Byłam już na ostatnim schodku, gdy usłyszałam przeszywający klatkę schodową grzmot, który trwał w zasadzie dłuższą chwilę. Bucky, idący przede mną zdążył tylko otworzyć drzwi, nawet nie wyszedł na zewnątrz a kurtyna deszczu pojawiła się tuż przed nim. Oczywiście, że nie sprawdziliśmy pogody, oczywiście, że musieliśmy akurat dzisiaj wybrać się na romantyczny spacer.
- chyba z naszych planów nici - powiedział mój chłopak zbliżając się do mnie, górowałam nad nim dalej stojąc na schodach ale mimo wszystko udało mu się złożyć na moim czole czuły pocałunek.
- Czyli co, następnym razem? - spytałam, chociaż w moim głosie zapewne słyszalny był żal, bo cholera, jak mogłabym nie żałować skoro nie widzieliśmy się od tygodni, a ta randka miała była pierwszą po dłuższym czasie. Zarówno ja jak i on byliśmy zawaleni robotą przez ostatnich parę dni, więc nie było mowy o spotkaniach, a dodatkowo wszystko utrudniał fakt, że mieszkaliśmy na dwóch różnych końcach miasta.
Bucky musiał jednak zauważyć moją zawiedzioną mine, bo uśmiechnął się zachęcająco i wymijając mnie na schodach, złapał mnie za rękę ciągnąc za sobą.
- co robisz? - byłam trochę zdezorientowana, ale wiedziałam, że wpadł na jeden ze swoich "genialnych" pomysłów. Wbrew pozorom miał ich całkiem sporo, jeśli chodziło o randki, z innymi sprawami... Bywało trudniej, dalej próbował się odnaleźć w tym wszystkim, nie do końca rozumiał jakie ludzie mają teraz nastawienie do niektórych rzeczy, to co dla niego kiedyś było oczywiste.. cóż, teraz już nie jest.
- zobaczysz, mam pomysł - uśmiecha się czule, a ja wiedziałam, że nie mogłabym mu odmówić, nawet nie zamierzałam.
Wdrapaliśmy się na trzecie piętro, do mojego mieszkania i zamknęłam za nami drzwi, patrząc z zaciekawieniem w stronę ukochanego, który w ogóle nie zwlekał i od razu wziął się do pracy.
Ściągnęłam buty i płaszcz, nie spiesząc się zbytnio, w zasadzie nie miałam na co się spieszyć, więc gdy tylko ściągnęłam wierzchnią warstwę ciuchów, od razu skierowałam się do kuchni, w której już był Bucky.
W pośpiechu ściągnął buty, które niedbale rozrzucił przy wycieraczce, swoją skórzana kurtkę natomiast odłożył na krzesło obok wyspy kuchennej.
Został więc jedynie w czarnych jeansach i dopasowanej ciemnej koszulce, która była tak obcisła, że wszystkie jego mięśnie były doskonale widoczne.
Miałam wrażenie, że moje usta same wypełniły się śliną.
Oparłam się o blat patrząc na jego ręce, które od razu zabrały się za przygotowywanie posiłku.
- co robisz? - zetknęłam na jego twarz, zauważając delikatny uśmiech w kąciku jego ust.
- a co? Nie możesz się doczekać? - mimowolnie przewróciłam oczami, ale i tak się uśmiechnęłam, to niemożliwe żeby nie uśmiechnąć się w jego towarzystwie.
- powiedzmy, że mam oczekiwania - spojrzałam zalotnie i położyłam dłonie na jego biodrach przytulając go od tyłu.
- zobaczysz... Nie będziesz narzekać, a w międzyczasie mogłabyś przygotować jakiś film, co? - odwrócił się i złożył na moich ustach pocałunek kładąc dłonie na moich policzkach. Po chwili odsunęłam się czując mąkę, która miał na dłoniach. James tylko się zaśmiał i delikatnie potarł palcem mój nos. - lub planszówki, co ty na to? Wynagrodzę ci tą randkę-niewypał.
- może będzie jeszcze lepsza - tym razem to ja go całuje i odwracam się na pięcie idąc do łazienki by zmyć mąkę - ale nie myśl, że ci się upiecze! Masz szczęście, że masz ładną buzię i żadnych ubrań na zmianę! - zawołałam z korytarza, na co odpowiedział mi tylko głośny śmiech.
