14.

38 2 104
                                        

Lily 

- Uważaj na siebie! krzyknęła z kuchni ciocia, siedząc już w swoim satynowym szlafroku.

- Będę. Jak na złość trampki nie chciały wejść mi na stopę. Sapnęłam zdenerwowana i poluzowałam bardziej sznurowadła.

- Ja nie żartuje. To środek lasu, jak zjedzą cię wilki twoją matka wypruje mi flaki. O ile ja sama sobie ich wtedy nie wypruje.

- Zrozumiałam ciociu. Możesz spać spokojnie. Założyłam w końcu drugiego buta na nogę, wstając zadowolona. Włożyłam torbę z rzeczami do spania na ramię i wyszłam na zewnątrz, zanim Emily zdąży dać mi kolejne kazanie. Czułam na skórze chłodny wiatr, bo zbliżał się wieczór. 

Szłam powolnym krokiem w stronę szopki, by zabrać z niej rower. Niedługo muszę być pod domem Sophie, skąd Dom ma nas zabrać na tą całą posiadówkę. Nie za bardzo miałam dzisiaj na nią ochotę, ale dziewczyna była tak podekscytowana, że nie dałaby mi zostać w domu. Poza tym, spędza coraz więcej czasu z Domem. Wygląda na to, że serio zaczynają się lubić. Chę ich dzisiaj trochę poobserwować.

Moje dwa koła zaczęły jechać w końcu po twardym chodniku, prowadzącego przez turystyczną część miasteczka. Przez to, że był weekend, dalej kręciło się po niej sporo ludzi.

nienawidziłam jeździć na rowerze, ale nie chciało mi się iść na piechotę. Nie mam tu ze sobą samochodu, a nie chcę pożyczać go od cioci - potrzebuje go do pracy, a nie chce być za bardzo zależna od jej grafiku.

Musiałam go trochę przetrzeć, bo całkiem zarósł kurzem. Nie pamiętam, czy kiedykolwiek na nim jeździła. Moja mama przywiozła go do Emily, kiedy sama kupiła sobie nowy. Jasno niebieska farba zaczęła powoli odchodzić w kilku miejscach, rdza pokryła już lekko metalowe rurki przy kierownicy. Dopóki jeździł, to będę go używać.

Poprawiłam torbę z rzeczami w koszyku, bo zaczęła zsuwać się na jedną stronę i ciążyć. Mocowałam się z nią dobrych parę chwil, patrząc to na plecak, to na drogę, żeby w kogoś nie wjechać. Zdenerwowana stanęłam w końcu pod ogrodzeniem Snake'a. wyciągnęłam ją całkiem z koszyka i włożyłam ponownie. Zza ogrodzenia doszedł do mnie duży gwar, zapewne przez tłumy, które dzisiaj przyszły świętować weekend. dziękowałam Bogu, że mam dzisiaj wolne. Spojrzałam przed siebie, gdzie przez wyjście z barowego ogródka miałam widok na jeden ze stolików pod parasolem. Lucas siedział na jednej z ławek, rozkładając obie ręce na całym oparciu. Po drugiej stronie stołu siedział Dom z Adamem, przy nich stała Diana, która zmieniła już ubrania, zapewne kończąc zmianę. Ciekawe, czy będzie u Doma. Śmiali się tak bardzo, że dziewczyna zgięła się wpół, łapiąc się ławki. Lucas pokazał swoje proste zęby, szczerząc się od ucha do ucha, lampki odbijały się w jego ciemnych oczach. Wyglądał ładnie, aż uśmiechnęłam się mimowolnie.

Potrząsnęłam głową, ruszając w końcu pedałem i wprawiłam rower w ruch. Nie miałam czasu im się przyglądać, zaraz spóźnię się do Sophie, a obiecałam jej, że będę wcześniej. Dom jednak dalej siedział w barze z resztą, więc chyba nie spieszyło mu się aż tak bardzo.

Wyglądał jednak już na ogarniętego, bo miał na sobie jakąś szerszą koszulę. Zwykle chodzi w bluzach, więc raczej z baru jedzie prosto do domu blondynki.

Podjechałam w końcu pod furtkę, dzwoniąc dzwonkiem. Na dworze zrobiło się już prawie czarno.

Drzwi natychmiast ustąpiły, a przeszłam przez nie, kierując się w stronę boku domu, by zostawić tam rower. Nie chcę zostawiać go w pobliżu drzwi wejściowych, by przeszkadzał.

wróciłam pod drzwi frontowe, zdążyłam zapukać w nie dwa razy, a one otwarły się z hukiem, ukazując mi zziajaną Sophie. Złapała mnie za rękę i bez przywitania wciągnęła do środka. Zdjęłam buty jedną ręką, bo za drugą dziewczyna dalej mnie trzymała. Jej rodziców znowu nie było w domu. Zaczynam się zastanawiać, czy w ogóle w nim bywają.

Teenage DreamOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz