego nie zrobił, więc pomyślałam, że może nie wie jak i chciałby obejrzeć ze mną, kiedy już uruchomię opcję napisów angielskich. Przynajmniej oderwie się od lotu, który tak go przeraża.

Spider-Man ostatecznie zbytnio go nie zainteresował, ale nie miałam zamiaru zmieniać filmu ze względu na tego pana. Kiedy Spider-Man się skończył, włączyłam Dunkierkę.

To go zaciekawiło o wiele bardziej. Najwyraźniej gustował w filmach wojennych (albo miał crusha na którymś aktorze). Rozluźnił się, oglądał z wyraźnym zainteresowaniem. Jednak potem w filmie zaczęły spadać samoloty, dodatkowo nasz wpadł w silne turbulencje (ach, te efekty specjalne) i pan Hiszpan zrobił się zielony na twarzy, odwrócił wzrok i wyglądał, jakby miał za chwilę zemdleć. Resztę lotu (czyli jakieś 7 godzin) spędził w jednej pozycji.

Jak zwykle wykonałam kawał dobrej roboty.

O czym my nie myślimy?Opowiadania do pokochania. Odkryj je teraz