12

7 1 1
                                        

– Wiem, że to jest okazja, jakiej więcej nie będę miała i nie powinnam odmawiać.
– A więc o co chodzi? – Psycholożka Katie spojrzała na nią ze zmarszczonymi brwiami. Dziewczyna wzięła głęboki wdech, a odpowiedź wyleciała z jej ust jak pocisk z pistoletu.
– Boję się. Boję się, że to zmieni wszystko, a ja nie jestem gotowa zmienić wszystkiego. Dopiero co leżałam w łóżku całe dnie i czułam się okropnie, a teraz nagle mam chłopaka, moja mama się cieszy, ja nie umieram, i jeszcze w dodatku mam to wszystko wzmocnić i zapomnieć o tym, co było wcześniej? A co jeśli to życie po leczeniu wcale mi się nie spodoba? Co jeśli wracanie do normalności będzie dużo, dużo gorsze niż bycie chorym?
– Katie – kobieta westchnęła, uśmiechając się uspokajająco. – To w porządku, że się boisz. To będzie nowa rzecz dla ciebie. Wszystkie nowe rzeczy na początku wydają się być straszne. Ale to jest twoja szansa. Nie porzucaj jej tylko dlatego, że czujesz strach. Dobrze?
– Spróbuję – nastolatka przytaknęła po chwili ciszy, rozważając jej słowa.
– Rób albo nie rób, Katie. Nie ma próbowania.

Właśnie tę rozmowę wspominała chora dziewczyna, jadąc na leczenie. Czy słowa kobiety pomogły jej poradzić sobie z lękiem?

Nie.

Ale pomogły jej zdecydować. Jej terapeutka miała rację. Tutaj nie było próbowania – Katie albo zajmie się życiem, albo zajmie się umieraniem. Nie ma drogi pomiędzy. I pomimo chaosu, który miała w swojej głowie odkąd ekscytacja po ostatnich badaniach opadła, wybrała, że chce żyć. Robiła to w jakimś stopniu dla siebie, ale w dużo większej mierze chciała to zrobić dla swoich bliskich. Widziała, jak bardzo cieszą się tym, że jest jej lepiej i jak bardzo ekscytują się myślą, że może być zdrowa. Chciała żyć dla nich, dla tych, którzy ją tak bardzo chcieli w swoim życiu i wspierali w jej. Chciała im pokazać, że warto było w nią wierzyć. I przede wszystkim nie chciała ich rozczarować i zasmucić odwołaniem leczenia.

Właśnie dlatego teraz jechała ze swoją mamą samochodem, ściskając w dłoniach swoją torbę, spakowaną na dłuższy pobyt w szpitalu. Między kobietami panowała napięta cisza. Katie była zestresowana tym, co ją czeka, natomiast jej mama była po prostu zmęczona, i nie była w stanie nawet pocieszyć córki. Wyglądało na to, że nastolatka będzie musiała ogarnąć to sama.

Parę minut później zaparkowały na swoim stałym miejscu, i już miały wychodzić z samochodu, kiedy telefon Katie zadzwonił tak głośno, że dziewczyna aż podskoczyła zaskoczona. Na jej wyświetlaczu wyświetlało się “Emma”.

– Um, to pewnie nic ważnego, daj mi sekundę.

Starsza Turner skinęła głową i wysiadła z auta, aby dać córce trochę prywatności.

– Emma? Hej.
– Hej Katie! – Odezwał się głos z urządzenia. – Wczoraj spotkałam Louisa, mówił mi o twoim leczeniu. Jak się czujesz?

Nastolatce zrobiło się cieplej na sercu.

– Trochę zestresowana, ale po za tym okay.
– A więc jesteś gotowa?

Katie przypomniała sobie słowa swojej terapeutki jeszcze raz. Rób albo nie rób – powtórzyła w swojej głowie, zanim dała twierdzącą odpowiedź Emmie.

– Super. Jak tylko będzie można cię odwiedzić przyjedziemy z Louisem.
– Nie mogę się doczekać.
– Okay. W takim razie… do zobaczenia?
– Do zobaczenia.

I właśnie tak Katie znalazła w sobie nowe pokłady siły i motywacji, aby wyjść z auta i wejść do szpitala tak, jakby to miał być jej ostatni raz.

Módlmy się, aby był.

+++++++++++++++++++++++++++++++

Kiedy Katie witała się z Louisem i swoją mamą zaraz po wyjściu ze szpitala, myślała, że najgorsze jest już za nią. W końcu przeżyła cały proces leczenia i chociaż mocno ją to osłabiło, to i tak nie czuła się jakoś paskudnie. W dodatku przepełniała ją radość, że dwie najbliższe jej osoby odebrały ją z kwiatami i czekoladkami.

