-a/n wstawiam poprawiane rozdziały a niedługo może pojawi się coś nowego?
Czego się bał? Wszystkiego.
Park Jimin lękał się praktycznie wszystkiego. Od klaunów, po pająki, aż po śmierć. Poprzez często odczuwalny strach, miewał skoki ciśnienia, oraz ataki astmy. Starał się wyjść ze swoich wszystkich fobii, jednak nie wychodziło mu to zbyt dobrze. Ma wokół siebie dużo pomocnych ludzi, którzy chcą sprawić, by stał się taki sam jak reszta, jednak on dalej jest inny. Boi się zostać taki sam.
Jedną z tych przyjaznych twarzy jest Jeon Jeongguk, jego największą miłość, osoba która sprawia, że na jego twarzy pojawia się uśmiech większy od wodospadów niagara. On go wielbi, wciąż próbuje zatrzymać go tylko dla siebie, bo boi się tego, że zostanie bez niego.
Leżał o trzeciej trzydzieści w bez ruchu, patrząc w sufit, który zazwyczaj jest biały, jednak przez brak światła w pokoju stał się czarny. Psychiatra przypisał mu leki nasenne, psychotropy, trzymał je wszystkie, jednak żadnej z nich nie tknął. Uważa, że są to nie potrzebne placebo, stworzone tylko, by truć niewinnych ludzi. Boi się tego, że przez nie umrze.
Nie miał jak się rozkładać, ponieważ jego łóżko jest wąskie więc leżał na wznak. Rozkładał się tylko jego umysł, przez przytłaczające go myśli.
Często na suficie widział, różne koszmarne postacie, które próbowały coś z nim zrobić. Jednak gdy tylko krzyczał albo prosił o pomoc, to jego współlokator przy nim był. A teraz?
Jeongguk pojechał wraz ze swoją dziewczyną, na imprezę zostawiając Parka samego.
Miał propozycje złożoną od Jeona, by z nimi pojechać, lecz jego serce nie mogłoby patrzeć się na zakochaną parę, tym bardziej że zazdrościł dziewczynie chłopaka. Współlokator mówił, że wróci przed drugą. Jednak go nie ma.
Spóźnia się godzinę, przez co Park zaczyna się martwić. Już nie tylko przez chorobę nie może zmrużyć oka, dodatkowo strach o przyjaciela zżera go od środka.
Zaczyna myśleć o tym coraz bardziej, łzy napływają mu do oczu. Przejechał ręką po swojej twarzy, by chociaż na chwilę zamknąć zmęczone oczy. Otworzył je. Od razu poczuł wszech otaczające go zimno oraz czyiś wzrok na swoim ciele. Jego oddech od razu przyspieszył i zaczął rozglądać się po pomieszczeniu, dalej leżąc. Nikogo nie było, próbował zamknąć oczy, jednak od razu je otwierał. Jego strach pogłębiał się z każdą chwilą, z każdą chwilą czuł również więcej oczów na swoim ciele. Przekręcił się na bok i sięgnął po telefon, po czym od razu schował się pod kołdrę.
Czuł się tam odrobinę bezpieczniej, od razu wybrał numer telefonu przyjaciela i zaczął dzwonić. Pierwszy, drugi, trzeci sygnał i głos przyjaciela. -Jimin?- łzy uwolniły się z jego oczu i zaczął cicho łkać- Ej stary, wszystko okej? -Gg-gukie oni na mnie patrzaą- wyjąkał przez telefon- boję się, nie wiem co mam zrobić- próbował uspokoić swój głos, jednak jego oddech mu w tym przeszkadzał. -Kiedy będziesz?- spytał z nadzieją w głosie. -Właśnie jadę, muszę odwieść Carmen i zaraz będę- powiedział trochę zestresowany Jeon.
Nie zawsze w wieku dwudziestu lat musisz pędzić ulicami Busan do akademika, bo twój przyjaciel ma atak.
-Dobrze- jęknął- Czyli mam nie otwierać osobie, która wali w nasze drzwi- spytał. -Zaklucz je na drugi zamek, dobrze? -Dobrze- mruknął i rozłączył się z przyjacielem. Zapalił w telefonie latarkę, po czym odkrył z głowy kołdrę i zaczął rozświetlać cały pokój. Nikogo tam nie było, jednak on dalej czuł wzrok na sobie. Do tego ktoś niemiłosiernie tłukł się do jego drzwi. Cały się trząsł, jednak podszedł powoli do drzwi i zamknął je na drugi zamek, tak jak kazał mu przyjaciel. Zaczął się oddalać, jednak usłyszał wołanie o pomoc, więc zatrzymał się w połowie pokoju nasłuchując cichego głosu, gdy nagle w drzwi walnęło coś tak mocnego. Drzwi zadrżały, Jimin podszedł do nich i dotknął ich delikatnie ze łzami w oczach -Jeongguk?- spytał ponowienie, podchodząc do drzwi. -To ty?- jęknął, a gdy coś ponowienie walnęło w drzwi, zaczął płakać jeszcze mocniej.
