Rozdział 1

52 11 0
                                        


- Jak to się stało, że żyjesz, Allison? - spytała mnie Lydia, prowadząc mnie do swojego pokoju. Kiedy już się w nim znajdowałyśmy to usiadłam zdezorientowana na łóżku.

- N-nie wiem - wyjąkałam. Rozglądałam się dookoła, a op chwili mój wzrok spoczął na zdjęcie w ramce, które stało na komodzie. Na fotografii znajdowała się Lydia i Stiles. Ile czasu minęło?

- Lydia, ile dni minęło od mojej śmierci? - spytałam przyjaciółki, a ta popatrzyła na mnie zdziwiona.

- Nie dni Allison, tylko lat. Minęły trzy lata - powiedziała, a mnie zatkało. Nie wiedziałam co mam powiedzieć. Dlaczego więc ożyłam dopiero po trzech latach?

- Jak to możliwe? - spytałam, patrząc na rudowłosą. 

- Nie mam pojęcia. Ale ciesz się, że idąc do mnie nie zahaczyłaś się o Łowców. - powiedziała dziewczyna, a ja spojrzałam na nią  pytającym spojrzeniem. - No tak... Dużo się zmieniło od trzech lat i dużo się wydarzyło Allison. Beacon Hills to nie te samo miasto co kiedyś. Teraz rządzą nim Łowcy, a Scott zbiera watahę, by zapobiec temu i pokazać, że istoty nadnaturalne nie są takie złe. - powiedziała.

- Woah. Rzeczywiście wiele mnie ominęło. - kiedy to powiedziałam, to zdałam sobie sprawę ze wszystkich. - Lydia, co ja mam teraz zrobić? - spytałam zbita z tropu. - Jak mam powiedzieć innym, że żyję. Mój tata, Scott... - zaczęłam i nie wiedziałam co mówić dalej.

- Coś wymyślimy. Ale musimy powiedzieć im o tym najszybciej. - stwierdziła Lydia. Miała rację. Moje myśli zaczęły krążyć wokół Scotta McCalla. Tak bardzo za nim tęsknię i tak bardzo dalej go kocham. Nagle usłyszałam dzwonek dochodzący z telefonu Lydii. Dziewczyna spojrzała na wyświetlacz telefonu i go odebrała.

- Scott? - mówiła do telefonu. - Właściwie to... Tak... Musicie do mnie przyjechać i to natychmiast - powiedziała i się rozłączyła. 

- A jeśli on... się wścieknie? - spytałam nie wiedząc co mówię. Stresowałam się spotkaniem z nim twarzą w twarz. Bałam się jego reakcji. 

- Nie wścieknie się. - powiedziała i znów mnie do siebie przytuliła. - Tak się cieszę, że jesteś - powiedziała przez łzy.  Po kilku minutach w drzwiach pokoju Lydii pojawił się Scott McCall we własnej osobie. Spojrzeliśmy na siebie. Scott przetarł z niedowierzania oczy.

- Lydia... Ja chyba na serio zwariowałem. - powiedział.

- Nie Scott. To jest Allison. Allison Argent. - powiedziała, a po moim policzku zaczęła lecieć łza.  Wstałam i rzuciłam się chłopakowi na szyję. On zatopił swoją twarz we wgłębieniu mojej szyi. Oddychał szybko i poczułam jak jego ciałem wstrząsa szloch. 

- Allison... jak? - spytał ciągle mnie mocno obejmując, jakby bał się, że jak mnie puści to rozpłynę się w powietrzu. 

- Nie wiem, ale cieszę się, że znów cię mam - powiedziałam patrząc w jego oczy. 

- Allison? - spytał bardzo dobrze znany mi głos. 

- Tata - powiedziałam  i teraz byłam w jego ramionach. 

Remember me, Scott | Scott McCallWhere stories live. Discover now