Minął jednak tydzień, a stan dziewczyny nagle zaczął się pogarszać. Sama nie wiedziała kiedy zaczęła być tak bardzo słaba, że prawie przestała wychodzić z łóżka. Ale zauważyła za to kiedy dokładnie zaczęło jej wypadać więcej włosów, kiedy wymiotowała, kiedy miała dreszcze i gorączkę. Jej mama też zauważyła i chociaż była przerażona, cały czas kręciła się przy dziewczynie pocieszając ją, że jej przejdzie, że to normalne. Czy faktycznie tak było, czy to było “normalne”? Nie wiedziała, ale nawet nie chciała myśleć, że jest inaczej. Louis przychodził codziennie i pomagał jej opiekować się dziewczyną, ale widać było, że też się martwi i jest zmęczony. Przecież miało być dobrze. Przecież miała wyzdrowieć. Co jest nie tak? Co się dzieje? – pytali sami siebie, ale nigdy nie na głos. Nie chcieli jeszcze bardziej dobijać nastolatki, która znowu zaczęła czuć, że jest bliska śmierci. Starała się myśleć o czymś innym, przypominać sobie dźwięk fal i promienie słońca na twarzy. Albo wieczór w parku z Louisem. Albo to, jak na siebie wpadli, lub jak umówili się pierwszy raz. Jednak ciągle wracało do niej jedno zdanie “nie ma próbowania”. A jednak, było. Próbowanie było wszystkim, co robiła aktualnie. Próbowała nie wymiotować, próbowała nie zwariować, próbowała nie spać cały czas, próbowała po prostu żyć. I zasada “rób albo nie rób” wcale nie miała tutaj żadnych praw bytu, bo tutaj nie było opcji “rób”. Nie miała na nią siły.

Nie mogła dłużej powstrzymywać płaczu. Nie chciała umierać. Tak bardzo nie chciała. Tak bardzo chciała robić, być, żyć. Dlaczego nie mogła? Dlaczego po prostu nie była zdrowa? Czy ona prosiła o zbyt dużo?

– Hej, co się dzieje? – Zapytał cicho Louis, który pojawił się znikąd zaraz przed jej łóżkiem. Kucnął, a jego twarz znalazła się bardzo blisko jej. Pogłaskał ją po włosach, kiedy ona starała się szybko otrzeć łzy ze swoich policzków.
– Co jeśli nie wyzdrowieję?

Chłopak wstrzymał oddech na to pytanie. Co miał jej odpowiedzieć? Nie chciał nawet rozważać takiej opcji, a jej pytanie sprawiło, że w jego głowie pojawiły się same depresyjne obrazy.

– Wyzdrowiejesz – zapewnił. – Na pewno. Zobaczysz.
– A jeśli nie? – Powtórzyła.
– Nie ma takiej opcji, że nie. Twoje życie dopiero się zaczyna, okay?

Przez chwilę zapadła między nimi cisza. Czy było coś więcej do dodania? Jakieś lepsze pocieszenie, słowa otuchy? Chyba nie. Ale były jeszcze lody i Louis miał zamiar wykorzystać tę opcję.

Skończyło się na tym, że minęły dwie godziny, a oni leżeli koło siebie (łóżko Katie ledwo wytrzymywało ich ciężar, ale tak jak swoja właścicielka, postanowiło walczyć do końca) i jedli lody, co jakiś czas zaczynając jakiś temat. Louis opowiadał Katie jak jego rodzina jej kibicuje, oraz, że jego brat narysował dla niej laurkę i obiecał, że da jej gdy następny raz ją zobaczy. Katie natomiast modliła się, aby nie było to na jej pogrzebie, i słuchała tej historii wzruszona. Na prawdę chciała zobaczyć tę laurkę.

– Co byś chciał studiować? – Zapytała w pewnym momencie, zmieniając temat na coś bardziej neutralnego.
– Sam jeszcze nie wiem, ale myślałem o czymś związanym z matematyką. A ty?
– Dziennikarstwo brzmi dobrze. Albo może… weterynaria?
– Zastanawiasz się między dziennikarstwem a weterynarią? – Zapytał rozbawiony. Uśmiechnęła się mimowolnie. Okay, faktycznie, może to były dwie przeciwne strony bieguna, ale hej! Dlaczego miała wybierać między uroczymi pieskami a pisaniem dramatycznych artykułów, które przyciągają uwagę?

Dobrze, może faktycznie powinna wybrać pieski.

– Zostaniesz na noc? – Poprosiła, przytulając go. Poczuł nieprzyjemny ścisk w sercu, kiedy zdał sobie sprawę, jak słabo to zrobiła. Przez chwilę wizja jego własnego łóżka wydała mu się kusząca, w końcu był tak bardzo zmęczony od kilku dni. Ale jednocześnie myśl, że jego dziewczyna może przestać oddychać w nocy całkowicie spędzała mu sen z powiek. Wiedział, że nawet jeśli wróci do siebie, nie zaśnie.

– Oczywiście, że zostanę.

To już koniec opublikowanych części.

⏰ Ostatnio Aktualizowane: Aug 19, 2025 ⏰

Dodaj to dzieło do Biblioteki, aby dostawać powiadomienia o nowych częściach!

Bukiet stokrotek Opowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz