– To jakiś żart? – Nie wiedziałam, czy się śmiać, czy może płakać. Moje oczy były szeroko otwarte, a ja wciąż analizowałam to, co wydarzyło się przed chwilą...
***
W poniedziałek wstałam kilka minut przed szóstą, zaraz po zbudzeniu się. Było to do mnie niepodobne – bardzo lubiłam, zwłaszcza na wakacjach, leżeć jeszcze kilka, kilkanaście minut po tym, jak otworzyłam oczy. Było to spowodowane trzaskiem, jaki usłyszałam zza drzwi. Ubrałam więc pantofle stojące przy moim łóżku i jeszcze w piżamie, jaką w lecie były krótkie spodenki i koszulka z księżycem – postanowiłam wyjrzeć na korytarz. Zobaczyłam przez otwarte drzwi sypialni Jasmine dwie walizki, jednak oczywista myśl jeszcze do mnie nie docierała. Poczułam chłodny, poranny wiatr. Okazało się, że drzwi zewnętrzne były otwarte. Bez zastanowienia wyszłam. Ciotka miała na głowie duży kapelusz ze wzorem „zeberką" i mnie nie zauważyła, dopóki nie dotknęłam jej ramienia. Rozmawiała przez telefon. Pożegnała się słowami À bientôt!, gdy tylko się odwróciła i na mnie spojrzała.
– Co ty... robisz? – wydukałam, widząc na twarzy Jasmine zaskoczenie moją obecnością.
– O, Elena! A co mam robić? Nie widzisz? – Zaśmiała się, po czym podniosła ręce.
– Otóż widzę. Co tu się dzieje?! – Stałam się zdenerwowana. Zmarszczyłam brwi, by to pokazać ciotce. Rudowłosa kobieta dalej wyglądała, jakbym właśnie uniemożliwiła jej realizację cichej wyprowadzki.
– No jak to co, Eleno! Ile ty masz lat? Przecież jestem lepidopterologiem! Motyle do mnie nie przylecą, to ja muszę udać się tam, gdzie mieszkają... – Wypowiedziała te słowa bez okazywania jakichkolwiek emocji, jakbym przynajmniej od tygodnia była świadoma jej wyjazdu. Sęk w tym, że nie byłam – i ciekawe, kiedy bym została uświadomiona, gdybym postanowiła nie ruszać się z łóżka. I przez kogo.
– No dobrze, ale przecież mogłaś powiedzieć, że jedziesz, raz chociaż! – krzyknęłam, choć prawie nigdy dotychczas nie podnosiłam głosu na ciotkę.
– Miałaś ostatnio tyle na głowie, że nawet nie zauważyłaś... Skarbie, weź i przynieś te walizki z mojej sypialni, jak już wstałaś. – Uśmiechnęła się, ale wydawało mi się, że kompletnie nieszczerze.
– Sama je sobie przynieś! A gdzie ty w ogóle jedziesz, czy tego też nie raczysz mi powiedzieć? – Zrobiłam krok w tył, w stronę domu.
– No do Demokratycznej Republiki Konga, a gdzie, słońce?
– To jakiś żart? – Nie wiedziałam, czy się śmiać, czy może płakać. W międzyczasie, kiedy jeszcze raz analizowałam, co się właśnie wydarzyło, Jasmine udała się po walizki.
– Proszę, oto klucz... – Przerwała ciotka, gdy składałam, by jak najlepiej brzmiały, już przynajmniej kilkanaście pytań, które chciałam jej zadać. – Wracam 20 sierpnia. Pieniądze masz w kopercie w moim granatowym płaszczu. Mam nadzieję, że dobrze je wydasz: na opłaty, jedzenie... Znam cię przecież, nie sądzę, że wydasz je na imprezy. Gdy wrócę, pojedziemy do sklepu i kupię ci sukienkę, czy co tam będziesz chciała... – dodała, wyjaśniając część kwestii, jakie chciałam poruszyć.
– Ale...
– Ale mi się spieszy. – Przerwała mi ciotka. – O, prawie zapomniałam. Masz list. – Wręczyła mi do ręki kopertę. – Ode mnie. Otwórz go, gdy się uspokoisz. Znajdziesz tam wiele odpowiedzi na pytania, które cię niegdyś interesowały... Ja już muszę iść. – Zakończyła, po czym podeszła do mnie, pocałowała w policzek, a następnie włożyła walizki na tylne siedzenia i wsiadła za kierownicę. Odjechała.
– Kupię ci sukienkę... – przedrzeźniałam ją.
Co tu się właśnie wydarzyło? – myślałam. Nic nie rozumiałam. Jedzie za ocean badać motyle, a ja dowiaduję się kilka minut przed jej odjazdem. Ostatnio zauważyłam zmianę w jej zachowaniu – była do mnie mniej miła niż wcześniej, ale skąd mogłam przypuszczać, że lada dzień zamierza się udać do Afryki...
CZYTASZ
Motyle za Wodą
Mystery / ThrillerOkładka wykonana przez @CarolineWesley Elena, choć nie wiedziała wielu rzeczy o swojej rodzinie, które powinna wiedzieć, do tej pory nie przejmowała się tym. Teraz postanowiła to zmienić. Nie spodziewała się jednak, że są osoby, które nie za...
