Nie mam pojęcia, jak się zaczyna posty po takim czasie, ale... Wróciłam. Nie do starych powieści, zbyt wiele się wydarzyło w moim życiu, bym mogła od tak usiąść i je pisać.
Od dłuższego czasu (jakieś pół roku) pracuję nad nowym tekstem i dziś jest ten dzień, w którym postanowiłam go opublikować. „God bless this mess” brzmi znajomo? Bo takie jest. To historia Mateusza z „God bless America” tylko napisana całkowicie od nowa. Nie musicie się martwić o publikacje, mam już połowę tekstu na dysku. Wrzucam, bo czuję potrzebę podzielenia się tym ze światem i zebrania feedbacku.
Nie będę ukrywać, że spala mnie ten tekst całkowicie. Poświęcam mu naprawdę wiele czasu, ale jeśli coś jest nie tak, dawajcie znać.
Czekam na Wasze opinie, obojętnie jakie by one nie były.
Publikacje planuję raz na tydzień (lub minimum trzy w miesiącu).
Trzymajcie się.