4. Druga strona medalu

15 2 2
                                        

Gdy tylko odwróciła swój wzrok od nad wyraz promiennej, twarzy staruszki, która jednak i tak w jakiś niezrozumiały dla niej sposób była przesiąknięta smutkiem i goryczą, dostrzegła średnich rozmiarów, obitą zielonym materiałem książkę. Na pierwszy rzut oka wydawała się ona bardzo stara. Nie miała żadnego tytułu, ani autora. Jedynym co ją charakteryzowało było piękne, złote zdobienie, w kształcie zawiniętych gałązek wierzby.

Starsza pani odchrząknęła, co automatycznie skierowało wzrok Clarie z powrotem na nią.

- Chciałam się zapytać jak ci się tu mieszka? - zapytała. Dziwnym był fakt, iż stała się ona nagle miłym typem osoby, a przynajmniej takie starała się sprawiać wrażenie. A może to był wcześniej zaplanowany ruch?

- Dobrze, jest miło i przytulnie - odpowiedziała lekko zmieszana całą sytuacją. Spodziewała się co najmniej przytyku do jej stylu bycia, a tu miłe zaskoczenie. Dziwne -  pomyślała.

- Cieszę się, że ci się podoba. Tak się zastanawiałam... - zawahała się - Pewnie pomyślisz, że jestem wścibska, jak zresztą wszyscy w tym mieście, ale od rana nurtuje mnie jedno pytanie. Czy ten młody kawaler, który przyszedł tu dziś rano - znów przerwała na chwilę - to twój narzeczony? - zanim jej rozmówczyni zdążyła coś powiedzieć, pośpiesznie dodała - pasujecie do siebie - uśmiechnęła się.

- Nie! - wręcz krzyknęła - Nigdy w życiu, to tylko znajomy. Poza tym rozmawialiśmy może ze dwa razy.

- Dobrze, dobrze, nie będę drążyć - siwowłosa puściła jej oczko, po czym nalała dziewczynie do filiżanki, trochę herbaty z dzbanka. Clari z chęcią się jej napiła. - przypomina on trochę mojego męża -  wymamrotała z melancholią w głosie.

Clarie chcąc wybadać sytuację postanowiła zadać pytanie, które być może będzie miało duży wpływ na jej przyszłość, a może nawet i życie.

- A co się z nim stało? Nigdy go tu nie widziałam.

- Ciężko mi o tym mówić, ale wolę żebyś najpierw poznała moją wersję, i zarazem jedyną prawdziwą, zanim usłyszysz tę ludzi. Z drugiej strony jestem zdziwiona faktem, że jeszcze nikt ci o tym nie powiedział, w szczególności ta plotkara z herbaciarni. Ale cóż, wracając do tematu. Pewnego dnia mój mąż wyszedł wraz z naszą córką na spacer. Mieli oni po drodze wejść do jednej ze starych kamienic, aby... - tu nagle urwała zdanie - Do końca nie wiadomo co się wydarzylo, ale gdy długo nie wracali postanowiłam ich tam poszukać.
W chwili, w której już prawie byłam na miejscu, usłyszałam strzał. Przyspieszyłam kroku. To, co ujrzałam, jest i będzie przed moimi oczami chyba każdej nocy. Gdy weszłam do środka dostrzegłam mojego męża, leżącego na szarej zimnej posadzce. Sprawdziłam mu puls ale... było już za późno. Po wszystkim zadzwoniłam na policję i potem nic nie pamiętam. Moim najbliższym wspomnieniem tych wydarzeń był dzień, w którym obudziłam się w szpitalu. Powiedziałam wtedy policji, że moja córka też tam była, ale oni nic z tym nie zrobili - powiedziała staruszka ze łzami w oczach.

- Bardzo mi przykro - skomentowała Clarie. Jedynym, co ją zastanawiało, to gdzie to szaleństwo, z którego tak słynęła? Wydawała się zwykłą osobą, którą los potraktował ze szczególnym okrucieństwem.

Mery wzięła do ręki książkę, która nadal leżała na stoliku przy sofie i otworzyła na pierwszej stronie. Z jej ust wydobyło się smutne i pełne żalu westchnięcie.

Widniało na niej czarno - białe zdjęcie przedstawiające dwójkę ludzi podczas ceremonii zaślubin. Było to chyba bardzo dawno patrząc na styl sukni panny młodej, która na pewno nie należała do ostatnich krzyków mody.

Po chwili starsza pani powiedziała:

- To ja z moim mężem.

Dziewczyna uśmiechnęła się i dalej oglądały kolejne zdjęcia.

Casa Forestale Opowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz