Miałam zwykłe życie,
zwykłych przyjaciół,
zwykłą rodzinę,
a przynajmniej tak mi się wydawało,
Jedna rzecz wszystko zmieniła.
Jedna niepozorna tajemnica,
a jednak taka wielka.
Madison Moore to zwykła 17-latka, która za pół roku ma skończyć 18 lat. Ma...
Spojrzałam w jego brązowe oczy. Czy to jest możliwe? Czy właśnie złapał mnie ten przystojniak? W końcu coś mądrego zrobiła Jessica.
-Hej, gdzie tak lecisz.-Powiedział niskim głosem i się uśmiechnął.
Moje policzki pokrył rumieniec. Wstałam jednocześnie odrywając się od jego ramion. Poprawiłam sukienkę i ponownie na niego spojrzałam.
-Um, sorki.-Kurde, on z bliska jest jeszcze piękniejszy.
Zawołał go jakiś chłopak i tak się skończyła nasza rozmowa.
Emma zaczęła machać dłonią mi prze twarzą i dopiero sobie zdałam sprawę, że cały czas na niego gapię.
-Choć już.-Tylko powiedziała i poszła do ekipy.
Dobra, nie myśl już o nim. Już go więcej nie zobaczysz.
***
Weszłam do domu mocno wstawiona. Zdjęłam buty i kurtkę, z którą miałam lekki problem, bo zamek jak na złość się zaciął. Gdy się już uporałam, nadszedł czas zmierzyć się z chyba największym wrogiem pijanych ludzi. Schody. Wspięłam się po dłuższej chwili, pierwsze co robię to wchodzę do pokoju i rzucam się na łóżko. Nawet nie zdążyłam się przebrać, a już byłam w objęciach Morfeusza.
***
Obudziłam się następnego dnia z kacem. Podeszłam do szafki gdzie mam tabletki przeciwbólowe, połknęłam dwie i popiłam wodą. Gdy nagle usłyszałam, że dzwoni mi telefon. Biorę go do ręki, patrzę kto dzwoni i przy okazji sprawdzam godzinę. Jest 13.41.
-Hej Madi, mam nadzieję, że cię nie obudziłam.
-Hej Al, nie właśnie wstałam.-powiedziałam ziewnęłam. Idę w stronę pokoju z zamiarem wzięcia prysznica.- W ogóle jak się czujesz po wczoraj?
-Nie najgorzej, w sensie mam kaca, ale bywało gorzej.- zaśmiała się.
Pogadałyśmy chwilkę, ale musiałam się pożegnać, bo nigdy bym nie wzięła tego prysznica
-Ta znam to-uśmiechnęłam się do siebie- Wiesz co, muszę kończyć, chcę wziąć prysznic.
-Pa- powiedziała i rozłączyła się.
Poszłam pod prysznic, próbowałam wszystko przeanalizować, co stało się na imprezie.
Gdy skończyłam poranną toaletę, poszłam do łóżka i w sumie resztę dnia oglądałam mój ulubiony serial na netflixie.
Przez następny tydzień nic ciekawego się nie działo, w szkole już powoli luz, bo w sobotę zaczynamy ferie.
***
09.02.2019 sobota
Otworzyłam oczy i usiadłam na środku łóżka. Co to jest za dzień? A no tak FERIE! Co by tu porobić? Pewnie Jack zrobi dziś imprezkę.
Jack jest największym przystojniakiem w szkole. Jest kapitanem drużyny piłkarskiej. Gdy się go pozna bliżej, nie na jedną noc, nie jest tylko chamem, a naprawdę fajnym przyjacielem. Jest dla mnie dobrym kolegą.
Wzięłam telefon w dłoń, żeby wejść na grupę , gdzie wszyscy dowiadują się o imprach.
Grupa ,,NAJLEPSZE IMPREZY":
Jack: Pewnie każdy się domyśla, że dziś impreza z okazji ferii. Wszystkich zapraszam do klubu xxx, dziś 21.30.
Dalej już tylko ludzie pisali, że będą i nie chciało mi się tego czytać. Spojrzałam na godzinę i była dopiero 10.18.
Poczułam głód, więc zeszłam do kuchni. Zrobiłam sobie tosty z szynką, bo ze mnie żadna kucharka i bym pewnie spaliła cały dom, próbując czegoś innego.
***
Była już 21.03 i zaraz po mnie przyjeżdża Alishya ze swoim chłopakiem i Leo. Robiłam tylko poprawki makijażu i spojrzałam na efekt moich wypocin.
Ups! Ten obraz nie jest zgodny z naszymi wytycznymi. Aby kontynuować, spróbuj go usunąć lub użyć innego.
-Nieźle-pomyślałam.
Nagle zadzwonił telefon. Jak się okazało dzwoniła moja najlepsza przyjaciółka, że mam schodzić. Schowałam szybko kilka kosmetyków do torebki, wraz z telefonem, ubrałam szpilki i wyszłam z domu.
Przez całą drogę rozmawialiśmy i się śmialiśmy. Gdy dojechaliśmy, weszliśmy do klubu. Pierwsze, co dało się poczuć to zapach alkoholu, papierosów i narkotyków. Poszliśmy do baru po pierwsze drinki.
Zabawa szła na całego, gdy nagle zachciało mi się iść do toalety. Doszłam prawie z lekkim problemem bo już byłam trochę pijana, na szczęście mam mocną głowę, jeśli chodzi o alkohol. Najpierw wykonałam swoją potrzebę i spojrzałam w lustro myjąc ręce, makijaż się w miarę trzyma, tylko muszę poprawić szminkę i nałoży trochę pudru, więc to zrobiłam.
Wychodząc wpadłam na kogoś. No nie wierzę! Znowu on!
-Um przepraszam-zająknęłam rumieniąc się. Kto wymyślił takie coś jak rumieniec?! Wychodzisz tylko na debila!
-Znowu ty.-uśmiechnął się- Lucas-Powiedział podając mi rękę.
-Madison, ale mów mi Madi.-Chłopak zmarszczył brwi i zeskanował mnie całą wzrokiem. Poczułam się trochę nie komfortowo.
-Przepraszam, ale muszę iść-powiedział i odszedł. Dobra, to było dziwne.
Pokręciłam głową i podeszłam do stolika z resztą paczki. Usiadłam obok Alishyi i powiedziałam żeby się przysunęła, bo chcę jej coś powiedzieć.
-No, co?-zapytała z zaciekawieniem.
-Spotkałam tego chłopaka!-pisnęłam jej do ucha, było głośno i ledwo się słyszałyśmy-ale zwiał, nie wiedzieć czemu.
-Jaki chłopak-zmarszczyła brwi
-No ten z klubu, co ostatnio mnie złapał!-powiedziałam podekscytowana.
-A ok. Ale czemu zwiał?-dopytywała
-Nie wiem, właśnie. Przedstawiliśmy się sobie, a on na moje imię zmarszczył brwi, obejrzał mnie i odszedł. CZAISZ?!
-Okej? To dziwne.-zaśmiała się. Normalnie czyta mi w myślach, haha-Nie przejmuj się nim. Musisz nadrobić-podała mi drinka.
Po kilku godzinach balowania powiedziałam, że już wracam, bo jestem śpiąca. Zadzwoniłam po taxi i już się kierowałam do wyjścia. Gdy coś mnie zatrzymało.
CZY JA WŁAŚNIE ZOBACZYŁAM MOJEGO TATĘ, KTÓRY WYJECHAŁ DO PARYŻA?
***
(810 słów)
Dobra, ktoś to w ogóle czyta? Jak coś, odezwij się c: