[4] Haribo

68 3 1
                                        

Czasem tęskniłam za Rene. Niby spotkałam go tylko jeden raz, ale choć wielu ich było, to właśnie on zapadł mi w pamięć najmocniej. Pewnie, wspomnienie o nim wiązało się z całą serią nieprzepracowanych traum i miało to na mnie duży wpływ, jednak na tle mężczyzn, z którymi miałam przyjemność konwersować, wypadł naprawdę świetnie. Być może pięciolatek nie zaskakiwał wyjątkową mądrością czy niekonwencjonalnymi ideami, ale przynajmniej potrafił się bawić w chowanego. Mężczyźni przedstawiani mi przez matkę nie robili żadnej z tych rzeczy.

Bali się w różnym stopniu, ale czy mniej, czy bardziej - każdy bez wyjątku był chociaż trochę skrępowany. Nie dziwiłam im się ani trochę. Musieli rozmawiać z jakąś dziwną, morderczą kreaturą, zamkniętą w klatce, gotową zamordować ich zupełnie przypadkiem. Fascynowało mnie to, jak daleko byli w stanie posunąć się, by powiększyć majątek. Ich pokłady odwagi jednak nie wystarczały i koniec końców, nikt nie podjął się dobić targu. Nikt nie chciał.

No, z jednym wyjątkiem.

Tak, jak mówiłam - wielu ich było. Niekorzy zapadali w pamięć bardziej, a niektórzy mniej. O, był taki jeden, co zapadał w pamięć tak nie bardzo, że aż bardzo. Niesamowita postać. Doprawdy wyjątkowa. Nazwałam go Panem Bezbarwnym.

Pan Bezbarwny przyszedł do mnie raz i zabrał na randkę.

Nie, zabrał to złe słowo. To wciąż była konwersacja w klatce, z tą różnicą, że żadna inna nie znudziła mnie do tego stopnia. Nawet nie pamiętam, jak wyglądał, ale ten głos, monotonny, lecz donośny, lekko zachrypnięty, prześladował mnie przez bardzo, bardzo, bardzo długo. Nasza rozmowa nie tyle, co się nie kleiła, po prostu nie powinna mieć prawa bytu. Nie można było nawet nazwać jej „rozmową". Pan Bezbarwny wypluwał z siebie słowa niczym karabin, ale strzelał ślepakami pozbawionymi treści.

Dlatego też tym większe było moje zdziwienie, gdy kilka dni później matka oznajmiła, że Pan Bezbarwny wyraził chęć na mnie. I gdyby to był jakiś inny kandydat, bez większego namysłu zgodziłabym się - powiedziała matce, że oczywiście, wyjdę za niego, jednak wizja przeprowadzenia kolejnej rozmowy z tym mężczyzną doprowadziła tylko do tego, że powiedziałam:

- Nie rób mi tego. Błagam.

Przemilczała to. Pewnie sama musiała przeprowadzić z nim chociaż jedną konwersację i tyle wystarczyło, by stwierdzić, że nawet najgorszy potwór nie zasługuje na taką karę. W końcu to nie moja wina, że się taka urodziłam.

Nie moja wina.

Dziś miało być inaczej.

Stałam w swojej komnacie w najpiękniejszej sukni, jaką miałam w szafie. Głęboki, wysadzany srebrnymi błyskotkami dekolt ślicznie kontrastował z bufiastymi, białymi rękawami, uszytymi z ładnie błyszczącego materiału. Sukienka rozszerzała się od talii w dół i choć ważyła pewnie tyle, co ja, układała się bardzo ładnie. Kiedyś miała jeszcze śliczny tren, ciągnący się po ziemi jak pluszowy ogonek - Barbara pozbyła się go, gdy jednego wieczoru zaplątał się o róg szafki i wyrżnęłam jak długa. Doceniałam jej troskę o bezpieczeństwo moje i nie tylko, więc nie protestowałam. Musiałam jednak przyznać, że tęskniłam za nim - wynosił całą kreację na jeszcze wyższy poziom. Cała spódnica była w kolorze różowym, co sprawiało, że góra odcinała się od niej wyraźnie, tworząc korzystną dla mnie iluzję optyczną. Wyglądałam naprawdę szczupło.

Delikatnie zakręciłam włosy, a na usta nałożyłam czerwoną szminkę. Przez to, że praktycznie nie wychodziłam na dwór byłam straszliwie blada, ale w kontraście z ciemnymi włosami i lekkim różem na policzkach tworzyło to całkiem ładny obrazek.

To już koniec opublikowanych części.

⏰ Ostatnio Aktualizowane: May 14, 2023 ⏰

Dodaj to dzieło do Biblioteki, aby dostawać powiadomienia o nowych częściach!

BABYHANDS | bloodcraft [1]Opowiadania do pokochania. Odkryj je teraz