cz. II Rozdział 18

13.4K 488 58
                                    


ROZDZIAŁ 18

Zander

Zakochiwanie się w niej przypominało skok ze spadochronem. I w jednym i drugim przypadku miałem kontrolę tylko do pewnego momentu, a później oddawałem swoje życie w ręce przypadku. Ewentualnie mogłem się modlić, że jakoś to przeżyję.

Zbliżyłem się do Lei świadomie i z pełną premedytacją zacząłem się z nią spotykać, początkowo tylko na seks. Jednak dobrze wiedziałem, że na długo sama jej fizyczna bliskość mi nie wystarczy. Chciałem mieć ją całą. I od tego momentu nie miałem już kompletnie na nic wpływu, tylko wtedy jeszcze nie chciałem się sam przed sobą do tego przyznać.

I może przeżyłem ten skok, ale momentami sam się, kurwa, nie poznawałem.

Jak inaczej wytłumaczyć to, że stałem na wprost drzwi mojej małej Rhodes i nie wtargnąłem do jej mieszkania? Cackałem się z nią, jak z jebanym jajkiem, obawiając się, że gdy zbyt mocno ją przycisnę, to pęknie. A była przeze mnie już wystarczająco popękana i nie chciałem, żeby się rozleciała.

– Powinieneś iść – wydusiła po chwili, nawet w najmniejszym stopniu nie odnosząc się do tego, co chwilę wcześniej powiedziałem.

Nieustannie patrzyłem jej w oczy i wiedziałem... Zwyczajnie wiedziałem, że gdybym zacisnął w tym właśnie momencie palce na jej karku i zmiażdżył wargi pocałunkiem, nie odepchnęłaby mnie. Znałem ją lepiej niż by chciała. Widziałem jej oczy i to jak oblizywała usta, wodząc wzrokiem po mojej twarzy. Nie potrafiła się skoncentrować i nie winiłem jej za to, jeżeli pragnęła mnie w podobnej mierze, jak ja jej.

– Powinienem zrobić coś zupełnie innego – wyznałem półgłosem, zerkając na jej rozchylone usta.

– Naprawdę, Zander... Powinieneś już iść.

Nie wiedziałem, czy bardziej próbowała przekonać do tego mnie, czy samą siebie.

– Wiesz co powinienem zrobić? – zagadnąłem, nie dając jej czasu na odpowiedź. – Powinienem pchnąć cię na ścianę i pocałować, pieszcząc każdy fragment twojego ciała. Powinienem ci przypomnieć, dlaczego było nam ze sobą tak kurewsko dobrze, ale poczekam – niemal niezauważalnie się wycofałem. – Poczekam, aż w końcu sama do mnie przyjdziesz, i dlatego, bo wiem, że warto na ciebie czekać, Aniołku.

Kilka sekund później z płytkim oddechem zamknęła drzwi, a ja jeszcze chwilę stałem i wpatrywałem się w miejsce, w którym ona wcześniej stała. I nie łudziłem się, że zmieni zdanie i nagle rzuci mi się na szyję. Wiedziałem, że nie zmieni zdania, choć widziałem również, że nie przyszło jej to łatwo. Walczyła, cholernie mocno walczyła i tą zawziętością imponowała mi jeszcze bardziej.

Głośno westchnąłem, obróciłem się na pięcie i poszedłem do windy, którą następnie zjechałem na dół. Przed budynkiem cały czas czekał na mnie samochód, a gdy zająłem miejsce, Benjamin spuścił szybę, zerkając na mnie w tylnym lusterku.

– Gdzie jedziemy teraz?

Przymknąłem powieki i odchyliłem głowę do tyłu, starając się zebrać myśli. Jedyne miejsce, w którym aktualnie faktycznie chciałem się znaleźć, było poza moim zasięgiem.

Prychnąłem pod nosem.

Coś w końcu było dla mnie wyzwaniem, ale nie dlatego chciałem Lei. Chciałem jej, bo gdy byłem z nią, nikt inny się nie liczył. Nie istniały inne kobiety i nawet inni ludzie średnio mnie wtedy interesowali. I nie chodziło tylko o zajebisty seks. Chodziło o to jaką Lea była osobą, i że przez te wszystkie lata, tak naprawdę liczyła się tylko ona.

EVERYTHING I WANT / ZOSTANIE WYDANEOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz