15.

27 2 104
                                        

Lily

Dopiero po chwili poczułam, że zaczęły cierpnąć mi nogi. Ludzie dalej tańczyli i śpiewali do następnej już piosenki, albo drugiej następnej. Nie miałam pojęcia, bo w mojej głowie dalej grał głos Katy Perry. Straciłam dziwnie rachubę czasu i naprawdę nie miałam pojęcia, co działo się w moim umyśle przez ostatnie chwile.

Potrząsnęłam głową i powoli się podniosłam. Po nogach przeszedł mi dreszcz, bo nagle zrobiło mi się zimno. Poza Felixem przy sprzęcie nie widziałam żadnej znajomej twarzy, więc postanowiłam ich poszukać.

Wyszłam na zewnątrz, gdzie zobaczyłam Sophie siedzącą na jednym z leżaków. Wpatrywała się rozmarzonym wzrokiem w gwiazdy i była pewnie w swoim świecie, więc postanowiłam jej nie wybudzać. Coś czuje, że przyczyna tych snów na jawie miała imię zaczynające się na D, a kończące na ominic, ale zapytam o to potem, kiedy będziemy wracać już do domu. Czułam dziwną chęć, żeby już w tym momencie znaleźć się z powrotem w jej pokoju. Było tam tak spokojnie.

Nagle pojawiła się Diana, przeszła obok mnie przez drzwi balkonowe, następnie gestem głowy zaprosiła mnie z powrotem do środka.

Dziewczyna miała w sobie coś przyciągającego i peszącego jednocześnie. Była chodzącą pewnością siebie – przynajmniej tak mogłam powiedzieć nie znając jej dobrze, będąc tylko obserwatorem z boku. Mogła w sumie udawać, ale robiła to bardzo dobrze. Zastanawiałam się, czy kiedyś się bała, bo nie umiem sobie tego na ten moment wyobrazić. Waliła prosto z mostu, nie przebiera w słowach – to mogło być trochę w sumie peszące, jeśli ktoś nie jest do tego przyzwyczajony.

- Napijesz się z koleżanką z pracy? Podniosła do góry jedną brew.

Pokiwałam głową i ruszyłam za nią, podśpiewując pod nosem piosenkę Ushera, którą Felix właśnie zmixował. Ta impreza różniła się od tych, na których bywałam w liceum. Na pewno największą różnicą było to, że na tej chciałam być. Czułam się pewniej, przyjemniej, bardziej chciana. Nikt mnie do niej nie zmuszał. Gdybym powiedziała Dominicowi, że nie chcę iść, na pewno by mnie zrozumiał i nie byłoby problemu.

W liceum tak nie było, chociaż to po części było też z mojej winy. Byłam po prostu słaba. Gdybym chciała, już wcześniej zrezygnowałabym z tego toksycznego towarzystwa. Brzydziłam się tym, jak bardzo bałam się ludziom odmawiać, tym, jak bardzo chciałam im wszystkim dogodzić. Być na każde skinienie. Czemu? Jakie był tego cel? Żeby zachować bezpieczną, wysoką pozycję w szkole? Żeby znowu zostać przewodniczącą klasy? Nie, niestety nie. Chciałabym, żeby to było tylko to.

Diana postawiła przede mną kubeczek z piwem, po czym sama wzięła sobie jeden. Stanęłyśmy obok siebie przy blacie, skanując wzrokiem ludzi na parkiecie w ciszy.

Do pomieszczenia wszedł Lucas z Adamem, za nim Dominic z Bruno i paru innych gości, których nie znałam. Siedli przy kuchennej wyspie na wysokich stołkach, które były zapewnie zrobione na zamówienie, by pasowały do blatu. Cokolwiek można powiedzieć o macosze Doma, to gust do wystroju wnętrz ma zniewalający.

Lucas siadł naprzeciwko nas, lekko się do nas uśmiechnął i podniósł do góry butelkę korony. Odwzajemniłyśmy gest.

- Zawsze zmienia się atmosfera, jak Lucas jest w pomieszczeniu?

- Też to zauważyłaś? Odpowiedziała Diana, obserwując chłopaka naprzeciwko.

- Ale wiesz, on nawet w sumie nic nie robi, żeby tak było. Powiedział mi kiedyś nawet, że tego nie lubi. Ale taki już jest. Dodała Diana po chwili.

- Może jakby zaczął ubierać się jak stereotypowy nerd... zaczęłam, ale Diana mi przerwała.

- Nie przejdzie. W mundurku szkolnym tez wyglądał świetnie.

To już koniec opublikowanych części.

⏰ Ostatnio Aktualizowane: Jun 28, 2025 ⏰

Dodaj to dzieło do Biblioteki, aby dostawać powiadomienia o nowych częściach!

Teenage DreamOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz