- To jest Blanca. - dyrektorka zacisnęła palce na barku szatynki lekko wbijając w niego paznokcie. Dziewczyna mimo to wertowała wzrokiem klasę. W końcu jej wzrok spoczął na mnie. Przełknąłem nerwowo ślinę czując, jak szmaragdowe oczy Blanci wpatrują się we mnie ciepło. - Wiem, że dochodzi w tak dziwnym czasie, ale żywię nadzieję, iż należycie ją przyjmiecie i nie będzie czuła się tu zagubiona. - dodała wyciągając paznokcie z jej skóry, czym lekko popchnęła ją do przodu. - Uczcie się pilnie.
Kobieta wyszła zatrzaskując za sobą drzwi z takim impetem, że profesorka za biurkiem podskoczyła na krześle. Jej wyraz twarzy sugerował, iż uważała dyrektorkę za straszną osobę. Jednak moje chwilowe skupienie na nauczycielce prysło, gdy poczułam wwiercające się we mnie spojrzenie Blanci. Odwróciłem głowę udając, że nie odczuwał dyskomfortu.Po chwili profesorka także wróciła do rzeczywistości.
- Proszę, zajmij wolne miejsce - poleciła, wskazując dłonią w stronę ławek. Dziewczyna posłusznie ruszyła przed siebie i zajęła najbliższe mi miejsce w rzędzie obok. Uśmiechnęła się do mnie ciepło, siadając na krześle i odkładając plecak na ziemię. Postanowiłem to zignorować i skupić się na czymś innym.
- Dobrze. Skoro wszyscy znają już swoje miejsca, zapiszmy temat lekcji - profesorka zaczęła pisać na tablicy z cichym stukotem kredy. Westchnąłem cicho i otworzyłem zeszyt na czystej stronie. Po raz pierwszy uratowała mi dupę od niezręcznej sytuacji, nauczę się na następny sprawdzian.
·· ··· <·> ··· ··
Mr. Sandman, bring me a dream,
Make her the cutest that I've ever seen.
Give her two lips, like roses and clover,
And tell her that her lonely nights are over.
Nie wiem co mną kierowało, żeby zgrać na telefon połowę piosenek SYML i słuchać na okrągło Mr. Sandman, ale kiedy słyszałem monotonne dźwięki płynące do moich uszu w połączeniu z delikatnym śpiewem - czułem lekką ulgę. Dodatkowo widok kroczących po podłodze moich białych osirisów wprowadzał melancholię.
Westchnąłem cicho i uniosłem głowę. Dookoła mnie roiło się od dzieciaków, łażących tam i z powrotem i głośno rozmawiających. Wszyscy nosili granatowe tacki z lunchem lub papierowe torebki z własnym posiłkiem.
Po co ja tu w ogóle przyszedłem? - spytałem sam siebie wciąż skanując pomieszczenie wzrokiem. I wtedy mnie olśniło. Jeremy.
Codziennie przechodziłem tu o tej porze, aby pogadać z nim i zjeść lunch. To tu codziennie widziałem jak ślini się na widok Christin i jak kuli się, gdy inni go wyzywają. Było mi dobrze ze świadomością, że mam kogoś takiego jak ja i że jestem dla niego najważniejszy. To dodawało mi skrzydeł i ułatwiło przeżycie w liceum. Jednak teraz stałem tam bezczynnie. Niepotrzebnie. W ogóle niezauważalnie. I łzy znów cisnęły mi się do oczu. Usiadłem zrezygnowany przy stoliku.
W mojej głowie znów pojawił się mętlik skupiony na Jeremym. Miałem ochotę zapaść się pod ziemię, zniknąć i już nigdy się nie pokazywać. Jedyne co boli bardziej od bycia niezauważanym jest bycie niezauważanym przez swojego przyjaciela. Ten stan rani cię podwójnie; jakbyś nie dość, że miał dziurę w brzuchu, to ktoś, Jeremy, sypie w nią sól. I patrzy na ciebie jak cierpisz i nawet go to bawi. Bo pomimo odrzucenia, które towarzyszyło mi przez całe życie (począwszy od moich narodzin) teraz naprawdę czułem jak zapadam się w to jeszcze głębiej, mam wrażenie, że zaraz dotknę dna.
- Hej! - z melancholii kłębka myśli, który muzyka dodatkowo zwiększała, wyrwał mnie lekki szturch w bark i krzyk. Uniosłem głowę, a moim oczom ukazała się Blanca. Wyglądała na zmartwioną, w jej oczach mienił się niepokój. Zdjąłem słuchawki.
YOU ARE READING
Game Over [Michael Mell] - zawieszone -
FanfictionSłone krople skapywały na błękitne kafelki, niczym deszcz, który osiadłszy na krańcach dachu pozbawionego rynny, skapywał od nadmiaru wody i odbijał się od chodnika w akompaniamencie głuchego postuku. Dobiegająca zza drzwi okropnie głośna muzyka, wy...
![Game Over [Michael Mell] - zawieszone -](https://img.wattpad.com/cover/163553407-64-k184796.jpg)