- Ej, chłopaki, proboszcz wzywa do gabinetu! - oznajmił ksiądz Wacław wchodząc do salonu, gdzie siedzieli wszyscy wikariusze.
- O cholibcia, stało się coś? - zapytał zaniepokojony Darek myśląc o ostatnim wykradaniu jedzenia z lodówki. Nie otrzymał jednak odpowiedzi, gdyż Wacek czym prędzej pognał z powrotem do pokoju plebana.
*
- Zawołałeś ich? Grzeeczny chłopiec. Weź sobie lizaczka. - proboszcz uśmiechnął się i wskazał na koszyczek ze słodyczami stojący na jego biurku.
Rozległo się pukanie.
- Proszę! - zawołał, podczas gdy Wacław odwijał z folii swą nagrodę.
Wikariusze weszli do gabinetu.
- C-co się stało księże proboszczu? - spytał drżącym głosem ksiądz Dariusz.
- Usiądźcie najpierw - pleban wskazał na krzesła.
Kiedy wszyscy zajęli miejsca, zaczął swą przemowę.
- Zgromadziłem was wszystkich tutaj, aby coś wyznać... Może to wami wstrząsnąć... otóż nasza parafia jest w niebezpieczeństwie. Zawiodłem was chłopcy... Niewiele mi zostało, a oni chcą więcej.
Nadal im mało. Pragną zabrać mi wszystko. Pozbawić mnie mojego kościoła...
- Ale jak to??? Jacy oni?? - zagadnął Krzysztof.
- Ci, którzy wygrali. Życie to jedna, wielka gra, synku. Albo wygrywasz i masz wszystko, albo przegrywasz... Zostając bez niczego.
Ja poległem w tej bitwie, za co niezmiernie was przepraszam. Nie jestem nawet w stanie.. - pociągnął nosem - opisać swego żalu.
- A.... Może proboszcz mówić jaśniej?? - rzekł Darek.
- PRZEGRAŁEM W POKERA, DO JASNEJ CHOLERY!!! TERAZ LEPIEJ??! - ryknął ksiądz Paweł na całą plebanię.
Wackowi aż wypadł z buzi lizak, a z kuchni dobiegł huk tłuczonego szkła.
Po tym nastała cisza jak makiem zasiał.
- Mater Dei... I co teraz? - spytał po chwili Wacław słabiutkim głosikiem.
- Nie mam pojęcia chłopcy. Czuję, że już tu idą. Słyszę ich marsz, parszywy śmiech...
Rozległo się walenie do drzwi.
- O cholera... I CO TERAZ?!!! - spanikował Krzysztof?? Co my zrobimy?!
- Proboszczu, czy oni zabiorą mi wszystkie przebrania?? - zachlipał ksiądz Wacek.
Wśród tej paniki ksiądz Darek jako jedyny zachował spokój i jasność umysłu.
- Ach, do diaska, ja się z nimi rozprawię! - wstał z krzesła. Osłupieni wikariusze wbili w niego wzrok.
- Jak ty chcesz im dać radę, co?? Toż to cholerna mafia jest! - krzyknął Krzysztof.
Drzwi zaczęły łomotać jeszcze głośniej. Dariusz bez słowa wyszedł z gabinetu.
- No cóż, chłopcy. Pozostała nam tylko modlitwa. - rzekł proboszcz.
Wszyscy pokiwali zgodnie głowami, ustawili się w kółeczku i złapali za ręce.
Pater noster, qui es in caelis, sanctificetur nomen tuum, adveniat regnum tuum, fiat voluntas tua sicut in caelo et in terra....
Na zewnątrz rozległy się strzały.
Panem nostrum quotidianum da nobis hodie...
Księża usłyszeli przeraźliwe krzyki. W tym okrzyk bojowy Dariusza.
et dimitte nobis debita nostra, sicut et nos dimittimus debitoribus nostris...
Teraz krzyczały też gosposie.
et ne nos inducas in tentationem, sed libera nos a malo. Amen.
Nastała grobowa cisza. Za moment
wszyscy wybiegli na zewnątrz zobaczyć, co się stało. Zastali tam całego i żywego księdza Darka, który nie miał na sobie ani śladu po bitwie. Wokół niego leżało pięciu mężczyzn ubranych na czarno. Na głowach mieli kominiarki.
Wikariusze, proboszcz, nawet gosposie stali nieruchomo ogarnięci szokiem.
- Nie wiem, jak ty żeś to psiakrew zrobił Darek, ale trzeba ich zawczasu stąd wziąć póki ludzie nie widzą! - stwierdził Krzysztof.
Wszyscy księża przyznali mu rację i czym prędzej zaczęli wnosić na plebanię ciała gangsterów.
*
- Jezusmaria, oni nie żyją! - zorientował się Wacław.
- A co ty myślałeś? Że ich żywych zostawię, po tym jak nam taki najazd zrobili?? - zirytował się Dariusz.
- No ale... Co my z nimi teraz zrobimy?
- Doskonale wiem, co zrobimy. - pleban uśmiechnął się od ucha do ucha i puścił oczko do gosposi Basi, która spuściła wzrok oblewając się rumieńcem.
*Kolejnego dnia*
- Ależ ten obiad pyszny! - wypalił Dariusz.
- Tak, doprawdy smakowity. A to wszystko zasługa naszej kochanej Basi. - odrzekł proboszcz. Należy się jej podziękowanie chłopcy!
- DZIĘ - KUUU - JEEE - MY! - rzekli chórem wikariusze
- WSZYY - STKOO - ZJEE - MYY! - powiedział jako jedyny Wacław ściągając na siebie rozbawione spojrzenia księży.
Z czego jest to mięso, jeśli można wiedzieć? Jeszcze nigdy takiego nie jadłem. - spytał gosposi Krzysztof delektując się daniem.
Basia posłała mu szeroki uśmiech.
- Z wczorajszych łobuzów dobijających się do drzwi. Cieszę się, że księdzu smakuje.
Wszyscy przy stole prócz plebana spojrzeli na siebie z wybałuszonymi oczami. Wacławowi aż wypadły z rąk sztućce.
- Cholibka, po tym jak im mor... Twarze rozkwasiłem... Całkiem... Dobrze smakują... - wydusił z siebie Darek.
- Widzicie chłopcy... Mogliśmy stracić wszystko, a wygraliśmy, i zyskaliśmy jeszcze wyśmienity obiad na kilka dni! Ba, może nawet na ponad tydzień. - zaśmiał się proboszcz, a razem z nim pozostali.
I żyli długo i szczęśliwie, jedząc wyśmienite obiady przez kolejne 10 dni. A potem mięso się skończyło, tak samo jak i spokój, który panował przez ten czas na plebanii...
Księża z Parafii św. Lucyfera wracają!!
Następna część od 5 gwiazdek :>
Dacie radę? 🤣
CZYTASZ
That's How Parafia Works
HumorZapierające dech w piersiach przygody księży z Parafii św. Lucyfera.
