III

84 8 5
                                        

Jedyne co w chodzeniu do szkoły jest fajne, to wychodzenie z niej. Natomiast jechanie do niej, w porównaniu z wracaniem do domu, jest jak skutek uboczny heroiny; z euforii do depresji. Trzeba to przeboleć i mieć nadzieję, że jutro będzie lepiej. Jednak kiedy jest się kimś mojego pokroju, to nie ma się tej nadziei. Bo dla takich ludzi każdy dzień wygląda dokładnie tak samo. Przychodzisz, gnębią cię, a potem wychodzisz. I tak przez dziesięć miesięcy.

Ale tym razem ta rutyna nieco się zmieniła. Co prawda dalej mi dokuczają, ale teraz znowu mam kogoś, kto mnie w tym gównie wspiera. Kto jest obok i potrafi mnie pocieszyć. Jak by na to nie patrzeć Blanca pojawiła się w moim życiu akurat wtedy, kiedy Jeremy mnie opuścił. Była jak ramię, wyciągnięte w moją stronę, gdy najbardziej tego potrzebowałem. Kiedy wymknąłem się z tamtej imprezy do domu, leżałem do późna, czując jak moje policzki mnie pieką, a przed oczami wciąż miałem szatynkę, stukającą palcami w ekran telefonu. Po tym, co stało się wczoraj, po naszej walce o futomaka, wiedziałem już, że dziewczyna będzie dla mnie kimś więcej niż tylko nową dziewczyną w klasie.

Brzdęk.

Momentalnie rozległ się głuchy odgłos uderzenia i w tym samym momencie poczułem potworny ból, rozchodzący się mi po nosie. Ująłem go w palce i rozmasowałem spoglądając na przedmiot, w który uderzyłem. Nie zdziwiłem się zbytnio, kiedy dostrzegłem przed sobą słup. Wykrzywiłem usta w grymasie bólu. Gdy podniosłem głowę, dostrzegłem kilka tabliczek informacyjnych. Na jednej z nich widniał napis: Survival skills - video game store. Strzałka wskazywała pobliski budynek.

- Poprawię sobie humor - mruknąłem do siebie, sprawdziwszy, czy portfel jest na swoim miejscu.

Wszedłem do sklepu w akompaniamencie sygnału, z zawieszonego tuż nad drzwiami czujnika, aby informować o przyjściu nowego klienta. Właściwie był to sklep-wypożyczalnia, a z tego co udało mi się zauważyć (kilka automatów i ekran z konsolą), był to też salon gier. Miłe, przytulne miejsce. Nie było tu zbyt wiele ludzi, zważając na wczesną godzinę. Dookoła stały metalowe, równo ustawione regały z pudełeczkami na płyty. Idealnie komponowały się z ciemno szarymi ścianami i soczystymi kolorami w wielkim logo za ladą. Lampy, pomimo, że wyglądały jak typowe szpitalne jarzeniówki, cicho oświetlały pomieszczenie. Z sufitu zwieszone były tabliczki informujące o rodzaju gry. Wypełniała je też spokojna muzyka (prawdopodobnie puszczane w kółko wersje instrumentalne jakichś utworów), płynąca z głośników zamieszczonych przy suficie. Gubiąc się w regałach natknąłem się też na niemałą kolekcję płyt muzycznych.

Nagle po sklepie poniósł się czyjś śmiech. Zaciekawiony ruszyłem w jego stronę. Dobiegał z sali gier. Ukryłem się za regałem najbliżej grupki chłopaków rozłożonych na poduchach i śmiejących się z czegoś. Albo kogoś... Wychyliłem się lekko, a moim oczom ukazała się Blanca. Nie była specjalnie wesoła, a jej mina pokazywała raczej poirytowanie.

- I z czego się tak śmiejesz? - spytała, unosząc brew. Chłopaki, z napakowanym blondynem na czele, uspokoili się.

- Zabawna jesteś - wydusił w końcu "lider". - Idź po jakąś Barbie to może zagramy. - znowu zaczęli się śmiać.

- Mówię poważnie. - Blanca nie odstępowała. - Zagram z tobą. I zobaczysz, że rozłożę cię na łopatki.

- Nie ośmieszaj się słonko... Nie będę walczył z dziewczynką.

- Boisz się? - nagle cała grupka ucichła. Blondyn wbił w Blancę mordercze spojrzenie. - Wszystko jasne. Boisz się, że przegrasz i dlatego nie chcesz grać.

- Po prostu nie będę...

- Nie pogrążaj się. - przerwała mu. - Skoro jesteś taki "niepokonany" to proszę. Załóżmy się. Ja to przecież "głupia nastolatka, która ubzdurała sobie, że wygra". A ty to doświadczony zawodnik, zdolny, aby pokonać każdego. Więc czemu nie?

Game Over [Michael Mell] - zawieszone - Where stories live. Discover now