Wkrótce ogarnęłam się i wybrałam jakiś film, ale na wszelki wypadek naszykowałam także gry, kto wie na co wpadniemy. Z kuchni dotarł do mnie zapach pizzy, która wylądowała w piekarniku. Niedługo potem Bucky przyszedł z talerzami i szklankami z sokiem kładąc wszystko na stoliku kawowym i zajmując wygodne miejsce obok mnie na kanapie. Włączyłam film i zaczęliśmy jeść.
- pachnie świetnie - uśmiecham się biorąc swój talerz.
- dzięki, użyłem nowych perfum niedawno... - uśmiechnął się i zarobił ode mnie szturchnięcie palcem w bok, co wywołało u nas obu lekki śmiech.
Zjedzenie nie zajęło nam długo, chyba sama nie zdawałam sobie sprawy, jak bardzo byłam głodna, dopóki nie dostałam kolacji. Może deszcz wcale nie zepsuł aż tak planów?
Zajęliśmy się filmem, który, nie oszukując, okazał się do bani. Zabraliśmy się więc za planszówki. Bucky rzecz jasna próbował oszukiwać, ale przyłapałam go za każdym razem. Chyba.
- wiesz.. - zaczął w końcu - kiedyś zwykłem chodzić ze Stevem na dach pobliskiej opuszczonej fabryki, żeby grać w gry, gdy akurat nic na co był uczulony nie pyliło i w końcu mógł wyjść bez piętnastu paczek chusteczek - uśmiechnął się - do czego zmierzam.. jedyne co mieliśmy to gry które sami mogliśmy wymyślić, no i karty, rzecz jasna, teraz wszyscy mają taki wybór, a w ogóle nie cieszy ich to tak jak mnie raz na pół roku, gdy akurat mieliśmy czas i możliwość. Wytłumacz mi.. Y/N.. co stało się z ludźmi w tych czasach? Dlaczego nikt nie jest już zainteresowany po prostu wspólnym czasem? Oddałbym niemal wszystko, by znów móc z nim zagrać.. - Wiedząc, że nie spodziewa się prawdziwej odpowiedzi na to pytanie, wiedząc, że ja sama nie wiem dlaczego tak jest. Po prostu go przytulam gładząc dłonią jego włosy.
Od czasu poświęcenia się Steve'a często o nim wspominał, widziałam, że cierpi i nie rozumiałam dlaczego jego najlepszy przyjaciel postanowił go opuścić, nie rozumiem jak można było zostawić go samego. Ale wiedziałam, że Bucky pogodził się z tą decyzją, wciąż miał przecież drugiego przyjaciela, Sama, poznał też mnie, jednak nic nie wróciłoby mu czasu, który stracił ze Stevem. Dlatego to bolało mnie tak bardzo.
Chciałam coś powiedzieć, pocieszyć go, ale wiedziałam, że żadne słowa nie są w stanie zmienić tego co czuje. Więc po prostu tam byłam, byłam i dawałam mu oparcie, by poczuł się choć trochę lepiej. Ale przede wszystkim, żeby nie czuł się tak, jakby każdy go opuszczał.
Po dłuższej chwili wtulania swojej twarzy w moje ramię w końcu się wyprostował i otarł pojedynczą łzę.
- wybacz, kochanie, nie wiem co we mnie wstąpiło. Przecież to nasz dzień, nasza randka - złapał mnie za dłoń i pocałował jej wierzch- na czym my to skończyliśmy? A tak, moja kolej.. - nic nie powiedziałam, po prostu mocniej go przytuliłam czując, że wreszcie pozwala sobie na słabość i cicho płacze.
Ta randka nie była w zasadzie randką. Była najpiękniejszym momentem jaki dotychczas mnie spotkał. Bucky po latach wreszcie pozwolił sobie, by całe napięcie i bagaż doświadczeń spadł z jego barków i po prostu odpuścił. Po prostu wreszcie przyznał przed sobą, że nie jest maszyną, która chcieli z niego zrobić.
W końcu poczuł, że przy mnie może być słaby, że może wspominać bez obaw, że go ocenię.
A ja nie mogłam być bardziej wdzięczna i zakochana w tym człowieku.