Drzwi otworzyły się, walenie ucichło, a Jimin przerażony upadł na podłogę. Poczuł rękę na ramieniu i od razu się odwrócił, nikogo nie ma.
Znowu.
Szybko wstał i poszedł ponownie zamknąć drzwi, jednak obok jego głowy pojawiła się jedna ręka, wchodząca przez szparę drzwi. Przełknął zestresowany ślinę, próbując domknąć drzwi. Ręka zaczęła się wydłużać, dotykać jego włosów, starał się ją odtrącić, jednak obok niej pojawiła się kolejna, tym razem dotykając jego twarzy.
Zaczął wręcz rozpaczliwie wyć, gdy widział jeszcze więcej rąk. Pobiegł na łóżko, na drugą stronę pokoju, chciał zadzwonić do Jeongguka, jednak jego telefon leżał przy drzwiach z włączoną latarką. -Kurwa, kurwa, kurwa- zaczął do siebie szeptać. Latarka podświetlała, wszystkie ręce, które wyłoniły się zza drzwi. -Jimin, otwieraj!- usłyszał głos przyjaciela, który ani trochę go nie uspokoił. -Nie mogę!- krzyknął- Jeon oni tu są!- zawył rozpaczliwie. W rogu jego pokoju pojawiała się jakaś postać, z okropnym uzębionym uśmiechem -Jimin!- walnął w drzwi- Oni nie są prawdziwi, otwórz- zaczął ruszać klamką. Nie mógł ich otworzyć, ponieważ drugi zamek zamyka je od środka i chociaż drzwi były uchylone, nie mógł ich całkowicie otworzyć. -Jeonnie on do mnie idzie!- krzyknął uciekając pod drzwi. Nie widział czego bał się bardziej, śmierci, czy samego siebie. -Brałeś leki?- spytał przez drzwi. Ten nie odpowiedział. -To nie jest prawdziwe, ale ja jestem, otwórz mi- mruknął i wyłożył pomiędzy przerwę swoją rękę. -Widzisz?- Jimin wśród czarnych, nieludzkich dłoni, zobaczył tą Jeona. -Proszę otwórz, a znów będę przy tobie. -Ale oni mnie wtedy złapią- jęknął i podszedł powoli pod drzwi chwytając swój telefon. Poświęcił na postać, której wcześniej widać było tylko uśmiech.
Była okropna, wysoki na dwa metry, czarna sierść, czerwone małe oczy, pazury większe od głowy Parka, przytwierdzone do „ręki” z siedmioma palcami. Najgorsze było to, że podchodziła do niego na swoich masywnych nogach. -Jeon!- krzyknął przeraźliwie. -Jimin, zamknij oczy i otwórz te cholerne drzwi. Przerażony Jeongguk starał się myśleć racjonalnie, więc próbował instruować przyjaciela przez drzwi.
Jimin nie zamknął oczu, jednak podszedł do drzwi, i wyciągnął rękę, by otworzyć, lecz ręce zaczęły go łapać, ciągnąć go do siebie. Nie widział nic przez łzy, więc starał się tylko im opierać. -Zostawcie mnie- jęknął. -Jimin one nie są prawdziwe!
Zaczął tracić oddech, nie mógł go złapać, czuł, że się dusi, a jedna z dłoni złapała go delikatnie za szyję. Upadł przed drzwiami, łkając żałośnie- Jeongguk pomóż mi- powiedział prawię się dusząc. -Jimin zamknij oczy i otwórz te cholerne drzwi- powiedział wkurzony.
Tym razem go posłuchał, zamknął drzi i na klęczkach przekręcił zamek.
Jeon wszedł do pokoju, podbiegł go szafki i wziął lek na astmę, po czym szybko mu go zaaplikował. Ten w końcu mógł normalnie odetchnąć. Nie pierwszy raz widział przyjaciela w takim stanie. Zapłakany, ledwo oddychający, zasmarkany, cały czerwony i spocony, włosy potargane. -Mówiłem, żebyś wziął te leki- westchnął, głaszcząc go po głowie i go przytulając do siebie na podłodze. -przepraszam- jęknął dalej płacząc- oni byli wszędzie, pierwszy raz było ich tyle- wtulił się w niego jak małe dziecko. -Jimin, oni nie istnieją, to tylko twoja wyobraźnia.
Znów zaniósł się płaczem.
Jimin najbardziej ze swoich lęków, bał się samego siebie.
Ups! Ten obraz nie jest zgodny z naszymi wytycznymi. Aby kontynuować, spróbuj go usunąć lub użyć innego.