„I have an understanding of your state of mind. You understand mine. We're just alike. This gives you the capacity to deceive me... and be deceived by me” ~ Hannibal Lecter
—————^
Hey, did I mention that I love Hannigram-
—————
Polecajka muzyczna na dziś:
Lana Del Rey - „White Feather Hawk Tail Deer Hunter”
I am ENCHANTED by this song
—————
Duchy istnieją. Tyle wiem.
„Crimson Peak” opowiada historię Edith Cushing, która w dzieciństwie została ostrzeżona przez widmo matki przed tytułową lokacją. Jako dorosła kobieta poznaje enigmatycznego Thomasa Sharpe’a i jego specyficzną siostrę Lucille. Wskutek romantycznego uczucia między Edith a Thomasem, Cushing trafia do Allerdale Hall, starego, wręcz gnijącego domu Sharpe’ów, który przepełniony jest tajemnicami, zamieszkany przez zjawy… i okazuje się być miejscem, o którym mówiła matka głównej bohaterki.
Film jest wciągający, to trzeba mu przyznać. Nawet się nie zorientowałam, a już go skończyłam! Gra aktorska była bardzo dobra. Wizualnie film jest zachwycający. Zdecydowanie moim ulubionym aspektem tej pozycji jest design dworu Sharpe’ów - piękny, lecz ponury, wywołujący niepokój i poczucie klaustrofobii, potrafiący przyprawić o gęsią skórkę ze względu na swój nawiedzony charakter. Wieloma momentami autentycznie czułam chłód, który w owym domu panował. Skojarzył mi się z Zamkiem Dimitrescu oraz Domem Beneviento z „Resident Evil: Village”.
Niemniej, trudno mi jednoznacznie stwierdzić, czy film mi się podobał, czy nie. Z jednej strony oglądało mi się go dobrze, fabułę śledziłam z zaciekawieniem. Ale z drugiej… kurczę, nie wiem, jak to ująć, ale coś mi tu nie siedzi. Może to przez pewien plot twist, bo nie ukrywam, wywołał u mnie dyskomfort (choć nieco się tego domyślałam, obserwując te postacie, nadal liczyłam na to, że się mylę).