Są historie, które kończą się na ostatniej stronie.
I są takie, po których człowiek jeszcze długo zostaje w tym świecie. Wraca do ulubionych scen, szuka dodatków, czyta wszystko, co da się znaleźć, a potem i tak czuje, że to za mało.
Dlatego wracam.
Do Belli, która dopiero zaczyna rozumieć, kim stała się po przemianie. Do Edwarda, który po raz pierwszy może uwierzyć, że naprawdę dostał wieczność, o jakiej bał się marzyć. Do Renesmee, która rośnie szybciej, niż ktokolwiek jest gotowy przyznać, i coraz wyraźniej dostrzega, że jej miejsce nie jest tak oczywiste, jak chcieliby jej bliscy.
„Przesilenie” rozpoczyna się tam, gdzie skończyło się „Przed świtem”.
Po odejściu Volturi.
Po szczęśliwym zakończeniu.
W chwili, gdy wieczność przestaje być marzeniem, a staje się życiem.
Wkrótce.