3 miesiące później...
Corey
Tristan był osobą, której potrzebowałem w swoim życiu. Utwierdzałem się w tym każdego dnia. Było w nim coś, co rozbrajało mnie całkowicie. Z każdym tygodniem jego serce topniało odrobinę bardziej, a ja mogłem obserwować, jak jego ostrożność i dystans ustępują miejsca czułości, której wcześniej tak bardzo w nim brakowało. Otwierał się przede mną, stawał się bardziej dostępny, nie tylko fizycznie, ale i emocjonalnie.
Z czasem nauczyliśmy się rozumieć bez słów. Wiedziałem, kiedy miał gorszy dzień, zanim jeszcze zdążył to przyznać. On też wiedział, kiedy potrzebowałem jego obecności, nawet jeśli niczego nie mówiłem. Był blisko, kiedy tego potrzebowałem, a ja starałem się być tym samym dla niego. Spędzaliśmy razem niemal każdą wolną chwilę.
Tristan coraz częściej pojawiał się na moich treningach, występach i zawodach. Kiedy tylko zerkałem na trybuny i widziałem go tam – w kurtce, z kubkiem kawy w dłoni i lekkim uśmiechem na ustach – wszystko wydawało się prostsze. Miło było wiedzieć, że ktoś naprawdę we mnie wierzy.
Ale mimo całego tego spokoju i bliskości, mimo tego, że nasza relacja dojrzewała, był jeden problem, który coraz trudniej było ignorować.
Powoli zaczynało męczyć mnie to, że Tristan wciąż nie porozmawiał z rodzicami. Że wciąż trzymał część siebie w ukryciu, jakby nasz związek był czymś, co trzeba zachować w tajemnicy.
W Nowy Rok mówił, że nie chce się już bać. Że to będzie jego czas, nasz czas – bez lęku, bez udawania, bez chowania się za wymówkami. Wtedy mu uwierzyłem. W jego głosie było coś tak szczerego, że nawet przez chwilę nie miałem wątpliwości, że naprawdę zamierza to zrobić. Ale mijały kolejne dni, potem tygodnie, a rozmowy z rodzicami wciąż nie było.
Tristan miał w sobie tę skłonność do nadmiernego analizowania, do odkładania ważnych rzeczy na „lepszy moment", który nigdy nie nadchodził.
Nie wymagałem przecież, żeby od razu siadł do stołu z całym rodzeństwem i ogłosił im, że ma chłopaka. Wystarczyłaby rozmowa z rodzicami – spokojna, szczera. Jedna taka rozmowa, po której może odetchnąłby z ulgą, a ja przestałbym czuć się jak ktoś, kogo trzeba ukrywać.
Nie wiedziałem już, co o tym wszystkim myśleć. Moje myśli krążyły w kółko, szukając wytłumaczenia, które byłoby łatwiejsze do przyjęcia. Czekałem. Naprawdę czekałem. Ale z każdym dniem coraz trudniej było mi udawać, że wszystko jest w porządku. Bo czas mijał, a on wciąż unikał tematu.
Tristan siedział w salonie, kiedy wyszedłem spod prysznica. Rzucił na mnie okiem, ale szybko obrócił głowę z powrotem w stronę telewizora.
Poszedłem do swojego pokoju, żeby odłożyć ubrania i usiadłem na łóżku, po czym przetarłem twarz. Zacząłem się też zastanawiać, czy nie spędzić nocy w swoim pokoju, żeby mieć trochę przestrzeni i odetchnąć, a jednocześnie przemyśleć to i poukładać sobie wszystko w głowie.
Kilka razy pytałem go o rodziców, i czy z nimi porozmawia. Za każdym razem odpowiadał wymijająco, a ja udawałem, że to wystarczy. W końcu przestałem pytać. Nie chciałem go naciskać ani sprawiać, żeby czuł się przy mnie pod presją. Wiedziałem, że takie rzeczy wymagają czasu. Że to on musi sam poczuć, że jest gotowy.
Ale z drugiej strony... miałem wrażenie, że im dłużej o tym milczymy, tym większy staje się między nami mur. Czasem, gdy patrzyłem, jak rozmawia z rodzicami przez telefon, śmieje się z siostrą czy umawia z bratem, czułem ukłucie w środku. Nie z zazdrości – bardziej ze smutku, że w tym wszystkim nie ma dla mnie miejsca.
CZYTASZ
Melting for love #3 | NOWA WERSJA
RomansaTristan Hargrove zawsze prowadził życie bezpieczne i przewidywalne, które dla innych wydaje się praktycznie idealne. Młody i ambitny student, pochodzący z dobrej rodziny i jeżdżący ładnym samochodem, ale pod tą pozornie idealną powierzchnią kryje si...
