Ja to się cieszę, że większość życia spędziłam w normalnych czasach, kiedy nie trzeba było udziwniać końcówek czasowników, można było używać wszystkich słów, bez obawy, że ktoś trigera od tego dostanie, a jak ktoś w książce chlał wódę, to chlał wódę, a nie "romantyzował alkoholizm".