ROZDZIAŁ 1

10 1 0
                                    

Otworzyłam oczy. Oświetliło mnie białe światło lamp. Lekko skrzywiłam się z powodu bólu głowy. Wstałam i z przekąsem stwierdziłam ze znajduje się w szpitalu.

Rozejrzałam się po pomieszczeniu które było przeciętnej wielkości. Nie za duże nie za małe. Mieściły się w nim takie rzeczy jak jedna szklana szafka na antybiotyki czy inne leki i łóżko. Oprócz tego jedna wielka lampa wypalająca mój wzrok i dwa krzesła przy łóżku.

- Halo!? - Krzyknęłam nieco zażenowana tym ze muszę tu siedzieć po tym jak uratowałam komuś życie.

Nagle drzwi znajdujące się po mojej lewej, uchyliły się a w nich pojawiła się dosyć wysoka rudowłosa kobieta z łagodnymi rysami twarzy. Jak na moje oko była po 60-siątce.
- Obudziłaś się wreszcie. - Powiedziała po czym wyszła a ja zdezorientowana i w nieco złym humorze chuhnęłam w powietrze tym samym zdmuchując kosmych włosów z mojego czoła.
Po chwili jednak kobieta wróciła z mężczyzną w jak podejrzewam jej wieku.

- Dzień dobry - Uśmiechnął się promiennie.

- Dzień dobry. - Odburknąłam. Czułam się okropnie. Najpierw praca potem wypadek, a teraz? Musze się użerać w szpitalu zamiast szukać nowej pracy.

- Pani Marnie Watson? - Spytał patrząc na dokument.
Potaknęłam głową.

- Zemdlała pani z przemęczenia a do tego jeszcze stres i szok zadziałały na to jak węgiel dla ognia. Leżała pani nieprzytomna przez trzy godziny ale teraz już wszystko dobrze. - Lekarz skończył
mówić i uśmiechnął się potulnie.

- Co z tym chłopakiem? - Skrzywiłam się na ton swojego ochrypłego głosu.

- Wszystko w porządku. Nadal jest nieprzytomny i czeka na prześwietlenie. Podejrzewamy u niego wstrząs mózgu ale to nie jest nic pewnego. Poza złamaną ręką i nosem nic mu nie jest. Upadek na szczęście nie był aż tak silny. Mimo wszystko dobrze ze była pani na miejscu bo i tak mógłby się skończyć śmiercią.

- Dzięki Bogu ze nic mu nie jest. - Wysiliłam się na lekki uśmiech.

- Dokładnie. - Odwzajemnił gest. - A teraz czas na panią. Jak się pani czuje?

- W sumie to dobrze tylko boli mnie trochę głowa. - Powiedziałam a lekarz wszystko notował w notesie.

- Mhm, to może być spowodowane zderzeniem głowy z asfaltem w trakcie upadku. Monico? Przyniesiesz coś na ból głowy?

- Kiedy mogę wyjść? - Spytałam coraz bardziej sfrustrowana. Nie miałam czasu na jakiś tam szpital. Potrzebowałam pieniędzy. TERAZ.

- W sumie to jeszcze dzisiaj. Nic pani takiego nie dolega. Tylko proszę pamiętać o piciu dużej ilości wody. Jakby czuła pani mdłości, proszę dzwonić.

Po czym wyszedł. Odetchnęłam z ulgą. Przynajmniej tyle dobrego że szybko stąd wyjdę.

(...)

Weszłam do domu z wielką ulgą wymalowaną na twarzy te cztery białe ściany zaczęły wzbudzać we mnie przerażenie. Weszłam do kuchni i zaczęłam ogarniać nadmiar brudnych naczyni.

Mamy nie było w domu i tak nawet lepiej. Nie mam zamiaru obarczać jej szpitalem i tymi podobnymi sprawami.

Po skończonych czynnościach postanowiłam rozpocząć szukanie pracy. Otworzyłam laptopa którego zostawiłam sobie na takie właśnie potrzeby. Weszłam na stronę szukampracy.pl i zaczęłam przeglądać oferty.
Kiedy kliknęłam w ofertę barmanki mój telefon zadzwonił.

- Tak, słucham? - Odebrałam widząc że to numer ze szpitala w którym znajdował się mój tato.

- Dzień Dobry, dodzwoniłam się do pani Marnie Watson?

My HeroineOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz