Skąd tamten post?
Wczoraj miałam udar.
Może nie stricte udar udar a tzw mikro udar
Przejściowe niedokrwienie mózgu, spowodowane zwężeniem naczyń krwionośnych.
Moim jedynym widocznym objawem była afazja (niezdolność mowy, ja byłam świadoma, wiedziałam co chcę powiedzieć ale nie potrafiłam, mimo że pisanie nie sprawiało mi problemu), nie straciłam wzroku, nie miałam porażenia mięśni twarzy ani utraty czucia w ręce. Tych wszystkich typowych objawów tylko i wyłącznie afazję, która wyglądała jak atak lękowy.
Nikt nie słuchał, lekarz mówiła że to zwykła panika i że mam mówić normalnie bo to sor i są ludzie, którzy naprawdę potrzebują pomocy.
Dwie godziny od incydentu czekałam ma rezonans, bo wcześniej załatwiano mi konsultacje psychiatryczne (w dokumentch ma CHAD więc na pewno niepoczytalna you know).
Kłócić się z lekarką o DWI nie potrafiąc mówić nie jest łatwe, tak samo jak prosić pielęgniarki o telefon do rodziców.
Szczęśliwie ja miałam tylko TIA (czyli właśnie mikro udar spowodowany przejściowym niedokrwienie mózgu), według rezonansu nie będę mieć trwałych problemów. Podano mi leki i afazja zniknęła, znowu jestem w stanie mówić ale jestem wściekła.
Przyjechałam na SOR z innego powodu, bo coś mi nie pasowało.
Uczucie ciężkiej głowy, bycia na granicy świadomości nie jest dla mnje normą. Przyjechałam taksówką do szpitala innego niż zwykle.
Nie skojarzyłam wtedy (teraz po fakcie już wiem) że to wszystko oraz nagłe mrowienie w kończynach i gorszy wzrok na lewe oko tego dnia były początkiem incydentu który zaczął się w gabinecie pielęgniarek.
Nikt nie wierzył. Mówili mi że to atak lękowy, jedynie jedna pielęgniarka się przejęła i przeprowadziła badanie siły mięśni, które przeprowadza się przy podejrzeniu udaru.
Naprawdę, to że dla kogoś jąkanie się, zimne palce lub osłabienie jest normalne... to okej. Ale jeśli dla was nie jest, to nie dajcie sobie wmówić że jest.