- CHŁOPAKI! CHOLERA, BIEGNĄ, POMÓŻTA MI DRZWI ZASTAWIĆ!
- KURRRR#@ Leszek, właśnie biłem rekord w Fifie! - ryknął ze złością ksiądz Darek siedząc wygodnie w ogromnym wgłębieniu na kanapie, które sam zrobił pod wpływem swojego ciężaru.
- CO ZNOWU?! Z wami jak w wariatkowie! W ogóle spokoju nie ma! - zirytowany Krzysztof cisnął o podłogę katolicką gazetką.
- JEZU, JEZU, CORAZ BLIŻEJ SĄ. WACEK, BŁAGAM POMÓŻ!
Ksiądz Wacław westchnął. Odłożył kawę na szklany stolik i podniósł się z kanapy. Razem z Leszkiem zaczął przysuwać do drzwi masywną, drewnianą szafę.
Cali mokrzy z wysiłku ledwo dawali jej radę.
- Dajcie... Ja to zrobię... - Darek patrzył z politowaniem na obu księży. Podszedł do nich i jednym pchnięciem ustawił solidną garderobę przy drzwiach.
- W ogóle to co znowu się stało tym moherom, że tak ujadają? - zapytał.
- Matko Święta, gardło mnie ostatnio bolało na mszy i nie śpiewałem. - odpowiedział Leszek słabym głosem.
- Mogłeś chociaż ustami ruszać... - rzekł Wacław ze stoickim spokojem.
Nagle wszyscy usłyszeli brzęk tłuczonego szkła.
- JASNY GWINT! - teraz Lech przeraził się nie na żarty.
- JAK TO TAK MOŻNA?! NA MSZY NIE ŚPIEWAĆ! WSTYD I HAŃBA! BIADA TEJ PARAFII! BIADA! - krzyczały rozjuszone stare babki. Wszyscy trzej księża wpatrywali się osłupieni na to przedstawienie, podczas gdy wierni dobijali się do proboszcza.
Ksiądz Krzysztof nie wytrzymał i wstał.
- Co się tak drą jak opętani? Egzorcystę wzywać mamy? - w jednej chwili wszyscy umilkli.
- Kurczę Krzychu, jak ty to robisz, że wszyscy cię tak słuchają? - pomyślał Leszek.
- My proszę księdza do proboszcza przyszlim! - zaskrzeczała jakaś starsza kobieta
- Na skargę! - wybełkotał pewien staruszek. - Ta parafia na psy schodzi!
- Na skargę, na skargę tak?! Żebym ja zaraz na skargę do dzielnicowego nie zadzwonił! - Krzysztof poczerwieniał ze wściekłości. Rozejść się ale mi to już! - pokazał palcem na rozbite okno.
Jak na komendę wszyscy zaczęli wychodzić oprócz jednej jedynej krępej babki w różowym moherze.
- A pani przepraszam w jakiej sprawie?
- Ofiarę na kościół przyszłam złożyć, proszę księdza.
- Ach, tak, w takim razie bardzo proszę. - cały gniew Krzysztofa natychmiast zniknął.
Uff – Leszek otarł pot z czoła. – Dzięki Krzysiu.
Darek odsunął od drzwi szafę.
– No i po kłopocie. – westchnął Wacław rozsiadając się wygodnie w fotelu.
Wszyscy wrócili do swoich zajęć, gdy nagle do salonu wkroczył proboszcz.
– A wy co tutaj robicie, chłopcy? – spytał dobrotliwym tonem. – księże Dariuszu, ty nie powinieneś teraz kazania pisać? – spojrzał na trzymającego konsolę księdza, który nerwowo przełknął ślinę. – A reszta co? Nie ma nic do pracy? DO ROBOTY, ALE MI TO JUŻ! – cały spokój i łagodność plebana zniknęły. – BO WAM NOGI Z DUPY POWYRYWAM!
Wszyscy w popłochu zerwali się z miejsca i pognali do swych codziennych obowiązków.
Proboszcz uśmiechnął się lekko patrząc na panikę, którą zasiał w wikariuszach.
– Grzeczni chłopcy... – szepnął, wracając do swojego gabinetu.
CZYTASZ
That's How Parafia Works
UmorismoZapierające dech w piersiach przygody księży z Parafii św. Lucyfera.
